piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 20

Po tym "pięknym" pocałunku popatrzyłam się tylko na niego z niedowierzaniem. Ledwo widziałam jego twarz, ponieważ deszcz padał jak szalony, a było już po godzinie 22. 
Odwróciłam się i powędrowałam do domu. Znany piłkarz zaczął mnie wołać, ale ja nie dałam się tak wykorzystywać. Dobrze wiedział, że mam chłopaka i chyba ma świadomość, że nie chce wobec swojego chłopaka tak postępować. 
Ze zdziwieniem podczas powrotu zobaczyłam z daleka Cher, która akurat właśnie wracała i była tak samo mokra jak ja. 

-Jak było? -zdziwiło mnie to, że humor jej dopisywał.

-Lepiej nie mówić... -zaczęłam jej wszystko opowiadać, zrozumiała mnie jak najbardziej. Dobrze, że była wtedy przy mnie, miałam się komu wygadać w tej sprawie. 


************************
Siedząc na łóżku włączyłam swojego laptopa, chciało mi się wręcz płakać bo nie wierzyłam że potrafiłabym zranić tak Wojtka, gdyby się dowiedział. Po wpisaniu hasła do komputera szybko wyświetlił się pulpit. Kiedy tylko zobaczyłam ikonkę "Skype" od razu sobie przypomniałam sobie to co pisałam Wojtkowi w sms-ie.

-O MÓJ BOŻE!

Zalogowałam się na swoje konto i na szczęście był mój chłopak dostępny na Skype. Na szczęście? Nie byłam tego taka pewna... Bałam się, że wszystko wyjdzie na jaw. Postanowiłam zadzwonić do niego, ale on zrobił to ode mnie szybciej, bo ja zamiast dzwonić wahałam się nad dzwonieniem. Odebrałam.. 


-Cześć Natalia.-Szczęsny wyglądał na nieco przygnębionego.

-Hej. Przepraszam że wcześniej nie zadzwoniłam ale byłam z dziewczynami i tak się zagadałyśmy że straciłyśmy poczucie czasu.-Twarz Wojtka nieco pojaśniała.

-W takim razie jak ci się podoba w słonecznej Barcelonie? -Dobre pytanie. Podoba mi się tu? Sama nie jestem tego pewna, tyle się dzisiaj wydarzyło...

-Pewnie, jest cudownie, słońce, plaża no i oczywiście piłka, wiesz tylko kogo mi brakuje? 

-No nie wiem.

-No więc, jest pewien facet którego musiałam zostawić w Londynie i strasznie za nim tęsknie. Normalnie dnia bez niego nie mogę wytrzymać.-Wojtek roześmiał się słodko.

-Czy ja o czymś nie wiem? -Zapytał z udawanym zdziwieniem i powagą.

-O ciebie chodzi głuptasie. 

-Mam straszną ochotę cię pocałować a nawet nie minęła połowa twojego pobytu w Hiszpanii. 

-Ja tego pragnę bardziej od ciebie.

-Natka, wiesz jak bardzo cię kocham, ale ja muszę rano wstać na trening a jest środek nocy.

-Ale ja tak strasznie tęsknie.

-Nie jęcz mi tu bo jeszcze przez ciebie treningi zawale.-Przesłał mi przez kamerkę buziaka, od razu odwzajemniłam ten gest.

-W takim razie do zobaczenia mam nadzieję jutro.-Pożegnaliśmy się, odłożyłam laptopa koło łóżka. 

Do moich oczu cisnęły się łzy które po chwili spływały po moich policzkach. Byłam zła na siebie za to że nie byłam szczera z Wojtkiem który nie wiedział o całym tym zajściu, byłam zła na Pique za to że pocałował mnie chociaż wiedział że nie powinien tego robić  Najbardziej zła to chyba jestem na siebie, bo przecież ja też nie jestem bez winy. Mogłam nie iść na to całe spotkanie z piłkarzem FC Barcelony. 
Mam szczęście, że moje koleżanki z drużyny poszły już spać  Na pewno nie chciałyby zobaczyć mnie w takim stanie. Nawet podczas przeprowadzki mojego braciszka, nie popadłam w takiego doła. Pomyślałam, że muszę się z tym przespać  Może jutro coś na to zaradzę, powiem temu idiocie, że nie może mną tak pomiatać. Dobrze wie, że mam Wojtka i jestem tylko jego...


**********************
Byłam w półśnie. Śniła się scena jaka miała się zdarzyć prawdopodobnie dzisiaj, ale pod koniec snu wiedziałam, że to nie jest świat realny. Podeszłam do Pique i wypowiedziałam mu wszystko co o nim myślałam. On przyjął to jako tako, ale znów mnie pocałował. Na co ja wyrwałam się od niego i próbowałam uciec, lecz nie mogłam, ponieważ złapał mnie za rękę i nie chciał za żadne skarby jej puścić. Gorszego snu nie miałam od dawna. 
W tym realnym świecie widziałam koleżanki, które śmiały się jak nigdy. Oglądały pewnie zdjęcia z wczorajszego wypadu na plaży. Dobrze, że nie spotkałam ich, jak byłam z Pique. Boże!!! Nie chcę nawet o nim myśleć  Nie dość że wczoraj przez niego ryczałam i popełniłam błąd w swoim życiu, to jeszcze mi się śni. 
Postanowiłam w końcu wstać  jednak dałam radę tylko usiąść  Moje oczy się zamykały, ale zrobiłam mega, duże gały, jak wystraszył  mnie krzyk Lei. Krzyknęła wprost do mojego ucha. 

-Witaj śpiochu! Dzisiaj może jednak się wybierzesz z nami gdzieś, bo chyba chciałabyś mieć jakieś wspólne przeżycia z nami w tym niesamowitym mieście...

-Tak.. niesamowitym... -odparłam i odwróciłam się w jej stronę. Ona tylko kolejny raz wrzasnęła, ale tym razem ze strachu. 

-Natka! Jak ty wyglądasz? Masz spuchnięte oczy. Co ty wczoraj robiłaś? 

-Nic... 

-Jak to nic? Przecież widziałam wczoraj gdzieś ciebie i Cher przed godziną 18, jak wychodziłyście z hotelu. 

-No bo ja... 

-Co???

-Byłam z Cher na zakupach -odparłam byle co, a później okazało się że wpadłam. Cher była z dziewczynami wczorajszego wieczoru na plaży. Jednym słowem mówiąc-podpadłam. 

-Podpadłaś! -krzyknęły wszystkie dziewczyny w pokoju hotelowym. 

Wymieniłam tylko się z nimi wzrokiem, wstałam z łóżka i powędrowałam do łazienki. Idąc usłyszałam szepty dziewcząt. Było mi bardzo, bardzo, ale to bardzo głupio. 

Spojrzałam w lustro. Tyle rzeczy się w ostatnim czasie wokół mnie dzieje. Dorosłam, przeprowadziłam się do Londynu, gram w piłkę nożną, chodzę z Wojtkiem Szczęsnym, mój brat zadaje się i chodzi z dziw** Teraz jeszcze nadszedł Gerard. Myślę teraz, że wyjazd był kompletnie złym pomysłem...
Zwykłe czynności które normalnie zajmowały mi po kilka minut dziś trwały dwa razy dłużej. Po raz drugi spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, ujrzałam tam zupełnie inną dziewczynę niż kilka tygodni wcześniej. Wszystko się we mnie i w moim życiu zmieniło, było naprawdę jak w bajce, aż w pewnej chwili pojawił się pewien osobnik płci męskiej i namieszał w moim życiu jednym głupim pocałunkiem. 

-Długo jeszcze zamierzasz tam siedzieć? -Usłyszałam głos Lei zza drzwi.-Na trening się spóźnimy.

-Już wychodzę.-Rzuciłam jeszcze jedno spojrzenie w stronę swojego odbicia w lustrzę. 

Wzięłam kilka głębokich wdechów i przykleiłam sztuczny uśmiech na twarzy. Z podniesioną głową wyszłam z łazienki. Zarzuciłam moją torbę treningową na ramię i razem z dziewczynami wyszłam z hotelu. Nie byłam pewna dokąd jedziemy, na pewno nie było to Camp Nou. Dojechałyśmy pod jakiś ośrodek treningowy. Dziwnie się czułam w towarzystwie śmiejących się dziewczyn. Bez słowa podążyłam za nimi do szatni i przebrałam się. Wyszłam na murawę jako pierwsza przy okazji biorąc piłkę. Ustawiłam ją w miejscu wykonywania rzutów karnych i kopnęłam z całej siły co nie wyszło na dobre, ponieważ piłka trafiła w puste trybuny. 

-Cholera...-Przeklęłam cicho i wzięłam kolejną piłkę. 

Emocje wzięły nade mną górę i prawie nic na treningu mi nie wychodziło. Czułam się odizolowana od reszty drużyny. Chciałabym z kimś o tym porozmawiać a ciągle nie jestem całkowicie pewna do Cher. Czasem brakuje mi takiej szczerej rozmowy z Mateuszem, zawsze mogłam mu powiedzieć o wszystkim a do tego dostawałam dobrą radę, a teraz nawet nie mamy dla siebie czasu. Postanowiłam sobie że pogadam z Pique o tym całym zajściu i jego zachowaniu oraz podbuduję relację z bratem. 
Po trzech godzinach na prawdę męczącego treningu dziewczyny zaproponowały mi spacer i jakieś ciastko ale zdecydowałam się na samotny spacer. Spacer to najlepszy czas na użalanie się nad sobą. Idąc przez park pełen małych dzieci i ich rodziców oraz mnóstwo roześmianych twarzy. Podziwiam ludzi którzy potrafią cieszyć się ze wszystkiego. Kiedy tak szłam i rozmyślałam wpadłam na coś twardego. Podniosłam głowę do góry i ujrzałam uśmiechniętą twarz osoby którą najmniej chciałam spotkać, a mianowicie był nią sam Gerard Pique. 

-Cześć piękna.-Powiedział obejmując mnie ramieniem.

-Czego chcesz? -Warknęłam strząsając jego rękę.

-Stęskniłem się. 

-Słuchaj, ja rozumiem że może inne dziewczyny leciały na takie typu teksty i zagrania ale ja taką  dziewczyną nie jestem! -Niemal wykrzyczałam te słowa.-Wiesz że ja mam do kogo wracac, mam chłopaka którego kocham i który kocha mnie.-Powiedziałam już nie podnosząc głosu.

-Nie masz ochoty się trochę zabawić?  -Co on sobie do cholery myśli?! I pomyśleć że ja go miałam za dobrą osobę, piłkarzem może i jest dobrym, ale jego osobowość i charakter...delikatnie rzecz ujmując są okropne. Posłałam mu mordercze spojrzenie i szybkim krokiem udałam się w stronę hotelu. Rzuciłam torbę w kąt pokoju i usiadłam na łóżku. Nie byłam zrozpaczona tak jak wczoraj, ja byłam wściekła. Nie miałam ochoty płakać lecz coś rozwalić  Jak można tak traktować innych? Nigdy nie zrozumiem takich ludzi. Tak jego sława od siedmiu boleści uderzyła mu do głowy. Wzięłam laptopa i ponownie usiadłam na łóżku. Włączyłam skypa, miałam nadzieję że Wojtek będzie, ale nadzieja matką głupich. Nie miałam pojęcia czym mogę się na tę chwilę zająć. Zalogowałam się na facebooka ale tam też nic ciekawego. Westchnęłam głośno i odłożyłam komputer na miejsce. Wygrzebałam spod poduszki moją MP3 i włączyłam sobie ulubione piosenki. 

Rozdział 19

Wczesnym rankiem obudziło mnie rzuty poduszkami w moją głowę od kilku koleżanek. 

-Wstawaj śpiochu! -krzyknęły niemal równocześnie, było ich chyba z sześć.

Ledwo przepchałam się do łazienki. Słyszałam tylko odgłosy koleżanek, które były podekscytowane cały czas przyjazdem do Barcelony. Wyjrzałam przez okno i  zaczęłam sobie marzyć, chciałabym tutaj kiedyś zamieszkać, razem z Wojtkiem. Jest tu tak cieplutko, chętnie zostałabym tu na dłużej. Od początku mi się tu podoba. 
Minęło niecałe 15 minut, a już byłam umyta i przebrana wyruszyłyśmy z dziewczynami na trening. 

*****************
Wooooooooooooow! Nie jestem pewna, czy to się dzieje naprawdę. Jestem na CAMP NOU! 
Trafiłyśmy akurat na trening FC Barcelony. Patrząc na moje koleżanki, miały podobne reakcje. Lea nie mogła ustać w miejscu, Emily nawijała jak głupia, a ja tylko patrzyłam się na piłkarzy, którzy trenowali właśnie w tym momencie. Nagle nad moją głową nadlatywała piłka, którą ktoś przez przypadek wykopał. Złapałam ją i zaczęłam się zastanawiać kto to zrobił. Okazało się, że był to Gerard Pique! Dziwne, co nie? A żeby było mało, to jeszcze odezwał się do mnie... tzn. do nas wszystkich... 

-To wy przyjechałyście z Londynu? -nie mogłyśmy uwierzyć, że słyszał o nas. 

-Tak, to my. Jesteśmy podekscytowane tym, że się tutaj znalazłyśmy -odpowiedziałam z zachwytem i w myślach stwierdziłam, jak Gerard się pięknie uśmiecha. Przez chwilkę zastanawiałam się czemu nadal tu stoi a nie wraca do treningu, dopiero po chwili zorientowałam się że w rękach mam piłkę. Uśmiechnęłam się do piłkarza i mu ją oddałam.

-Dziękuje -piękny uśmiech to chyba za mało... on ma boski uśmiech. Rany...co ja gadam, przecież ja mam Wojtka i Gerard też kogoś ma.

Nie sądziłam, że ten pobyt w Barcelonie będzie aż tak wspaniały. Hmm.. a co będę robić potem? 
Podczas oglądania popisów FC Barcelony rozmyślałam nad planami na wieczór. Może się podsunie się sam jakiś pomysł? Nie sądzę. Koleżanki mają plany, jedne idą zwiedzić miasto, drugie popędzą na plaże.. Ehh... Musiałby się jakiś cud stać, żebym spędziła ten dzień normalnie. Napisałam do Wojtka:

"Zadzwonię do Ciebie dziś na Skype'a. Bardzo mi Ciebie brakuję :**" 

Kiedy na telefonie pojawił się informacja "wysłano", zaczęłam chować telefon do torebki mając jakąkolwiek nadzieję, że odpisze. Wtedy przed moimi oczami pojawiły się Lea i Emily. Oznajmiły mnie, że musimy już iść, ale że przyjdziemy tu także innego dnia. 
Grupką szłyśmy zaczęłyśmy wychodzić ze stadionu, a po chwili do moich rąk jakiś gość wręczył mi karteczkę, a po tym uciekł. Nie był to piłkarz ani jakikolwiek znany człowiek. Otworzyłam więc zwiniętą karteczkę. Przeżyłam szok widząc to co zobaczyłam:

"Może się spotkamy? Przepraszam, że nie powiedziałem ci tego osobiście, ale mam trening :)
Pique"

Pod wiadomością pojawił się adres i godzina, gdzie mielibyśmy się spotkać. 
Jednak zdarzył się cud. Mam plany na ten wieczór! Nie wiedziałam, że te plany będą aż tak niesamowite!
Po opanowaniu zachwytu jaki mnie ogarnął zaczęłam zwijać karteczkę, a wtedy odezwała się Cher (pierwszy raz chyba od miesiąca, nie licząc oczywiście tego kiedy zwraca się do mnie podczas meczu lub treningów.. ogólnie mówiąc tylko w sprawie piłki nożnej):
-Co tam masz? 

-Jakiś śmieć -westchnęłam z niepewnością, bo nie wiedziałam jak z tego wybrnąć, a poza tym dręczyła mnie myśl "Czemu ona się do mnie odezwała? Co ją nawróciło?" -Od kiedy się do mnie ostatnio odzywasz. Myślałam, że już się to nigdy nie stanie...

-No cóż.. To był mój błąd. Niepotrzebnie się tak obrażam, myślę że to co da, ale sama widzisz że tylko jest z tego kiszka.. Rozumiesz, co nie? -wytłumaczyła się Cher i pędem pobiegła do innych koleżanek z drużyny, bo ją wołały. 

Myślę, że zaczyna się już to wszystko układać. Pewnie ja i Cher znów będziemy nierozłącznymi koleżankami. Cieszy mnie to. Bez niej miałam taką pustkę. Oprócz Wojtka, nie miałam żadnej osoby której mogłam się wygadać o tym wszystkim...


**************************
Po obiedzie usnęłam na jakieś 2-3 godziny. Z Pique byłam umówiona o 18. Nie miałam zbyt dużo czasu. Zaczęłam się ubierać. Przesiedziałam przy walizce trochę czasu, bo nie chciałam iść w byle czym. Z tego powodu, że było tu cieplutko, co teraz dla mnie nie jest spotykane, ubrałam na siebie letnie ciuchy. Ktoś zapukał do mojego pokoju. Szybko posprzątałam bałagan jaki narobiłam przez ten czas. Okazało się, że tą osobą pukającą była Cher. 

-Woooooooooooow! Jak ty wyglądasz! Bosko! -zawołała, a ja w myślach stwierdziłam tylko, że brakowało mi tej osóbki, bardzo. 

-Dzięki! -odpowiedziałam i nastała kilkusekundowa cisza. Postanowiłam zapytać. -Co cię tu teraz sprowadza? Przepraszam, głupie pytanie, ale nie jestem pewna czy jesteśmy pogodzone ze sobą, czy dalej jesteśmy tak jakby sobie "obce"?

-No właśnie ja w tej sprawie.. A mianowicie, chcę cię przeprosić za to zachowanie. Nie było na miejscu. Myślę, że jeśli byś mi wybaczyła, mogłybyśmy się przyjaźnić. Co ty na to? Zgoda? 


 *    *    * 
Dzień przed wyjazdem do Barcelony...

-Jesteś pociągający jak spłuczka w sedesie! - musnęła ustami Mateusza wypowiadając do niego te słowa. -Mam nadzieję, że szybko wrócisz z pracy.

-Też mam taką nadzieję. Też cię kocham! -na pożegnanie dostała całusa nie minęła chwila a pozostała w domu tylko ona. 

"Chodź już!" - wysłała sms-a i podeszła do okna oczekując na gościa.

*puk puk*  

-Heeej! -w drzwiach stanęła Cher nie wiedząc co powiedzieć. Nie znała zbyt Sandry, widzi się z nią dopiero czwarty czy piąty raz. 

-Witaj! Zapraszam do środka i mam nadzieję, że nie zniechęcisz się i przyjmiesz moją propozycję -powitała ją z uśmiechem. 

Poczekała aż Cher ściągnie z siebie płaszcz i buty. Trochę to zajęło Cher, ale Sandra doczekała się, aż zaprowadzi swojego gościa do salonu.

-A więc, co miałaś takiego ważnego w sprawie do mnie. Przecież ze sobą prawie w ogóle nie rozmawiamy -lekko oburzona i lekko zakłopotana Cher nie miała pojęcia, co chciała od niej Sandra skoro prawie w ogóle się nie znają. 

-Nie martw się, zaraz mnie polubisz -stwierdziła z uśmieszkiem na twarzy Sandra. -Doszły do mnie wieści, że już nie przyjaźnisz się z Natalią...

-Taaaaak... Lecz sama nie wiem czy mam jej wybaczyć czy nie. Pewnego razu dziwnie postąpiła wobec mnie. Myślę, że to koniec naszej przyjaźni, ale chciałabym jej to jakoś pokazać...

-Wiedziałam, że będzie do siebie aż tak podobne, nie mogę uwierzyć! -uradowana Sandra skakała ze szczęścia po salonie i po chwili spoważniała. 

-Co masz na myśli? 

-Może nie pokażesz tego jej, że już nie chcesz się z nią przyjaźnić. Ale mam o wiele lepszy plan.. 

Cher uśmiechnęła się i wsłuchiwała się w każde słowo wypowiedziane przez jej nową koleżankę. Najwyraźniej spodobał się jej pomysł Sandry i wolała całą złość na Natkę okazać w inny sposób.

*     *     *
-Zgoda! -z uśmiechem stwierdziłam, że pogodzenie się z Cher wyjdzie mi tylko i wyłącznie na dobre. 

-Jak ja się cieszę, że mnie zrozumiałaś -zachwycona przyjaciółka cieszyła się tym, ale nagle moje ubranie przykuło jej uwagę. -Dokąd się wybierasz tak ubrana? Wyglądasz bosko!

-Ehhh... jeśli już jesteśmy przyjaciółkami mogę ci wszystko powiedzieć, co nie? -na jedną chwilę Cher kompletnie roztrzepana, ale kiedy już skończyłam pytać jej twarz stała się przeciwieństwem tej wcześniejszej. 

-Oczywiście! 

- A więc... 

-Czy to takie trudne powiedzieć? Czy to naprawdę coś ważnego? -dopytywała się mnie Cher, a ja nie wiedziałam jak mam jej to powiedzieć, ale w końcu wzięłam oddech i wypowiedziałam to co miałam wypowiedzieć.

-A więc to jest ważne. Bo... Gerard Pique chce się ze mną zobaczyć! 

-Oooo serio??? -reakcja Cher była taka sobie, ale po chwili się tak jakby pobudziła i zaczęła się cieszyć razem ze mną.

-Tak, naprawdę. Też nie mogę w to uwierzyć. 

-Jesteś niesamowita, Natka! 

-Weź przestań! Jak już coś to Pique jest niesamowity -roześmiałam się. -A co do tego spotkania z nim, to muszę już iść. 

-Pójdę z tobą. To znaczy... kawałek podejdę z tobą, bo ja wybieram się z dziewczynami na plażę. Ja idę się więc przebrać i zaraz tu do ciebie wrócę i pójdziemy -wyszła zamykając za sobą drzwi. Brakowało mi jej. Sama nie wiedziałam, że zgoda między nami przyjdzie tak szybko. 


*     *     *
Cher wyciągnęła ze swojej jasno-brązowej torebki komórkę. Szybko zaczęła pisać sms-a do niedawno lubianej przez nią koleżanki. 

"Nasz cel przyjdzie wcześniej niż myślałam. Dam ci znać wieczorem, bye :*" 

*     *     *
Cher już jak wyszłam czekała na mnie i po jej roześmianej buzi było widać, że cieszyła się tym, że postanowiłam jednak ruszyć się z hotelu. Podprowadziła mnie kawałek i dalej poszłam sama. Średnio orientowałam się gdzie jestem, ale nie musiałam się martwić o tego typu sprawy, bo już z daleka po jakimś czasie drogi, zauważyłam piłkarza Barcelony. 

-Witaj! -przywitał się ze mną, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. W sumie zastanawiało mnie, co skłoniło go do spotkania ze mną. Nastała cisza... -Wiem, że to dziwne, ale polubiłem cię. Lubię takich ludzi jak ty. 

-Lubisz mnie, a wymieniliśmy między sobą kilka słów. Coś tu nie pasuje, chyba muszę wracać... -odwróciłam się i skierowałam się w drogę powrotną. Nie rozumiałam tej sytuacji. Jednak ten nowo poznany kolega nie chciał odpuszczać. 

-Nigdzie nie idziesz! Niech zgadnę... Nie masz planów na ten wieczór i spędziłabyś go w hotelu, co nie? -spojrzał na mnie i czekał na odpowiedź. Czytał mi myślach! Ja zamiast coś cokolwiek powiedzieć, uśmiechnęłam się. 

-A więc.. Ja sprawię, że tego wieczoru nie pożałujesz -spojrzał na mnie, a ja na niego. Dałam mu szansę. 

*****************************
Siedzieliśmy w dobrej restauracji. Zamówiliśmy jedzenie, które było jednym słowem genialne. Dalej nie mogłam rozwiązać zagadki pod tytułem "Czemu chciał się ze mną spotkać?", ale oprócz tego humory nam dopisywało. Dobrze się z nim rozmawiało. Zadawał mi tak wiele pytań, że nie pamiętam ile ich było.

-Masz chłopaka? -zaczął rozwijać kolejne tematy, a wydaje mi się, że oczekiwał tylko na moją odpowiedź "nie". 

-Tak. Bardzo przeżywał to, że jadę tutaj na 5 dni. Dnia nie może beze mnie wytrzymać -spojrzał na mnie i spoważniała mu twarz. Ja dodałam: -Ja tak samo. 

Po tym co ja powiedziałam, zaczął kompletnie mówić z innej beczki. 

-Może wyjdziemy? 

-Jasne...

Nie sądziłam, że będzie miał aż tyle pomysłów. Kolejnym razem wybraliśmy się na plażę. Zaczął mi opowiadać śmieszne wydarzenia z jego życia, ja odwzajemniłam się tym samym. Chyba nigdy nie wylałam tylu łez z śmiechu. Wszystko szło gładko, dopóki nie postanowiłam wracać do hotelu, ponieważ dopadła nas ulewa. 

-Muszę iść... Zmokłam strasznie! 

-I co z tego? 

-I co z tego? Ja tu nie przyjechałam się pochorować.. -zaczęłam nawijać jak głupia, a Pique nie wiedział jak mnie uspokoić.

POCAŁOWAŁ MNIE!










piątek, 8 marca 2013

Rozdział 18

Nie ogarniam tego co się ze mną dzieje, po wyprowadzce Mateusza życie straciło dla mnie jakikolwiek sens. No dobra... bez przesady, ale naprawdę każdy dzień jaki minął ostatnio był taki jak sam jak poprzedni, a nawet jeszcze gorszy. Tak jest też dziś, straciłam formę. Nie mogę się codziennie doczekać, aż trening się skończy i będę mogła wreszcie wrócić do domu. Na pogadanie z kimś nie mogę liczyć, bo moja wspaniała kumpela dalej obrażona, a z Wojtkiem nie widziałam sie już tydzień, w sumie z jednej strony że ma mało czasu, a z drugiej to ja jestem leniwa. 
Do mojego pokoju zapukała mama: 

-Natka, weź coś ze sobą zrób, nie jesteś sobą odkąd wyjechać Mateusz. 

-Nie wypowiadaj jego imienia, a tym bardziej jego dziewczyny. 

-Posłuchaj mnie! Wyjdź się przejdź gdzieś. Nie marnuj dnia.. -czekała aż coś powiem, ale nie doczekała się. -Jak chcesz, ja jadę za chwilę na zakupy, kupić coś do jedzenia. Możesz się ze mną przejechać -wyszła z pokoju, a ja zastanawiałam się dalej co ze sobą zrobić, ale mama miała chyba rację, nie mogę tak bezczynnie siedzieć!

******************
-Idź i poszukaj makaronu. Zrobię dzisiaj na obiad spaghetti -zawiadomiła mama z uśmiechem, a mi jakoś nie było do uśmiechu. 

Krążyłam po sklepie i krążyłam zapominając, że miałam znaleźć makaron. Natknęłam się na Wojtka i Łukasza. Lepszego przywitania nigdy nie zrobiłam Wojtkowi. 
-Jak widać na dziewczynę nie masz czasu... -mówiąc to przewinęłam oczami.

-Co z tobą jest? Od tygodnia próbuję cię wyciągnąć z domu, ale to na nic. Dzisiaj musisz coś zrobić ciekawego poza domem. 

-Znów szarlotka? Znów mecz Arsenalu?... -Wojtek jak i nawet Łukasz popatrzyli się na mnie. Z tego co widzę, byli zszokowani moim zachowaniem. -Chcę mieć jakiś cel w życiu!

-Będziesz mieć, jeśli nie będziesz ciągle myślała o swoim bra... 

-NIEEE! -przerwałam swojemu chłopakowi, ale tak głośno, że kilka osób przechodzących koło mnie popatrzyło się ze zdziwieniem w moją stronę. 

-Jutro jadę z tobą na mecz. Mam nadzieję, że zagrasz tak dobrze, jak wy z nami kiedyś -uśmiechnął się, wyrwał mi z rąk listę zakupów i dodał. -Co my tu mamy... Makaron! 

Powędrował ze mną na drugi koniec sklepu, który znał tak dobrze jak nic innego. Zawsze tu robi zakupy. 
Kiedy znaleźliśmy makaron podziękowałam mu buziakiem. Łukasz był akurat niedaleko nas, zaśmiał się i powiedział: 
-Nie przy ludziach! 

-Bardzo śmieszne -odpowiedziałam.

Idąc tak z Wojtkiem i robiąc razem zakupy poczułam się o wiele lepiej. 

************************
Teraz o wiele lepiej mijały mi dni. Po dzisiejszym treningu miałam powody do radości. Okazało się, że ja z swoją drużyną wyjeżdżamy do Barcelony by rozegrać sparing z jedną z hiszpańskich klubów. Ucieszyło mnie to. Nie dość, że będziemy grać z naprawdę dobrą drużyną, to także zwiedzimy trochę Barcelonę. Chciałabym zobaczyć Camp Nou. Nie jestem jakoś kibicem FC Barcelony, ale jak dla mnie to jeden z najlepszych klubów. Na pytanie czy wolę Real Madryt czy FC Barcelonę nie wybieram żadnej. Ale lubię obie drużyny. 

Przez ostatni czas dużo myślałam o tym wyjeździe. Mam go za tydzień, a jadę tam na 5 dni. Cieszy mnie to, bo nieczęsto zdarzają mi się takie przygody. Reakcja Wojtka na ten wyjazd, była taka jakiej się spodziewałam.

-Nie przeżyję tych dni bez ciebie -patrzył się na mnie błagająco Wojtek, ale nie wiedziałam, czy on to mówi na serio, czy nie. 

-Jak dla mnie będzie to wspaniała przygoda -uśmiechnęłam się, ale on dalej swoje. 

-To będą najgorsze dni w moim życiu! 

-Na serio myślisz, że to zły pomysł?

-Nie trzymaj swojej dziewczyny na siłę Szczęsny, jak musi to niech jedzie... -nagle do mieszkania wszedł Jack Wilshere, co było dla nas dużą niespodzianką. 

-Widzisz? On jest za! -skierowałam słowa do Wojtka, ale on zawsze miał jakieś argumenty. 

-Bo nie jesteś jego dziewczyną! Zrozumiałby, gdyby był na moim miejscu. 

-A mógłbym? -zapytał Jack śmiejąc się razem ze mną, a Wojtek tylko puścił w jego stronę poważne spojrzenie. 

-Nie przejmuj się. Ja też będę za tobą tęsknić, dasz mi szansę na wyjazd? -zapytałam Wojtka, myśląc że to jest wszystko na serio.

-Żartuję! -mój chłopak dostał wraz z Jackiem głupawki, a mi się dziwnie zrobiło, ale w zamian za to wszystko dałam mu całusa. -Ale już na serio mówię, 5 dni to zbyt wiele. 

-Nie martw się o mnie, jestem dorosła. 

-Dla mnie i tak jesteś dzieckiem. 

Za to oberwał już ode mnie poduszką. Przez pewien czas graliśmy w Fifę, a później wyszliśmy z mieszkania Wojtka.Wyszliśmy na miasto i wydaje mi się, że nigdy tak bardzo się nie uśmiałam jak dzisiaj. 

********************
 -Zrób jakieś zdjęcia, bądź ostrożna, pisz do mnie codziennie, wiedz że... -długa wypowiedź Wojtka przez troskę o mnie nie miała końca. Wiem, że mnie kocha, ale to już dążyło do małej i coraz większej przesady. 

-Wiem o tym, mówiłeś już to wiele razy -na pożegnanie dałam mu buziaka i odeszłam trzymając w prawej ręce walizkę. 


 

czwartek, 7 marca 2013

Rozdział 17

Nie minęła chwila, a już byłam cała w płatkach śniegu. Dzisiaj ostro sypie, ale jestem szczęśliwa że nie mam tak daleko do domu i że mam auto. Kilka dni temu wróciło z naprawy i jest jak nowe. 

Dzień jak dzień. Od początku roku nic się nie działo, a dziwię się, bo jest już połowa stycznia. Z Wojtkiem po sylwku spotkałam się tylko raz, ale to przez to, że Wojtek ma wiele treningów i ogólnie mówiąc ciężki sezon, więc nie mamy zbyt teraz wiele czasu. Nie zaprzeczam, że tak jest też ze mną. Mam mecze, ale nie tak często jak Wojtek. No cóż... Ale co ja mam się dziwić. Pierwszoligowcy tak mają..

Zdziwiłam się, bo kiedy sobie właśnie o swoim chłopaku myślałam, dostałam od niego sms-a. 

"Odwróć się!"

Zrobiłam to co mi kazał, stał za mną, ale nie był sam, był z Łukaszem.

-No hej, obiecałaś mi szarlotkę.

-Łukasz, tak dawno się nie widzieliśmy -przytuliłam go, w końcu się przyjaźnimy. -No to co? Idziemy na szarlotkę.
-A ze mną się nie przywitasz? -przytuliłam mocno Wojtka i pocałowałam. Ruszyliśmy w stronę naszej ulubionej kawiarni. 

Dawno nie spędziłam z chłopakami popołudnia, dzień zaczął się wspaniale ale czy tak się skończy? Otóż kiedy wróciłam do domu w salonie czekała na mnie niespodzianka, niekoniecznie miła. Przed telewizorem razem z moim bratem na kanapie siedziała SANDRA. Rozumiecie? Ta Sandra!

-Co ona tu robi?! Jak ty w ogóle śmiesz tu przychodzić!?  Jak tylko się zjawiasz to rujnujesz komuś życie, najpierw Wojtkowi a później mi.

-Natka, uspokój się -czemu mój brat ją broni?

-Jak ja się mam uspokoić. To przez nią miałam wypadek, gdyby nie ona i te jej kłamstwa ten czas spędzony w szpitalu spędziłabym inaczej. Sandra, czego ty chcesz, co? Chcesz zrujnować moje życie do końca? Czego ty w ogóle chcesz od mojego brata?

-Natalia! Cholera jasna! Uspokój się. Sandra wtedy naprawdę myślała, że jest w ciąży.

-Nie obchodzi mnie co ona wtedy myślała! Wynoś się stąd! Nie chce cie widzieć na oczy. Rozumiesz? -pociągnęłam ją za rękę i wyprowadziłam za drzwi. 

 Brat był wściekły na mnie, a ja na niego. Po cholerę ona tu przyłaziła.

-Możesz mi to wyjaśnić? Co ona robiła w naszym domu?

-Bo ja tak jakby się z nią spotykam.

-Co!!! Czy ciebie pogięło? Nie wiesz jaka ona jest? Co ci odbiło? Co się naglę zmieniło że zaczynasz się z nią spotykać. Myślałam, że jak ją tylko zobaczysz to jej nogi połamiesz za to co mi zrobiła, ale nie! Ty wolisz sobie z nią na kanapie przed telewizorem posiedzieć.

-Nie drzyj się! Nie muszę ci się tłumaczyć! Sandra się zmieniła!

-Tak jasne, prędzej ludzie na księżycu zamieszkają! Ona się nie zmieni. 

Wzięłam kluczyki od mojego samochodu i wyszłam z domu. Pojechałam do Wojtka, może przekonam go żeby on pogadał z Mateuszem.

***************************
-Wiem o tym... -westchnął po tym jak bezustannie próbowałam opisać to co widziałam, moją reakcję i także to, jak się teraz czuję po tym wszystkim, ale kiedy usłyszałam jego odpowiedź na to co mu zdołałam powiedzieć, byłam  w szoku. 

-Jak mogłeś? Czemu mi o tym nie powiedziałeś? Tym bardziej to dotyczy MOJEGO brata! -krzyknęłam ze złości, wydaje mi się, że pierwszy raz krzyknęłam na Wojtka...

-Wiem, że źle zrobiłem, ale Mateusz mnie prosił po tym jak usłyszał, jak bardzo jej nienawidzisz -słysząc to, nie mogłam tego pojąć do wiadomości. Wojtek patrzył się na mnie ciągle błagająco o wybaczenie. Spytałam z innej beczki: 

-Jak oni się w ogóle poznali??? 

-Kiedy byłem zobaczyłem się z nim kiedyś po treningu byliśmy w jakimś barze. Nagle ku mojemu zdziwieniu pojawiła się w barze. Zaczęła się do nas doczepiać. Najpierw błagała, żebym wrócił do niej. Chyba wiesz, co ja na to? Postanowiła się wycofać, ale później okazało się, że bardzo się zagadała się z Mateuszem. Bardzo się rozumieli i polubili się. Ja musiałem w którymś momencie wracać do domu, bo kolejnego dnia miałem rozegrać mecz. 

Ja bez słowa z kamienną twarzą siadłam koło Wojtka i wpadłam w jego ramiona. Nie wiem czy byłam na niego zła, czy nie. Chciałam o tym zapomnieć, chociaż nie mogłam. Między mną, a Wojtkiem była cisza. Ja tylko myślałam co mam robić. 

-Daj sobie spokój z tym, Natalia. To jest sprawa tylko i wyłącznie twojego brata i Sandry, nie mieszaj się w ich sprawy -westchnął, stwierdziłam że ma rację. 

-Obejrzymy jakiś film? -zaproponowałam.

-Z pewnością!

 ******************************
Minęło kilka dni od tego całego zamieszania. Sama nie wiem jak przeprosić brata, wiem że moje zachowanie nie było na miejscu. Uzbierałam chyba w jedno miejsce swoje myśli i twierdzę że teraz mogę go przeprosić. 

Niestety było kompletnie inaczej, zamiast Mateusza ubierającego się do pracy zobaczyłam zobaczyłam na środku jego pokoju walizki. Byłam w szoku. Tego już przeżyć nie mogłam. Moje zdanie było takie, że mogą sobie razem być, ale nie żeby razem mieszkać. Twierdziłam, że tak czy owak długo nie pobędą ze sobą i na tym się skończy, przecież jestem pewna że Sandra jest specjalistką od nieudanych związków. 

-MATEUSZ!? -wołałam brata. Nie odzywał się więc robiłam to po kilka razy. 

-Czego chcesz? -stanął w drzwiach i zobaczyłam mnie - wściekłą, a także swoje walizki. - Ooo... już wiesz, że zamieszkamy razem?... -tryskał radością mówiąc mi, jak piękne będzie jego życie. W nowym mieszkaniu, z dziewczyną swoich marzeń, ale kiedy ja usłyszałam "dziewczyną swoich marzeń" aż mnie mdliło. Nie mogłam się powstrzymać, aby dać mu w łeb. 

-AUUUĆ! 

-Jest tu ci źle? Czemu nam to robisz? Jesteś wspaniałym bratem, nie chcę żebyś jechać gdziekolwiek. Tym bardziej z nią! 

-Dalej jesteś o to taka zła? Jest to moja sprawa z kim będę chodzić, gdzie mieszkam i jak spędzam czas. Mam 24 lata. Nie zabronisz mi wyprowadzać się, a już od dawna o tym marzyłem... Nie, że nie będzie mi cię brakowało siostrzyczko, ale muszę zrobić jakieś zmiany w swoim życiu. 

-Nie poznaję cię! -wyszłam z pokoju by ochłonąć, nawet się z nim nie pożegnałam, nie daruję mu tego na razie... 


poniedziałek, 18 lutego 2013

Rozdział 16

Nagle jakby się urwał film, a jak się obudziłam przede mną siedział Wojtek rozmawiając z Mateuszem cicho, żeby mnie nie obudzić. Jednak zrobiłam to już sama. Kiedy tylko otworzyłam oczy obie twarze obróciły się w moją stronę. 


-Dobrze się czujesz? Wyzdrowiejesz, zobaczysz. Ja z twoim bratem wyleczymy cię i jutro staniesz na nogach zdrowiutka. Przecież musisz przeżyć najlepszy sylwester w życiu -zaczął nawijać Wojtek, tak jak ja nawijałam jak głupia, kiedy spotkałam go ostatnio po świętach. Ja ledwo pojmowałam o co chodzi. Nie miałam siły go przytulić ani nic powiedzieć. Po prostu uśmiechnęłam się, a po nim od razu było widać, że mnie zrozumiał. 

Spędziłam tak cały dzień w domu pod opieką Wojtka i Mateusza. Głównie to oglądaliśmy filmy i gadaliśmy. Nie powiem, że humor i także mój stan zdrowia się polepszył z godziny na godzinę. 

-Sprawię, że to będzie najlepszy sylwester w twoim życiu -powtarzał mi od początku dnia mój chłopak. Średnio wierzę w to, że już jutro wyzdrowieję. 


******************

Czułam się lepiej niż wczoraj. Chłopcy bardzo dobrze się mną zajęli. Nie mogę się doczekać wieczoru. Mam piękną czarną sukienkę z lekkimi falbankami.

 Zeszłam na dół zrobić sobie coś do jedzenia. Nie jestem jedną z tych dziewczyny co potrzebują całego dnia, żeby się przygotować  mi wystarczą dwie godziny przed wyjściem. W kuchni siedział Mateusz i zajadał płatki z mlekiem.

-Nie jesteś trochę za stary na płatki?

-Z płatek się nie wyrasta kochana siostrzyczko.

Otworzyłam lodówkę, w sumie to nic w niej nie znalazła więc poszłam za przykładem brata i też zrobiłam sobie płatki.

-Jak się czujesz?

-Lepiej. Myślę że będzie dobrze.

-Ale pamiętaj, jak tylko źle się poczujesz masz od razu mówić. Jasne?

-Tak mamo.

-Bardzo śmieszne. Jesteś moją malutką siostrzyczką i nie pozwolę żeby ci się coś stało.

-Szkoda że tak nie mówiłeś kiedy byliśmy mali, zawsze oberwałam od ciebie poduszką. Nie śmiej się, tak było.

-To było dawno i nie prawda.

-Może i dawno ale jednak prawda.

Dokończyłam moje śniadanie i wróciłam do pokoju. Miałam sporo czasu. Odpaliłam komputer i weszłam na Facebooka, ostatnio nie miałam czasu z niego korzystać. Dostępnych było tylko kilka osób, pewnie reszta szykuje się na sylwka. O Dominika jest. 

Napisałam do niej. Pisałam z nią dwie godziny, a później ona poszła. Jest dopiero po 13. Co ja mam robić. Włączyłam muzykę i położyłam się na łóżku. Chcę aby ten sylwester był wyjątkowy.
Zasnęłam na dwie godzinki. Kiedy się obudziłam była 15:30. Zeszłam do salonu, nadal miałam za dużo czasu. Tata siedział na kanapie i oglądał film.


-Córuś, czemu ty się nie szykujesz? Z tego co wiem to macie z Mateuszem wyjść, tak?

- Tak tato, ale mam jeszcze dużo czasu.

-Twoja matka od rana siedzi przed lustrem -to by wyjaśniało czemu jej nie widziałam cały dzień.

-A wy dokąd się wybieracie?

-Do znajomych. Całe szczęście, że ty taka nie jesteś i że nie siedzisz godzinami przed lustrem. Kochana córeczka tatusia -pocałował mnie w głowę. -Oglądniesz ze mną film?

-Pewnie.

Film był nudny, ale czas jakoś zleciał. Poszłam do siebie. Wzięłam prysznic i przebrałam się w moją cudną sukienkę. Leżała na mnie idealnie. Zrobiłam lekki makijaż, za mocnym nie przepadam. Podkręciłam moje włosy na lokówce. Do mojego pokoju wszedł Mateusz w garniturze. Wyglądał świetnie.

-Wow, siostra wyglądasz ślicznie.

-No ty też całkiem nieźle.

-Jesteś już gotowa? Bo zaraz Wojtek ma przyjechać.

-Jeszcze chwilkę. Poczekaj na dole.

Wyszedł z pokoju. Skończyłam układać moje włosy i włożyłam czarne szpilki. Zeszłam na dół, czekali na mnie Mateusz i Wojtek. Z salonu usłyszałam głos mamy.

-Bawcie się dobrze -nie mogło zabraknąć ostrzeżenia taty.

-Tylko nie za dobrze.

Wyszliśmy z domu. Z tego co wiem imprezę zorganizowali w jakimś barze. Po 30 minutach byliśmy już na miejscu. Przed wejście było kilku dziennikarzy, zrobili nam kilka zdjęć zanim weszliśmy do środka. Wow, ale tu ładnie. W tłumie zauważyłam Łukasza, dawno się z nim nie widziałam.

-Hej Natka, coś się dawno nie widzieliśmy. Wypiękniałaś.

-Dziękuje. Właśnie szkoda, ale jakoś czasu nie było. Umówimy się na szarlotkę, zgoda?

-Przecież, wiesz że kocham szarlotkę.

-Wiem.

Usiedliśmy przy stoliku. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Od czasu do czasu któryś z chłopaków brał mnie do tańca. Przecież nie byłam tam jedyną dziewczyną, co oni się tak uwzięli? 
Wojtek nachylił się i szepnął mi do ucha...

-Jak tak dalej pójdzie to będę zazdrosny. Chodź, zabiorę cię na spacer.

-Tylko powiem bratu.

Mateusz świetnie się bawił, gadał z jakąś dziewczyną, całkiem ładną. Powiedziałam mu że idę przejść się z Wojtkiem. Wyszliśmy z baru. Na dworze było chłodno.

-Zimno ci? Weź moją marynarkę.

Zdjął marynarkę od garnituru i zarzucił na moje ramiona. Spacerowaliśmy londyńskimi uliczkami. Kiedy dochodziła północ byliśmy pod Big Benem. Odliczanie się rozpoczęło.

-10! 9! 8!...

W tej chwili wszystko przestało się liczyć. Usta Wojtka dotknęły moich ust, poczułam się jak w niebie. Cudowne zakończenie i rozpoczęcie roku. Odliczanie się skończyło, słyszałam tylko fajerwerki. Oczy miałam zamknięte, a pocałunek trwał, miałam wrażenie że ta piękna chwila nigdy się nie skończy. Czułam się najważniejsza. Wojtek popatrzył mi prosto w oczy.

-Wszystkiego najlepszego w nowym roku skarbie.

-Ty mi wystarczysz.

Uśmiechnął się i mocno mnie przytulił. Oglądaliśmy pokaz sztucznych ogni. Było cudownie. Wojtek miał rację, sprawił że to najlepszy sylwester w moim życiu.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Uwielbiamy pisac na tym blogu, ale nie wiemy czy wam się to podoba. Jeśli chcecie poznac dalsze losy Natalii i Wojtka to zostawcie po sobie komentarz. Dziękujemy bardzo :)

niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział 15

Słyszę jakiś dziwny głos. Ciągle zastanawiam się, co to może być, ale po chwili wiedziałam. Ten dziwny głos,  który mnie obudził, to była Dominika mówiąca przez sen. Jak słodko. Zdziwi się, kiedy jej to powiem. Chciałabym, żeby została jeszcze na dłużej u nas. Bardzo lubię spędzać z nią czas. Ona zastępuje mi teraz Cher. Lubię Cher, ale z Dominiką dogaduję się jeszcze lepiej. Pewnie też nie jest za jutrzejszym powrotem do Polski. Jak zwykle będzie mi jej brakowało, a pewnie zobaczymy się dopiero w wakacje. Za niedługo będzie miała 18 lat i jakoś nie rozmawiałam z nią o tym, co chce robić w przyszłości. Z tego co wiem to niesamowicie śpiewa. Dziwie, że powiedziałam "z tego co wiem", ale tak jest. Dominika jest trochę nieśmiała i zaśpiewała przy mnie jakąś piosenkę tylko raz. Ma niesamowity talent, a tu mogłaby się rozwijać i pomogłabym jej w spełnieniu marzeń. A gdyby wyjechała z Polski byłoby fajnie jakby zamieszkała z nami... Byłoby cudownie! Nie wiem czy byłoby miejsce dla Dominiki, jeśli by się miała tu wprowadzić, ale co jak co to mogłybyśmy razem wynająć jakieś mieszkanko i w nim mieszkać. Pozostaje tylko jedno: NAMÓWIENIE DOMINIKI!

Sama nie wiem czego ona chce, oczywiście nie będę planować za nią jej przyszłości, ale musi wykorzystać swój piękny głos. Nie ma innego wyboru.

Spoglądam na nią co chwile... Jak ona słodko śpi. Z ciekawości zobaczyłam, która godzina. Ku mojemu zdziwieniu była godzina 7, a nie chciało mi się spać. Wczoraj poszłam spać dość wcześnie, bo byłam po meczu zmęczona. Wydaje mi się, że tylko ja bo jeszcze zanim poszłam do swojego pokoju, w salonie zebrała się cała rodzina. Tak dopisywały im humory, że nawet nie zauważyli mojego wczesnego pójścia spać. Mam nadzieję, że kolacja im smakowała bo wydaje mi się, że średnio mi to wyszło. 

Cisza ogarnęła na noc całe dom i nie chciałam nikogo budzić, postanowiłam poczytać jedną z moich książek, które wiecznie leżą na półce i czekają aż je poczytam. Nie mam na czytanie w ogóle czasu, więc wydaje mi się że teraz jest na to odpowiednia chwila...

**************************
-Witajcie! -powitała nas Cher z bananem na twarzy. 

Poczekała aż zdejmiemy kurtki i buty z siebie, bo chciała nas zaprowadzić do swojego pokoju. Nie minęły dwie minuty, a już tam byłyśmy, siedzące przy stole, rozmawiające. 

-Jak było wrażenia po meczu? -zapytała z uśmiechem Cher, a ja w myślach zaczęłam panikować. Przez moje wczorajsze wczesne pójście spać na śmierć zapomniałam powiedzieć Dominice o tym, by nie mówiła nic, że byłyśmy na Emirates Stadium, ale nie mogłam jej powstrzymać. W tejże chwili z radością mówiła o niezwykłym poprzednim dniu. 

Cher spojrzała na mnie tak dziwnie. Nigdy na mnie tak nie spojrzała, przenigdy! Wyczuwam kłótnię! Brawo Natalio, za to co zrobiłaś, BRAWO! 

-Okłamałaś mnie? -zaczęła Cher z dziwnym wzrokiem, którego zaczynałam się już bać. 

-Przep... raszam..., wytłu... maczę... ci to ...  -zaczęłam mówić z jąkaniem się, ale moja przyjaciółka zdążyła mi już przerwać.

-Jak mogłaś??? 

-No cóż, ja pójdę zrobić jeszcze trochę herbaty...  -westchnęła Dominika nie chcąc przeszkadzać nam. 

-Jak mogłaś??? -powtórzyła Cher. Już brałam oddech chcąc coś powiedzieć, ale okazało się, że nie skończyła mówić. -Nie jestem zła za to, że poszłyście beze mnie na mecz. Jestem zła o to, że kłamałaś...

Ja nie mogłam się powstrzymać, żeby chociaż kilka łez się pokazało. Wybuchnęłam płaczem chcąc czy nie chcąc tego i zaczęłam się tłumaczyć: 

-Nie chciałam ci tego robić, po prostu bałam się twojej reakcji. Myślałam że się obrazisz ... 

-Za to że nie zabrałyście mnie na mecz? -krzyknęła Cher. -Aż tak głupia nie jestem żeby się obrazić za takie coś. Ale nie toleruję tego jak ktoś nie jest ze mną szczery... -obróciła się w stronę wyjścia z pokoju i poszła do kuchni chyba pomóc Dominice. 


**********************
Ten dzień nie zaliczam do dobrych. U Cher nie byłyśmy potem zbyt długo. Pogadała chwilę z moją kuzynką, a ze mną nie chciała rozmawiać. Szybko się pożegnałyśmy i wróciłyśmy do domu. 

Z tego co zauważyłam Dominika nie chciała się mieszać w tą sprawę, ale po chwili wybuchła: 
- To moja wina, co nie? Gdybym nie powiedziała Cher o tym co było wczoraj, to by nie było takiej spiny przez resztę odwiedzin jej. 

-Wcale nie! To była moja wina, okłamałam ją a nie powinnam była ją okłamać -uspokajałam ją i zaczęłam poruszać temat przyszłości kuzynki. -Co zamierzasz robić po szkole? 

Dominika zamyśliła się na chwilę, a na jej twarzy widniała tylko kapryśna mina.

-Na pewno zostanę w Polsce. Nie to co ty, nie poradzę sobie za granicą, a poza tym co ja będę robić tam? Sama nie wiem... -na tą odpowiedź tylko sobie pomyślałam: "O nieee... Moje pomysły na nic..."

-Dominika, nie kłam. Masz cudowny głos i musisz to jakoś wykorzystać. Zamieszkałybyśmy razem i spełniałabyś swoje marzenia -zaczęłam ją przekonywać. Nie może tak tego zostawić...

-Nie, nie, NIEEEEEEE! -popatrzyłam się tylko na nią i jedyne co mi pozostało to wycofanie się. Tylko na ten temat nie mogę porozmawiać z Dominiką. A szkoda... Chcę tylko dla niej jak najlepiej. Wiem, że będzie tego żałować. 

Poszłam do kuchni zrobić dla siebie i kuzynki herbatę. Kiedy wróciłam do niej pomagałam pakować rzeczy do walizki przed jutrzejszym wyjazdem. Smutno mi, że wyjeżdża... 


**************************
Na szczęście obudziłam się o 7 by się pożegnać z kuzynką, ciocią i wujkiem. Mieli samolot o 8.30. Po ich wyjściu z domu byłam nadal śpiąca, postanowiłam się przespać. Budząc się wydałam z siebie jedno wielkie kichnięcie: 
-Apsik!!!!!!!!!!!! 

Byłam zła. Jest dzień przed sylwestrem. Chciałam spędzić kolejny dzień z Wojtkiem, a teraz wszystko na nic. 

Wszedł do pokoju Mati.

-Dobrze z tobą? Jakoś widzę, że nie bardzo... -powiedział brat. Jaki on opiekuńczy... To teraz jedynie mnie uszczęśliwiło. 

-Wszystko jest do du** -oznajmiłam braciszka, który chciał mi jakoś pomóc lecząc mnie. 


czwartek, 14 lutego 2013

Rozdział 14

Po tygodniu Wojtek wrócił. Zrobił mi i Dominice wielką niespodziankę bo gdy się obudziłyśmy siedział w pokoju razem z moim bratem.

-Wojtek!!! -bardzo mocno go przytuliłam, strasznie się cieszyłam że wrócił.

-Dziewczyno, udusisz go -Mati, jak zawsze musi się wtrącić.

-Przepraszam. Strasznie się cieszę. Kiedy wróciłeś? To jest moja kuzynka Dominika. A to Wojtek. Dziękuję ci za te perfumy. Naprawdę, nie wyobrażasz sobie jak bardzo tęskniłam, nie mogłam się doczekać aż wrócisz. Jak tam w Polsce? Dobrze spędziłeś święta? A jak rodzice? Leciałeś w nocy? Pewnie zmęczony jesteś, powinieneś jechać do domu się położyć -gadałam i gadałam, kuzynka i brat pękali ze śmiechu Wojtek z resztą też. -No co? O co wam chodzi?

-Natka, strasznie dużo gadasz a połowy z tego nikt nie rozumie -Dominika nie mogła przestać się śmiać, ale jakoś mi wytłumaczyła o co chodzi. Wzruszyłam tylko ramionami i znowu przytuliłam Wojtka.

-Przyjechałem do ciebie prosto z lotniska, ale nie zamierzam wracać do domu. Mam zamiar zabrać was na jutrzejszy mecz 

 -Natka, nie mówiłaś że jeśli przyjadę to będę miała takie wrażenia.

Dominika nie była fanką piłki nożnej, ale zawsze mnie wspierała i obczajała przystojnych piłkarzy. Przyznam że zanim znalazłam się w Londynie, i zanim poznałam Wojtka to zdarzyło się kilka takich sytuacji że o nim gadałyśmy. Obie uważałyśmy że jest jednym z największych ciach naszej reprezentacji. A tu proszę. Okazuje się że to cicho jest teraz moim chłopakiem. Popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się. Jest taki słodki. Z zamyślenia wyrwał mnie głos brata.

-Dziewczyny wy się może ogarnijcie, a my zejdziemy na dół i zrobimy śniadanie.

-Proszę, proszę czyżby mój braciszek chciał zrobić mi śniadanie? Dobra Mati, o co chodzi?

-Z nimi to nigdy nie wiadomo, jak chce jej zrobić śniadanie to jest źle ale jak jej nie chce zrobić śniadania to jest jeszcze gorzej. Zastanów się czego ty dziewczyno chcesz. Wojtek, chodź bo z nimi to zwariować można -wyszli z mojego pokoju w różnych nastrojach, mój brat narzekał na mnie a Wojtek się z niego nabijał. 

Razem z Dominiką podeszłyśmy do szafy i nie miałyśmy pojęcia w co się ubrać  Ubrałam jasne i troszkę dziurawe spodnie i do tego jasny sweterek z pingwinkiem. Nie wiem ile czasu minęło zanim zeszłyśmy na dół, ale chyba trochę to trwało. Jak weszłyśmy do kuchni to śniadanie było już na stole, a chłopcy gadali o czymś.

-No w końcu, ile można czekać? Natka, chyba dziurawe spodnie ubrałaś.

-Mati, one takie mają być. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, Mateusz wiedział że one są takie specjalne, ale on uwielbiał się do czegoś doczepić  

Dopiero teraz zauważyłam że w kuchni jest straszny bałagan. Czego ja się mogłam spodziewać?  Przecież to mój brat. Trudno, później to posprzątam. Usiadłam obok Wojtka, przyznam że to co zrobili było dobre, tylko że sama nie wiem co to jest. Całe szczęście jest jadalne. Było pyszne. Po śniadaniu, zaczęłam sprzątać  Chłopcy poszli oglądać mecz a Dominika mi pomogła.-Wiesz co Natka? Ty to masz szczęście.
 
-Możesz jaśniej? Nie mam pojęcia o co chodzi...

-No o Wojtka, widziałam jak na ciebie patrzył, normalnie jak na obrazek. Powiem ci szczerze, że ci tego zazdroszczę -trochę to dziwne bo zawsze ja jej zazdrościłam, zazwyczaj chłopaka. -Dominika, zobaczysz, też kiedyś spotkasz takiego Wojtka -obie się roześmiałyśmy. -Masz ochotę na herbatę?

 -O tak, z chęcią.

 -Ok, to ja zrobię, a ty dotrzymaj towarzystwa chłopakom. 

Jak robiłam herbatę to zaczęłam się zastanawiać nad słowami Dominiki, mam nadzieję że Wojtek myśli o mnie poważnie, nie wyobrażam sobie życie bez niego. Z salonu słyszałam jak im wesoło. Wzięłam herbatę i im zaniosłam. Widzę że wszyscy się dobrze rozumieją, strasznie się ciesze. Usiadłam obok Wojtka i nie miałam zamiaru się ruszać, było mi tak wygodnie. 

Cały czas dyskutowaliśmy o meczu. Siedzieliśmy w salonie z herbatą i ciastem, czego można chcieć więcej? Wieczorem Wojtek musiał jechać do domu. 

-Muszę już jechać. 
-Już? Czemu tak wcześnie? -nie chciałam żeby jechał. -Jutro muszę wcześnie wstać i być wypoczętym. 
 Odprowadziłam Wojtka do drzwi, widać było że był zmęczony.
-To do jutra. Mam nadzieję, że będziesz mi kibicować. 

-Hm, nie wiem zastanowię się. 

Uśmiechnął się. Kocham ten jego łobuzerski uśmiech. Pocałowaliśmy się i Wojtek wyszedł. Zamknęłam drzwi i wróciłam do salonu. 

-Wiesz co siostra? Nawet polubiłem tego twojego Wojtka. Fajny z niego gość. 

-Jest dwóch facetów w moim życiu których kocham najbardziej Ty i Wojtek.

 -Też cię kocham. Dobra dziewczynki, jak chcecie to sobie jeszcze siedźcie a ja idę na górę.

-Pocałował mnie w czubek głowy i wyszedł na górę. Czasem naprawdę traktuję mnie jak dziecko -i odszedł.
-Natka, a my co robimy? -odezwała się Dominika. Już po niej widziałam, że bardzo jej się nudzi.

-Nie mam pojęcia. 

 -Możemy oglądnąć jakiś film, a później to chyba się położyć. Co ty na to?

 -Ok. 

Oglądnęłyśmy film ,,Kill Bill 2", szczerze to był trochę dziwny. Ale może dlatego że praktycznie cały film przegadałyśmy. Później położyłyśmy się spać  W sumie to długo nie mogłam zasnąć  cały czas myślałam o Wojtku i o jego jutrzejszym meczu.


******************************
Jestem już na miejscu razem z Dominiką i Mateuszem. Byliśmy dość wcześnie przed meczem, ale nie nudziliśmy się. Zaczęliśmy rozmawiać o meczu, a później obstawialiśmy wynik meczu. Kłóciliśmy się na ten temat. Każdy miał na ten temat inne zdanie. Ja uważałam że Arsenal wygra z Newcastle united. Mateusz i Dominika uważają że będzie remis.

Mecz się w końcu zaczął. Co chwilę się coś działo, Wojtek miał bardzo dobre interwencje.

Pierwszego gola dla zdobył Theo. Po chwili dostałam sms-a od nieznajomego numeru:

"AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA <3 Niesamowitego gola strzelił."

Nie wiedziałam kto to napisała, ale podejrzewałam że była to Cher.

"To ty, Cher?"

"Nie dałam ci mojego nowego numeru :O Przepraszam. Ostatnio jestem taka zabiegana... Teraz oglądam właśnie mecz. Szkoda, że nie napisałam wcześniej, bo byś mogła przyjść do mnie i oglądnęłybyśmy mecz razem, a tak to sama go oglądam :( Pewnie ty masz z kim go oglądać, bo mówiłaś, że rodzina do ciebie przyjechała."

Nie wiedziałam co odpisać mojej przyjaciółce, bo nie chciałam jej mówić, o tym że nie wzięłam jej ze sobą na Emirates Stadium. Nie chciałabym, żeby zrobiłoby się przykro. Ale po chwili nabrałam "weny" .

"Tak. Oglądam z kilkoma osobami mecz... Jutro może cię odwiedzę, bo chcę ci przedstawić moją kuzynkę, która przyjechała z Polski. "

Po napisaniu tego sms-a włożyłam komórkę do kieszeni mojego płaszcza. Nie byłam skupiona na meczu na który dostałam bilety od samego Wojtka. Przecież tyle mnie omija. Świetne akcje Arsenalu i niesamowite interwencje Wojtka ... tego nie można przeoczyć!

Wynik 1:0 utrzymywał się do końca pierwszej połowy i jeszcze przez bardzo wiele minut drugiej połowy, bo dopiero w 80 minucie Arsenal się trochę osłabił. Interwencje Wojtka były coraz lepsze, ale czasami to nie wystarczało, ale już nieco później bramkarz opadał z sił.

88 minuta, a gra toczy się już tylko na połowie Kanonierów. Nagle jeden z obrońców drużyny Arsenalu sfaulował gracza drużyny przeciwnej. Sędzia podyktował jedenastkę.

Byłam w szoku i pewnie mój chłopak też, ale musieliśmy się z tym jakoś pogodzić. Po chwili piłkarze czekali tylko na gwizdek arbitra.

Zabrzmiał gwizdek. Doświadczony piłkarz drużyny Newcastle skierował piłkę, żeby tylko wpadła do siatka, ale jednak był ktoś kto mu w tym przeszkodził. Wojtek obronił karnego!

Wtedy cały Emirates Stadium ogarnęła radość. Wiedziałam, że on obroni tego karnego. Zawsze w niego wierzyłam. To był najlepszy prezent jaki dostałam.




****************


Po tym wspaniałym dniu nasze buzie były tak roześmiane i szczęśliwe jak u małych dzieci. Ja z kierującym auto bratem i z Dominiką wracaliśmy w wyśmienitych humorach. Ja tylko powtarzałam:

-A mówiłam! Byłam stuprocentowo pewna, że wygra Arsenal, a wy tak nie wierzycie Wojtka i jego cudowne wyczyny.

-Wierzymy, ale nie zawsze się wygrywa. Miałam jakoś dziwne przeczucia na remis -odparł Mateusz.

-No to miałeś złe przeczucia. Wiedz, że masz cudowną siostrę -zaśmiałam się sama nie wiedząc czemu to powiedziałam, ale nie miałam czasu już się z tym borykać, bo dotarliśmy na miejsce, a mój kochany braciszek dodał:

-Ty robisz dziś kolacje.

Nie byłam szczęśliwa z myślą o tym, ale pogodziłam się z tym i po przyjściu do domu przebrałam się i popędziłam do kuchni. Może chociaż raz moje jedzenie nie będzie na poziomie jajecznicy, tylko o wiele lepsze...