Środa i czwartek mijały mi bardzo szybko. Wreszcie nadszedł upragniony piątek. Wojtek mówił, żebym spakowała tylko kilka rzeczy do przebrania, ręcznik i strój kąpielowy. Nie mam pojęcia, po co mi strój kąpielowy w środku listopada, ale spakowałam go. Wzięłam moją ulubioną torbę, którą mam na treningi. Wszystko się w niej mieści. Co najmniej trzy razy wypakowywałam wszystko i pakowałam z powrotem. Do mojego pokoju wszedł Mateusz.
-Ile razy wszystko z tej torby wyląduje na twoim łóżku, a później z powrotem w torbie? -za to pytanie dostał poduszką w twarz. -Dobra, żartuje przecież. Baw się tam dobrze, ale wiesz...nie przesadzaj za bardzo.
Przewróciłam tylko oczami i jeszcze raz wywaliłam wszystko z torby. Ups...chyba miał racje. Dobra, chyba mam wszystko. Już 18:30, wzięłam torbę i zeszłam na dół. Siadłam jeszcze na chwile z rodzicami w salonie. Cały czas powtarzali mi w kółko to samo, na szczęście dzwonek do drzwi. Pożegnałam się z rodzicami, wzięłam torbę i wyszłam z domu. Przyjechali trzema samochodami. Cher już czekała w środku. Przywitałam się z Wojtkiem, który wziął moją torbę. Siadłam obok Cher. Ona siedziała na środku obok niej siedział Theo, a z przodu Wojtek i Łukasz. Gadaliśmy, śmialiśmy się i głośno słuchaliśmy muzyki. W końcu ja i Cher zasnęłyśmy sobie nawzajem na ramieniu. Wydaje mi się, że jechaliśmy dłużej niż godzinę. Kiedy się obudziłyśmy byliśmy już na miejscu, mogłam się przywitać ze wszystkimi. Okazało się że na ten wieczór chłopcy zaplanowali ognisko z kiełbaskami i oczywiście piwem, co mi nie przeszkadzało. Usiedliśmy na około czarnego okręgu, który był okrążony kamieniami. Rozpaliliśmy ognisko, gadaliśmy, śmialiśmy i wygłupialiśmy się.
-No i jak podoba się? -to pytanie było kierowane do mnie i Cher, a zadane przez Alexa.
-Jest tu naprawdę fajnie -spojrzałam na Cher, ale ona była za bardzo zajęta rozmową z Theo. Nie,nie wierze, Cher zakochała się w Theo.
-Cher, chłopakom kończy się piwo, przyniesiemy im -wstałam i pociągnęłam Cher za sobą. -Dobra,gadaj. Podoba ci się Theo?
-Nie! Znaczy tak. Aż tak bardzo widać??? -roześmiałam się.
-Te wasze uśmieszki i rozmowy, tego nie da się nie zauważyć. Śliczna byłaby z was para. Może coś z tego wyjdzie. Popatrz, jesteśmy w lesie, każdy jest już tak pijany, że nie zwrócą uwagi na to, że was nie ma. Weź go na jakiś spacer.
-Naprawdę tak myślisz? -pokiwałam głową i wzięłam kilka piw. Kiedy wróciłyśmy do ognisko Cher posłuchała mojej rady i wyciągła Theo na spacer. Otworzyłam sobie jedno piwo i pogrążyłam się w rozmowie z Szczęsnym. Któryś z młodych piłkarzy wpadł na pomysł poskakania na trampolinie. Co im do cholery odbiło??? Bawili się jak małe dzieci, ale ja z Wojtkiem siedzieliśmy przy ognisku i chyba więcej się całowaliśmy niż gadaliśmy. Wojtek nie był aż tak pijany jak reszta, a ja piłam jedno piwo za drugim. To mój pierwszy raz kiedy pije. Musiałam dość dużo wypić, bo obudziłam się w samo południe, obok mnie leżał Wojtek. Tak ślicznie wyglądał jak spał. Po cichu chciałam się przekraść do łazienki i się udało. Przebrałam się i zeszłam na dół. Chyba jeszcze wszyscy śpią. Pomyślałam że zrobię wszystkim śniadanie. Tak, jajecznica będzie chyba wszystkim smakować. Rozłożyłam talerze i każdemu dałam dość dużą porcję. Powoli wszyscy zaczęli się schodzić. Usiedliśmy przy wielkim stole.
-No to jakie plany na dziś?
-Pójdziemy na basen, jest tam też hala sportowa i zagramy tam w siatkówkę -w końcu mnie oświecił Theo, bo wcześniej nikt nie chciał mi powiedzieć co będziemy robić. Ale chwila, chwila, czy mi się wydawało czy Cher która przed chwilą zeszła na dół, pocałowała Theo. O mój boże!!! Udało jej się. Obie mamy chłopaków. Posłałam jej radosny uśmiech, który odwzajemniła.
Zjedliśmy śniadanie i zaczęliśmy pakować się na basen. Dojechaliśmy po jakiś 15 minutach. Przebraliśmy się w szatniach i spotkaliśmy się na basenie. Ja i Cher usiadłyśmy sobie na leżakach, a chłopacy poszli się bawić. Szkoda że to kryty basen i szkoda ,że jest listopad i nie ma słońca.
-No, to opowiadaj mi, jak to wszystko było.
-Jako to było z czym?
-Proszę, Cher nie rób mi tego. Mów mi jak było z Theo.
-A o to ci chodzi. No więc... Poszliśmy na ten spacer. Rozmawialiśmy o piłce, dobrze się rozumiemy i fajnie nam się gadało. Ale on się zatrzymał, wziął mnie za rękę, objął w talii i pocałował. Nie mogliśmy się od siebie oderwać. Po jakimś czasie wróciliśmy do ogniska, ale większość była na trampolinie, a ty i Wojtek się obściskiwaliście, więc ja i Theo poszliśmy do domku i tyle.
-I tyle? Na pewno... Wrócimy jeszcze do tej rozmowy.
Skończyłyśmy ten temat, bo Theo i Wojtek podeszli do nas.
-Idziecie pływać?
-Theo, woda pewnie jest zimna, idźcie się dalej bawić.
Nie wiem czy Cher też to zauważyła, ale chłopcy wymienili ze sobą dziwne spojrzenia. Nagle Wojtek mnie objął i wskoczył ze mną do basenu, Theo zrobił to samo z Cher.
-Szczęsny, zabiję cię. Woda jest lodowata -podpłynął do mnie i mocno mnie pocałował.
-Już mi wybaczasz?
-Nie, jeszcze nie -tym razem to ja go pocałowałam.
-Och proszę, mam dość, są tu jeszcze inni ludzie.
-Łukasz, daruj sobie -Wojtek rzucił się na Łukasza i zaczęli się nawzajem topić, jeden skakał na drugiego. Dobrze, że mają takie poczucie humoru. Zaczęliśmy się wszyscy chlapać, tylko Cher i Theo znowu gdzieś zniknęli. Wyszłam z basenu, wytarłam się i z powrotem położyłam na leżaku.
-Dobra, to może idziemy pograć -o proszę i nasze zguby się znalazły.
-Tak, chodźmy już.
Podzieliśmy się na drużyny i zaczęliśmy grac. Jestem całkiem dobra w siatkówce, ale to piłka nożna podbiła moje serce. Chociaż chłopcy też sobie całkiem nieźle radzili. Haha, Wojtek znowu ze mną przegrał.
-Haha, Szczęsny, co z tobą? -zapytałam uśmiechając się.
-Oh, cicho już bądź i pociesz mnie.
Pocałowałam go.
-Do tej rozmowy wrócimy jeszcze wieczorem -uśmiechnął się do mnie, a ja nie mogłam powstrzymać chichotu.
Poszliśmy się przebrać i wróciliśmy do domku. Cher pomogła mi zrobić kolację, bo oczywiście żadne nie umiał gotować, z facetami jak z dziećmi, ale bez nich byłoby nudno. Zrobiłyśmy kanapki na trzech wielkich talerzach. Poszłyśmy do salonu gdzie siedzieli i oglądali mecz. Kanapki zniknęły w kilka chwil. Dziwnie się tak czułam, ja i Wojtek siedzieliśmy przytuleni do siebie a reszta po prostu siedziała. Cher chyba też się tak czuła. Byłam taka wykończona że zasnęłam i znowu Wojtek musiał mnie zanosić do pokoju. Położył mnie delikatnie na łóżku i przykrył kołdrą. Położył się koło mnie i mocno mnie przytulił, pół przytomna wtuliłam się w jego sile ramiona i zasnęłam. Kiedy się obudziłam pokój był pusty. Drzwi od łazienki się otworzyły, zamknęłam szybko oczy, wiedziałam że to Wojtek. Już prawie nacisnął klamkę kiedy się odezwałam.
-Uciekasz?
-Nie uciekam, myślałem że jeszcze śpisz, więc chciałem po cichu wyjść i ci nie przeszkadzać. Ale skoro już nie śpisz...możemy wrócić do naszej rozmowy, której nie skończyliśmy po meczu -położył się obok mnie i zaczął mnie całować, nie robił tego zachłannie, robił to tak delikatnie, cały czas chciałam jeszcze. Ale wiedziałam jak to się mogło skończyć.
-Nie, jeszcze nie.
-Dobrze -pocałował mnie i mocno do siebie przytulił. Głowę położyłam na jego gołej klacie. Boże jaką ona ma klatę... Cher zaczęła nas wołać na śniadanie.
-Idź się przebierz, a ja na ciebie tu zaczekam.
Bardzo niechętnie wstałam i poszłam do łazienki się ogarnąć. Wzięłam prysznic i przebrałam się w czyste ciuchy. Zastanawiałam się co dziś będziemy robić. Jutro wieczorem mieliśmy wyjeżdżać. Nie chciałam się stąd ruszać, naprawdę spodobało mi się tu. Wyszłam z łazienki. Wojtek czekał na mnie.
-Gotowa?
-Zależy na co.
-Na śniadanie -zaczęłam się śmiać. Do naszego pokoju wpadł Theo i Łukasz.
-Widzisz Fabiański, nic nie robią tylko stoją.
-Dobra miałeś rację.
-Czy wy się o coś założyliście?
-Lepiej żebyś nie wiedział.
A ci znowu zaczynają. Zeszliśmy na dół. Kochana Cher zostawiła mi trochę śniadanie, te żarłoki to zjadły by wszystko.
-Co tak długo?
-Niedawno wstałam. A w ogóle to co dziś będziemy robić?
-No właściwie to mamy plany tylko na wieczór. A teraz to możemy jechać znowu na basen -Łukasz przybrał zamyśloną minę, znowu miałam wybuchnąć śmiechem, ale się powstrzymałam.
-Tak, basen będzie spoko. Wy idźcie się spakować, a ja tu jeszcze posiedzę z Natką -kochana Cher, dotrzyma mi towarzystwa, będziemy sobie mogły pogadać. Wszyscy poszli do swoich pokoi.
-No, to opowiadaj.
-Cher, możesz jaśniej?
-No wiesz. Co robiliście ja poszliście do pokoju?
-W sumie to pamiętam tylko tyle, że Wojtek mnie zaniósł do pokoju i poszliśmy spać.
-A rano?
-Też nic -skończyłam śniadanie i odłożyłam talerz do zlewu. -Chodźmy już, pewnie są gotowi.
-Ok.
Poszłyśmy do swoich pokoi. Wzięłam moją torbę i zaczęłam się pakować, ale Wojtek chyba coś zgubił.
-Szukasz czegoś?
-Wiesz może gdzie jest mój ręcznik?
-Wieszałeś go wczoraj w łazience i pewnie dalej tam wisi -wszedł do łazienki i wyszedł z bananem na twarzy i ręcznikiem w ręce.
-Co ja bym bez ciebie zrobił?
-Hmm, biegał po całym pokoju w poszukiwaniu ręcznika? -zaczęłam się śmiać. Weszłam do łazienki po mój ręcznik.
-Ktoś tu ma cudowny humor -położył mnie delikatnie na łóżku i zaczął całować.
-Jakie mamy plany na wieczór?
-Ognisko.
-Znowu chcesz mnie upić? -wyszczerzyłam się do niego i wstałam z łóżka. Skończyłam się pakować. Zeszliśmy na dół jako ostatni. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na basen. Po około 20 minutach byliśmy już na basenie. Tym razem ja i Cher nie zamierałyśmy siedzieć i się patrzeć. Powoli zaczęłam wchodzić do wody. Wydawało mi sie, że jest jeszcze bardziej zimniejsza niż wczoraj. Nie chciałam wchodzić do wody 10 minut, więc szybko weszłam i się cała zanurzyłam.
-Aaa! Ale zimna!
-Po co tak szybko wchodziłaś? Mogłaś poczekać na mnie, wszedł bym razem z tobą.
-Chyba wskoczył.
-Nie łap mnie za słówka -pocałowałam go.
-Ej, Szczęsny chodź idziemy na zjeżdżalnie. Tą największą -spojrzałam na Theo, a później na tę największą zjeżdżalnie, z wrażenia aż usta otworzyłam
-Dobra idziemy.
Cieszyli się jak małe dzieci. Theo jechał pierwszy, wpadł do wody. Zachowywał się jak dziecko, które dostało paczkę cukierków. Zaraz po nim wpadł Wojtek. Wyszli z basenu i polecieli zjechać jeszcze raz. Po kilku zjazdach im się znudziło. Tym razem też graliśmy w siatkówkę, ale w wodzie grało się trochę ciężej. Tym razem byłam w drużynie z Cher, Theo i Wojtkiem. Szło nam całkiem nieźle. Wygraliśmy. Po tym meczu byłam padnięta, miałam ochotę wracać i położyć się. Jeszcze chwile zostaliśmy tam, a później poszliśmy się przebrać. Cher też była wykończona. Jak wróciłyśmy do domku od razu poszłam się położyć. Spałam dwie godziny, jak się obudziłam Wojtek siedział na brzegu łóżka.
-O już się obudziłaś. Ognisko już rozpalone, ubieraj jakąś ciepłą bluzę i chodź -wyszedł z pokoju, a ja wstałam i szukałam jakieś bluzy, jedną miałam mokrą a drugą brudną. Zajrzałam do szafy Wojtka i wzięłam jego bluzę, jest taka ciepła i duża. Zeszłam na dół i wyszłam przed domek. Usiadłam obok Wojtka i Cher.
-Ładna bluza -poczułam jego oddech przy moim uchu.
-Tak, mi też się podoba -wzięłam piwo i się napiłam -A wy czemu nie pijecie?
-Jutro wracamy, musimy być trzeźwi.
-Ja też?
-Nie, ty nie musisz być trzeźwa. Ale nie pij za dużo.
-Absolutnie -oddałam na jego ustach długi pocałunek.
Wszyscy śmiali się i gadali, a ja i Cher piłyśmy jedno piwo za drugim, w sumie to nie wiem czemu tak dużo piłam.
-Dziewczyny, nie za dużo pijecie? Jutro będziecie narzekać, że was głowy bolą.
-Theo, nie przesadzaj, to tylko kilka piw. W sumie to może przeniesiemy się do domku i pooglądamy coś w telewizji?
-To wy idźcie, a my zaraz przyjdziemy.
Pomogłam Cher wstać trochę się chwiała. Weszłyśmy do domku, zrobiłyśmy talerz kanapek i razem z piwem położyłyśmy na stole w salonie. Usiadłyśmy na kanapie i znalazłyśmy jakiś film. Chłopcy też już przyszli. Rozłożyli się na kanapie i dwóch fotelach. Wzięłam do ręki kolejne piwo.
-O nie moja droga, tobie już wystarczy -Wojtek wyciągnął mi piwo z ręki i odłożył na stole.
-Czemu? Nie jestem pijana. A może ty się napijesz?
-Jesteś pijana, ani ja ani ty nie będziemy już dziś pić.
-Dobra, niech ci będzie -udałam że się na niego obrażam.
-Nie obrażaj się, to dla twojego dobra, później będziesz narzekać.
Oglądnęliśmy cały film. Nie byłam jeszcze śpiąca, ale Wojtek odesłał mnie do łóżka. Ledwo wyszłam na górę, może rzeczywiście trochę za dużo wypiłam. Poszłam do łazienki się przebrać, ale nie zdjęłam bluzy Wojtka, była taka mięciutka. Jak kładłam się spać jego jeszcze nie było.
Obudziłam się z strasznym bólem głowy. Po co ja tyle piłam? Gdzie Wojtek? O boże już 14:00. Szybko ubrałam spodnie i w jego bluzie zeszłam na dół. Wszyscy byli na dole, stanęłam przed nimi i zaczęli się śmiać.
-Z czego się śmiejecie?
-Ostrzegaliśmy was jak to się skończy.
-Gdzie Cher?
-U siebie.
Poszłam do jej pokoju. Straszny bałagan tam był, rzeczy Cher były poskładane w szafie, ale rzeczy Theo walały się po całej podłodze.
-Hej, Cher żyjesz?
-Nie, a ty?
-Podobnie. Masz coś przeciwbólowego?
-Nie, możesz iść do chłopaków się zapytać i przy okazji mi też przynieść?
Wyszłam z jej pokoju i znowu wróciłam do salonu.
-Macie coś przeciwbólowego?
-Ja mam. Tabletki są w torbie.
-Ok.
Weszłam na górę i z torby Wojtka wyciągnęłam pudełeczko z tabletkami. Poszłam z powrotem do Cher z szklanką wody. Obie wzięłyśmy po dwie. Wróciłam do swojego pokoju, odłożyłam tabletki i położyłam się. Czuje jak mi głowa pęka. Wypiłam już chyba dwie butelki wody. Mam dość, więcej nie pije. Do pokoju wszedł Wojtek.
-I jak się czujesz?
-Źle.
-A ty chciałaś jeszcze więcej.
-Ciebie to bawi?
-Tak. Dasz radę się sama spakować czy ja to mam zrobić?
-Tylko o niczym nie zapomnij.
-Yhym.
Przez chwilę słyszałam jak się krzątał po pokoju, a później zasnęłam. Obudziły mnie jego usta na moim karku.
-Wstawaj, już wszyscy spakowani, musimy wyjeżdżać.
Niechętnie podniosłam się z łóżka.
-Gdzie moja torba?
-W samochodzie. Chodź, już czekają.
Zeszliśmy na dół. Cudem wpakowałam się do auta. Kochanym chłopakom jak zawsze do śmiechu. Mam nadzieje, że nie narobiłam jakiś głupot wczoraj. Kiedy skończyły się im tematy do śmiania skupili się na mnie i Cher. Biedactwo, piła mniej niż ja, a czuje się gorzej. Najpierw odwieźli Cher, a później mnie. Musiałam w miarę udawać, że nic nie piłam. Przywitałam się z rodzicami i od razu poszłam do pokoju się przespać. Nawet mowy nie ma żebym poszła jutro na trening.
niedziela, 13 stycznia 2013
piątek, 11 stycznia 2013
Rozdział 8
Rano obudził sms od mojego chłopaka.
"Cześć kochana :* Możemy spotkać się dzisiaj po twoim treningu? Przepraszam, że tak późno piszę, wiem że za chwile masz trening, ale po prostu wstałem dzisiaj późno. W nocy nie mogłem zasnąć, dużo o tobie myślałem <3"
Ale słodkie. Kiedy zobaczyłam tego sms-a, uśmiechnęłam się do telefonu. Odpisałam mu od razu.
"HEJ :* Dobrze, chętnie się z tobą spotkam, ale tobie się chyba coś pomyliło mój drogi. Do treningu mam jeszcze dużo czasu :D "
"Jak to? Zmieniły się godziny twoich treningów :O Jest przecież 11:45. To o której mam po ciebie przyjechać?"
Nie wiedziałam o co mu chodzi. Popatrzyłam na swój zegarek... O MÓJ BOŻE! O 12:00 MAM TRENING. Napisałam szybko do Wojtka, a potem do Cher.
"Przyjedz po mnie, po treningu, tak jak zawsze. Do zobaczenia! :*"
"Hej Cher. Powiadom trenerkę, że się spóźnię"
Nigdy się tak nie śpieszyłam. Pędziłam po swoim domu jak tornado. Minęło niecałe 5 minut, a byłam już na siedzeniu w samochodzie. Minęło jakieś 15 minut, a ja już ruszyłam w stronę szatni. Po pięciu minutach byłam już przebrana.
Trening minął szybko, a po powrocie do domu przebrałam się w coś ładnego na spotkanie z Wojtkiem. Kiedy wyszłam z domu już na mnie czekał w swoim samochodzie. Kiedy wsiadłam widziałam po jego twarzy to, że chciał coś powiedzieć, ale ja mu przeszkodziłam. Dostał ode mnie długiego całusa.
-Jakie miłe rozpoczęcie popołudnia -Wojtek uśmiechnął się do mnie, a ja zaczęłam zapinać pas.
-To jedziemy gdzieś?
-Tak, ale to niespodzianka. Lubisz niespodzianki?
-Zależy, czy niespodzianka jest dobra czy zła.
-Myślę, że ci się spodoba.
Jechaliśmy dość długo. Zatrzymaliśmy się przy jakimś jeziorze. Wojtek wysiadł z auta i otworzył mi drzwi, wysiadłam. Było tam naprawdę pięknie.
-I jak? Podoba się? -popatrzyłam na niego, wzięłam jego twarz w dłonie i pocałowałam go.
-Taka odpowiedz ci wystarczy?
-Chyba będziesz musiała powtórzyć, bo nie usłyszałem -uśmiechnął się, ale nie powtórzyłam swojej odpowiedzi. Podeszłam tak blisko jeziorka, że jego malutkie fale prawie dotykały moich stóp. -Mam coś dla ciebie -obróciłam się i patrzyłam na Wojtka, jeszcze ma coś dla mnie? Podszedł i wręczył mi pudełeczko.-Proszę, dla ciebie -otworzyłam pudełeczko i moim oczom ukazał się piękny srebrny wisiorek. Mały miś trzymał połowę serca z napisem YOU. Byłam zachwycona. -Druga połowa jest tu -odpiął kurtkę i bluzę, a na jego szyj wisiał identyczny tylko z napisem ME. Kiedy się je połączyło tworzyły jedno serduszko.
-Je...Jest piękny.
-Cieszę się, że ci się podoba. Obróć cię, pomogę ci go zapiać -obróciłam się i zapiął mi go na szyj. Jest przepiękny, od razu rzuciłam się na Wojtka.
-Szczęsny, ile razy mnie jeszcze zaskoczysz? -pocałowałam go.
-Mam dla ciebie i Cher propozycję -patrzyłam na niego zdziwiona, jaką on może mieć propozycję dla mnie i Cher? -Arsenal w weekend wyjeżdża na kilka dni do takich domków leśnych, nad jezioro. Całemu klubowi byłoby miło gdybyście pojechały.
-Wow... nie za dużo niespodzianek jak na jeden dzień? -uśmiechnęłam się do niego. -Pogadam z Cher, ale ona na pewno się zgodzi.
-A ty się zgadzasz? -na to pytanie również odpowiedziałam mu pocałunkiem. Co miało znaczyć tak. Siedzieliśmy nad brzegiem jeszcze kilka godzin, aż słońce zaczęło zachodzić.
-Chodźmy, muszę odwieść cie wcześniej.
-Ale ja nie chce wracać.
-Ja też nie. Wstawaj.
Wstałam i wsiadłam do auta. Chyba zasnęłam. Raczej na pewno zasnęłam. Jestem teraz u siebie w pokoju, leżę w swoim łóżku. Wstałam, poszłam do pokoju brata. Siedział przy biurku, przy kompie.
-O siostra wstałaś?
-Jak się znalazłam w łóżku? -oderwał wzrok od monitora i obrócił się w moją stronę.
-Ten twój Wojtuś cię zaniósł, gadaliśmy, okazało się że fajny z niego koleś. Siedział tutaj chyba z godzinę. Umówiliśmy się na małe piwo jutro. A i mówił coś o jakimś wyjeździe, jeśli chodzi o mnie to stanę po twojej stronie w rozmowie z rodzicami.
-Umówiłeś się z moim chłopakiem na piwo???
-A wolisz żebym mu połamał nos albo powybijał zęby -wyszczerzył się do mnie w uśmiechu.
-Nie, piwo może być. Wiesz, że cię kocham?
-Wiem.
Wyszłam z jego pokoju i zeszłam na dół porozmawiać z rodzicami o wyjeździe.
-Hej. Mam do was pytano. Wojtek zaprosił mnie i Cher na taki wyjazd jego drużyny nad jakieś jezioro i mieszkalibyśmy tam w takich domkach letniskowych. Plany są takie, że wyjeżdżamy w ten weekend i wracamy po kilku dniach chyba w środę.
-Nie.
-Co!!!??? Czemu!?
-Nie pojedziesz z jakimiś chłopakami nad jezioro, nawet nie ma mowy.
-Mateusz!!! Mateusz, do cholery, chodź tu!!! -brat zszedł na dół i próbował przekonać rodziców, a bardziej tatę, bo to on protestował.
-Tato, ona ma już prawie 19 lat, jedzie tam z przyjaciółmi. Nic im się nie stanie, oni też chcą trochę odpocząć. A poza tym, poznałem tego Wojtka i fajny z niego chłopak uczciwy i opiekuńczy, przy nim Natalii włos z głowy nie spadnie.
-Proszę tato, zgódź się. Błagam. Cher też tam będzie.
-Kochanie, uważam że to dobry pomysł, dziewczynki trochę odpoczną, a poza tym Natalia jest odpowiedzialna -no, nawet mama staje po mojej stronie, tata nie miał szans.
-Dobrze, niech jedzie.
-TAK!!! Kocham was wszystkich!!!
Uściskałam wszystkich po kolei, Mateusza, mamę i tatę. Wybiegłam do swojego pokoju w poszukiwaniu telefony, od razu chciałam się podzielić tą wiadomością z Wojtkiem i Cher.
"Cher,Wojtek zaprasza nas nad jeziorko na kilka dni, wyjeżdżamy w weekend. Zgódź się, będzie tam prawie cały Arsenal. Moi rodzice po namowie się zgodzili, twoi też się zgodzą."
"Hej. Mam dla ciebie dobrą wiadomość. Jadę z wami nad to jezioro;) Nie mogę się doczekać. A w ogóle jak udało ci się przekonać mojego brata na to, żeby się z tobą napił piwa???
Czekałam aż któreś z nich odpisze. Cher była pierwsza.
"Hej, gadałam z rodzicami i się zgodzili, jedziemy z Arsenalem na jezioro!!! :D "
Nie mogłam się doczekać już tego wyjazdu. Dostałam jeszcze sms-a od Wojtka.
"Kochanie, cieszę się bardziej niż ty. Wyjeżdżamy w piątek około 19:00, jedzie się tam godzinę. A co do twojego brata to... jest to tajemnica ;) Dobranoc:*"
Położyłam się i poszłam spać, byłam wykończona.
"Cześć kochana :* Możemy spotkać się dzisiaj po twoim treningu? Przepraszam, że tak późno piszę, wiem że za chwile masz trening, ale po prostu wstałem dzisiaj późno. W nocy nie mogłem zasnąć, dużo o tobie myślałem <3"
Ale słodkie. Kiedy zobaczyłam tego sms-a, uśmiechnęłam się do telefonu. Odpisałam mu od razu.
"HEJ :* Dobrze, chętnie się z tobą spotkam, ale tobie się chyba coś pomyliło mój drogi. Do treningu mam jeszcze dużo czasu :D "
"Jak to? Zmieniły się godziny twoich treningów :O Jest przecież 11:45. To o której mam po ciebie przyjechać?"
Nie wiedziałam o co mu chodzi. Popatrzyłam na swój zegarek... O MÓJ BOŻE! O 12:00 MAM TRENING. Napisałam szybko do Wojtka, a potem do Cher.
"Przyjedz po mnie, po treningu, tak jak zawsze. Do zobaczenia! :*"
"Hej Cher. Powiadom trenerkę, że się spóźnię"
Nigdy się tak nie śpieszyłam. Pędziłam po swoim domu jak tornado. Minęło niecałe 5 minut, a byłam już na siedzeniu w samochodzie. Minęło jakieś 15 minut, a ja już ruszyłam w stronę szatni. Po pięciu minutach byłam już przebrana.
Trening minął szybko, a po powrocie do domu przebrałam się w coś ładnego na spotkanie z Wojtkiem. Kiedy wyszłam z domu już na mnie czekał w swoim samochodzie. Kiedy wsiadłam widziałam po jego twarzy to, że chciał coś powiedzieć, ale ja mu przeszkodziłam. Dostał ode mnie długiego całusa.
-Jakie miłe rozpoczęcie popołudnia -Wojtek uśmiechnął się do mnie, a ja zaczęłam zapinać pas.
-To jedziemy gdzieś?
-Tak, ale to niespodzianka. Lubisz niespodzianki?
-Zależy, czy niespodzianka jest dobra czy zła.
-Myślę, że ci się spodoba.
Jechaliśmy dość długo. Zatrzymaliśmy się przy jakimś jeziorze. Wojtek wysiadł z auta i otworzył mi drzwi, wysiadłam. Było tam naprawdę pięknie.
-I jak? Podoba się? -popatrzyłam na niego, wzięłam jego twarz w dłonie i pocałowałam go.
-Taka odpowiedz ci wystarczy?
-Chyba będziesz musiała powtórzyć, bo nie usłyszałem -uśmiechnął się, ale nie powtórzyłam swojej odpowiedzi. Podeszłam tak blisko jeziorka, że jego malutkie fale prawie dotykały moich stóp. -Mam coś dla ciebie -obróciłam się i patrzyłam na Wojtka, jeszcze ma coś dla mnie? Podszedł i wręczył mi pudełeczko.-Proszę, dla ciebie -otworzyłam pudełeczko i moim oczom ukazał się piękny srebrny wisiorek. Mały miś trzymał połowę serca z napisem YOU. Byłam zachwycona. -Druga połowa jest tu -odpiął kurtkę i bluzę, a na jego szyj wisiał identyczny tylko z napisem ME. Kiedy się je połączyło tworzyły jedno serduszko.
-Je...Jest piękny.
-Cieszę się, że ci się podoba. Obróć cię, pomogę ci go zapiać -obróciłam się i zapiął mi go na szyj. Jest przepiękny, od razu rzuciłam się na Wojtka.
-Szczęsny, ile razy mnie jeszcze zaskoczysz? -pocałowałam go.
-Mam dla ciebie i Cher propozycję -patrzyłam na niego zdziwiona, jaką on może mieć propozycję dla mnie i Cher? -Arsenal w weekend wyjeżdża na kilka dni do takich domków leśnych, nad jezioro. Całemu klubowi byłoby miło gdybyście pojechały.
-Wow... nie za dużo niespodzianek jak na jeden dzień? -uśmiechnęłam się do niego. -Pogadam z Cher, ale ona na pewno się zgodzi.
-A ty się zgadzasz? -na to pytanie również odpowiedziałam mu pocałunkiem. Co miało znaczyć tak. Siedzieliśmy nad brzegiem jeszcze kilka godzin, aż słońce zaczęło zachodzić.
-Chodźmy, muszę odwieść cie wcześniej.
-Ale ja nie chce wracać.
-Ja też nie. Wstawaj.
Wstałam i wsiadłam do auta. Chyba zasnęłam. Raczej na pewno zasnęłam. Jestem teraz u siebie w pokoju, leżę w swoim łóżku. Wstałam, poszłam do pokoju brata. Siedział przy biurku, przy kompie.
-O siostra wstałaś?
-Jak się znalazłam w łóżku? -oderwał wzrok od monitora i obrócił się w moją stronę.
-Ten twój Wojtuś cię zaniósł, gadaliśmy, okazało się że fajny z niego koleś. Siedział tutaj chyba z godzinę. Umówiliśmy się na małe piwo jutro. A i mówił coś o jakimś wyjeździe, jeśli chodzi o mnie to stanę po twojej stronie w rozmowie z rodzicami.
-Umówiłeś się z moim chłopakiem na piwo???
-A wolisz żebym mu połamał nos albo powybijał zęby -wyszczerzył się do mnie w uśmiechu.
-Nie, piwo może być. Wiesz, że cię kocham?
-Wiem.
Wyszłam z jego pokoju i zeszłam na dół porozmawiać z rodzicami o wyjeździe.
-Hej. Mam do was pytano. Wojtek zaprosił mnie i Cher na taki wyjazd jego drużyny nad jakieś jezioro i mieszkalibyśmy tam w takich domkach letniskowych. Plany są takie, że wyjeżdżamy w ten weekend i wracamy po kilku dniach chyba w środę.
-Nie.
-Co!!!??? Czemu!?
-Nie pojedziesz z jakimiś chłopakami nad jezioro, nawet nie ma mowy.
-Mateusz!!! Mateusz, do cholery, chodź tu!!! -brat zszedł na dół i próbował przekonać rodziców, a bardziej tatę, bo to on protestował.
-Tato, ona ma już prawie 19 lat, jedzie tam z przyjaciółmi. Nic im się nie stanie, oni też chcą trochę odpocząć. A poza tym, poznałem tego Wojtka i fajny z niego chłopak uczciwy i opiekuńczy, przy nim Natalii włos z głowy nie spadnie.
-Proszę tato, zgódź się. Błagam. Cher też tam będzie.
-Kochanie, uważam że to dobry pomysł, dziewczynki trochę odpoczną, a poza tym Natalia jest odpowiedzialna -no, nawet mama staje po mojej stronie, tata nie miał szans.
-Dobrze, niech jedzie.
-TAK!!! Kocham was wszystkich!!!
Uściskałam wszystkich po kolei, Mateusza, mamę i tatę. Wybiegłam do swojego pokoju w poszukiwaniu telefony, od razu chciałam się podzielić tą wiadomością z Wojtkiem i Cher.
"Cher,Wojtek zaprasza nas nad jeziorko na kilka dni, wyjeżdżamy w weekend. Zgódź się, będzie tam prawie cały Arsenal. Moi rodzice po namowie się zgodzili, twoi też się zgodzą."
"Hej. Mam dla ciebie dobrą wiadomość. Jadę z wami nad to jezioro;) Nie mogę się doczekać. A w ogóle jak udało ci się przekonać mojego brata na to, żeby się z tobą napił piwa???
Czekałam aż któreś z nich odpisze. Cher była pierwsza.
"Hej, gadałam z rodzicami i się zgodzili, jedziemy z Arsenalem na jezioro!!! :D "
Nie mogłam się doczekać już tego wyjazdu. Dostałam jeszcze sms-a od Wojtka.
"Kochanie, cieszę się bardziej niż ty. Wyjeżdżamy w piątek około 19:00, jedzie się tam godzinę. A co do twojego brata to... jest to tajemnica ;) Dobranoc:*"
Położyłam się i poszłam spać, byłam wykończona.
czwartek, 10 stycznia 2013
Rozdział 7
Kiedy rano otworzyłam oczy myślałam, że to dalej sen. Ktoś siedział na fotelu w moim pokoju. Zgadnijcie kto. Tak, to Wojtek!!! I co ja mam teraz zrobić? Jak na razie leżałam na łóżku i gapiłam się na niego, a on na mnie.
-Przepraszam, że tak wcześnie, ciężko było przekonać twojego brata, żeby mnie wpuścił, więc proszę,wysłuchaj mnie -nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa. -Wiem że to co wczoraj zrobiłem, mogło cię zdenerwować, więc chciałem cię za to przeprosić. Nie mam pojęcia dlaczego to zrobiłem. Wyglądałaś wtedy tak ślicznie. Dzwoniłem i pisałem, ale nie odpowiadałaś. Jeśli potrzebujesz czasu, żeby sobie wszystko przemyśleć, to nie ma sprawy, dam ci go.
Wszedł, przeprosił i wyszedł. A ja dalej patrzyłam w to miejsce gdzie siedział. Wstałam i podeszłam do okna, zobaczyłam jak wsiada do samochodu i odjeżdża. Byłam wściekła, ale nie na Wojtka, byłam wściekła na mojego brata. Jak mógł go wpuścić do mojego pokoju kiedy spałam??? Wpadłam do pokoju brata jak burza, leżał na łóżku z laptopem.
-Czy tobie do reszty odbiło?
-Po pierwsze, również dzień dobry. Po drugie, jeśli będziesz tak trzaskać tymi drzwiami to w końcu wylecą i po trzecie nie odbiło mi. A w ogóle to w jakiej sprawie przychodzisz? -no nie! Teraz to chyba żartuje!
-Przychodzę w takiej sprawie, że wpuściłeś go do mojego pokoju jak spałam. Mogłeś powiedzieć żeby zadzwonił, przyjechał po treningu albo chociaż żeby poczekał w salonie. Ale nie w moim pokoju! -próbowałam się uspokoić, usiadłam na łóżku brata i czekałam na wyjaśnienia.
-Mówił, że dzwonił do ciebie dużo razy, ale ty nie odebrałaś, wpuściłem go, bo o to prosił, a poza tym fajny z niego gość.
-No teraz to sobie chyba żartujesz! Za kumplowaliście się?
-To nie byłoby takie złe gdyby Wojtek był moim chłopakiem. Spojrzałam na brata który nie bardzo wiedział co powiedzieć. Wyszłam z jego pokoju i wróciłam do swojego. Spakowałam się na trening i wyszłam wcześniej niż zazwyczaj.
Poszłam do szatni się przebrać. Czekałam tam na resztę dziewczyn. Za nim przyszły mineło gdzieś pół godziny. Na rozgrzewce Cher mnie zgadała i pytała czemu jestem taka rozkojarzona. Oczywiście zwaliłam wszystko na ból głowy. Pod koniec treningu czułam się o niebo lepiej, razem z dziewczynami wyszłyśmy z ośrodka i jeszcze chwilę przed nim gadałyśmy. Nagle dostałam w żebra od Cher.
-Ej, patrz to Wojtek i Łukasz -obróciłam się w stronę w którą patrzyła się Cher, rzeczywiście, byli tam. Stali przy samochodzie chyba Łukasza, bo pierwszy raz go widzę. Razem z Cher pożegnałyśmy się z dziewczynami i za namową Cher ruszyłyśmy w stronę chłopaków.
-Hej, pójdziemy na szarlotkę? -to chyba ulubione ciasto Łukasza. Szkoda, że Cher zdecydowała za mnie czy chcę iść. Popatrzyłam na Wojtka, uśmiechnął się, ale to nie był ten uśmiech, który tak bardzo mi się podobał. Wsiedliśmy do auta i bez słowa ruszyliśmy. Aż do zajęcia naszych miejsc w kawiarni nikt się nie odzywał.
-Mieliście dziś trening? -kochana Cher, jak zwykle zaczyna rozmowę.
-Nie, będziemy mieć wieczorem. Jak chcecie to możecie wpaść, poznacie trochę lepiej drużynę. Na pewno się ucieszą z waszej wizyty -Łukasz, czemu ty musiałeś na to wpaść??? Cher wiedziała że nie będę z tego zadowolona...a jednak się zgodziła.
-Tak, pewnie, ale później będziecie nas musieli odwieść.
-Nie pozwolimy wam wracać same wieczorem.-miałam wrażenie, że te słowa Wojtek kieruje tylko do mnie.
Łukasz zamówił swoją ukochaną szarlotkę,a ja starałam się prowadzić w miarę swobodną konwersację z Wojtkiem i Cher. Szło mi całkiem nieźle, dopóki Wojtkowi nie zachciało się spaceru SAM NA SAM. Wyszłam z nim na zewnątrz i usiadłam na najbliższej ławce, on usiadł obok, blisko może za blisko. Próbowałam normalnie zacząć rozmowę.
-No co tam Szczęsny?
-Nie udawajmy że wydarzenia z wczorajszego dnia i dzisiejszego nie miały miejsca. Możesz być zła, wkurzona i wściekła, nie wiem co sobie wtedy myślałem. Powiesz tylko jedno słowo, a znikam z twojego życia -jego brązowe oczka wpatrywały się we mnie, polubiłam go, może trochę bardziej niż zwykłych chłopaków. Dobra, raz się żyje. Przysunęłam się do niego i złożyłam na jego ustach długi pocałunek, przez pierwsze kilka sekund bałam się, że mnie odepchnie, a co gorsza wyśmieje. Na szczęście tak się nie stało. Oddał mi pocałunek. Kiedy w końcu się od siebie oderwaliśmy jego uśmiech był taki słodki. Wstał i podał mi rękę.
-Pora wracać -złapałam go za rękę i wstałam z ławki. Zanim doszliśmy do naszego stolika Wojtek objął mnie w tali. Zdziwienie na twarzy Cher było mile zaskakujące. Łukasz w ogóle nie był zaskoczony.
-Wiedziałem, że tak będzie. Odkąd się pierwszy raz zobaczyli, te iskierki w ich oczach. To było do przewidzenia. Oj Szczęsny, będzie zabawnie na boisku, te spojrzenia, uśmieszki, już się nie mogę doczekać.
-Fabiański? Co ci po głowie łazi? -nie bardzo zrozumiałam żart Łukasza.
-Jemu się wydaje, że skoro się spotykam z dziewczyną, to będę rozkojarzony i on wskoczy na moje miejsce. Możesz pomarzyć -ostatnie słowa Wojtek zwrócił do Łukasza, a ja i Cher zaczęłyśmy się z nich śmiać.
-Co was tak bawi? -powiedzieli to niemalże równocześnie. Razem z Cher zaczęłyśmy udawać poważne.
-Ależ nic nas nie bawi. O której macie trening? -zapytałam patrząc to na jednego to na drugiego.
-Ohh, no tak, trening. W sumie to możemy się już zbierać -wstaliśmy i zaczęliśmy się ubierać. Wsiedliśmy do samochodu Łukasza i pojechaliśmy na trening. Chłopcy poszli do szatni się przebrać, a ja i Cher usiadłyśmy na miejscach dla kibiców. Cały czas gadałyśmy o mnie i o Wojtku.
Trening dobiegł końca. Weszłyśmy na murawę, żeby przywitać się z resztą drużyny. Nie sądziłam że wszyscy zaczną mnie i Cher przytulać albo nawet całować w policzek. To prawda, Arsenal to jedna wielka rodzina. Z każdym gadało mi się naprawdę fajnie. Ktoś od tyłu poczochrał moje włosy i pocałował w policzek, obróciłam się, był to Theo Walcott, uśmiechnęłam się do niego i zaczęliśmy gadać. Wzrokiem szukałam Wojtka, pojawił się obok mnie.
-Theo, nie zapominaj, teraz to moja dziewczyna -popatrzyłam się na Wojtka, uśmiechnął się do Theo i do mnie.
-Spoko stary, nie musisz się martwić.
Wszyscy poszli do szatni się przebrać, a ja i Cher poszłyśmy na parking.
-Cher, ty widziałaś jak oni są dla mnie mili?
-Tak, oni są naprawdę cudowni.
-Kto jest cudowny? -Wojtek zaszedł mnie od tyłu, on mnie chyba lubi straszyć.
-Wy -Cher zrobiła słodkie oczka.
Wsiedliśmy do auta. Najpierw odwieźliśmy Cher, a później mnie. Wojtek wysiadł ze mną z samochodu.
-Dokąd ci się tak śpieszy co?
-Do domu, wyspać się.
- A nie zapomniałaś o czymś? -przyciągnął mnie. Objął mnie w talii i pocałował. Miałam wrażenia jakby czas stanął w miejscu. Oderwałam się od niego, niechętnie. Dał mi jeszcze jednego całusa, tym razem krótszego -Teraz już możesz iść -odwróciłam się i weszłam do domu. Oparłam się o drzwi i zjechałam na podłogę. Siedziałam tak przez chwilę, kiedy zdążyłam się pozbierać weszłam na górę do swojego pokoju. Nie mogłam przestać chichotać. Poszłam wziąć prysznic i położyłam się. Już prawie zasypiałam, gdy dostałam sms-a.
"Dobranoc:*"
-Przepraszam, że tak wcześnie, ciężko było przekonać twojego brata, żeby mnie wpuścił, więc proszę,wysłuchaj mnie -nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa. -Wiem że to co wczoraj zrobiłem, mogło cię zdenerwować, więc chciałem cię za to przeprosić. Nie mam pojęcia dlaczego to zrobiłem. Wyglądałaś wtedy tak ślicznie. Dzwoniłem i pisałem, ale nie odpowiadałaś. Jeśli potrzebujesz czasu, żeby sobie wszystko przemyśleć, to nie ma sprawy, dam ci go.
Wszedł, przeprosił i wyszedł. A ja dalej patrzyłam w to miejsce gdzie siedział. Wstałam i podeszłam do okna, zobaczyłam jak wsiada do samochodu i odjeżdża. Byłam wściekła, ale nie na Wojtka, byłam wściekła na mojego brata. Jak mógł go wpuścić do mojego pokoju kiedy spałam??? Wpadłam do pokoju brata jak burza, leżał na łóżku z laptopem.
-Czy tobie do reszty odbiło?
-Po pierwsze, również dzień dobry. Po drugie, jeśli będziesz tak trzaskać tymi drzwiami to w końcu wylecą i po trzecie nie odbiło mi. A w ogóle to w jakiej sprawie przychodzisz? -no nie! Teraz to chyba żartuje!
-Przychodzę w takiej sprawie, że wpuściłeś go do mojego pokoju jak spałam. Mogłeś powiedzieć żeby zadzwonił, przyjechał po treningu albo chociaż żeby poczekał w salonie. Ale nie w moim pokoju! -próbowałam się uspokoić, usiadłam na łóżku brata i czekałam na wyjaśnienia.
-Mówił, że dzwonił do ciebie dużo razy, ale ty nie odebrałaś, wpuściłem go, bo o to prosił, a poza tym fajny z niego gość.
-No teraz to sobie chyba żartujesz! Za kumplowaliście się?
-To nie byłoby takie złe gdyby Wojtek był moim chłopakiem. Spojrzałam na brata który nie bardzo wiedział co powiedzieć. Wyszłam z jego pokoju i wróciłam do swojego. Spakowałam się na trening i wyszłam wcześniej niż zazwyczaj.
Poszłam do szatni się przebrać. Czekałam tam na resztę dziewczyn. Za nim przyszły mineło gdzieś pół godziny. Na rozgrzewce Cher mnie zgadała i pytała czemu jestem taka rozkojarzona. Oczywiście zwaliłam wszystko na ból głowy. Pod koniec treningu czułam się o niebo lepiej, razem z dziewczynami wyszłyśmy z ośrodka i jeszcze chwilę przed nim gadałyśmy. Nagle dostałam w żebra od Cher.
-Ej, patrz to Wojtek i Łukasz -obróciłam się w stronę w którą patrzyła się Cher, rzeczywiście, byli tam. Stali przy samochodzie chyba Łukasza, bo pierwszy raz go widzę. Razem z Cher pożegnałyśmy się z dziewczynami i za namową Cher ruszyłyśmy w stronę chłopaków.
-Hej, pójdziemy na szarlotkę? -to chyba ulubione ciasto Łukasza. Szkoda, że Cher zdecydowała za mnie czy chcę iść. Popatrzyłam na Wojtka, uśmiechnął się, ale to nie był ten uśmiech, który tak bardzo mi się podobał. Wsiedliśmy do auta i bez słowa ruszyliśmy. Aż do zajęcia naszych miejsc w kawiarni nikt się nie odzywał.
-Mieliście dziś trening? -kochana Cher, jak zwykle zaczyna rozmowę.
-Nie, będziemy mieć wieczorem. Jak chcecie to możecie wpaść, poznacie trochę lepiej drużynę. Na pewno się ucieszą z waszej wizyty -Łukasz, czemu ty musiałeś na to wpaść??? Cher wiedziała że nie będę z tego zadowolona...a jednak się zgodziła.
-Tak, pewnie, ale później będziecie nas musieli odwieść.
-Nie pozwolimy wam wracać same wieczorem.-miałam wrażenie, że te słowa Wojtek kieruje tylko do mnie.
Łukasz zamówił swoją ukochaną szarlotkę,a ja starałam się prowadzić w miarę swobodną konwersację z Wojtkiem i Cher. Szło mi całkiem nieźle, dopóki Wojtkowi nie zachciało się spaceru SAM NA SAM. Wyszłam z nim na zewnątrz i usiadłam na najbliższej ławce, on usiadł obok, blisko może za blisko. Próbowałam normalnie zacząć rozmowę.
-No co tam Szczęsny?
-Nie udawajmy że wydarzenia z wczorajszego dnia i dzisiejszego nie miały miejsca. Możesz być zła, wkurzona i wściekła, nie wiem co sobie wtedy myślałem. Powiesz tylko jedno słowo, a znikam z twojego życia -jego brązowe oczka wpatrywały się we mnie, polubiłam go, może trochę bardziej niż zwykłych chłopaków. Dobra, raz się żyje. Przysunęłam się do niego i złożyłam na jego ustach długi pocałunek, przez pierwsze kilka sekund bałam się, że mnie odepchnie, a co gorsza wyśmieje. Na szczęście tak się nie stało. Oddał mi pocałunek. Kiedy w końcu się od siebie oderwaliśmy jego uśmiech był taki słodki. Wstał i podał mi rękę.
-Pora wracać -złapałam go za rękę i wstałam z ławki. Zanim doszliśmy do naszego stolika Wojtek objął mnie w tali. Zdziwienie na twarzy Cher było mile zaskakujące. Łukasz w ogóle nie był zaskoczony.
-Wiedziałem, że tak będzie. Odkąd się pierwszy raz zobaczyli, te iskierki w ich oczach. To było do przewidzenia. Oj Szczęsny, będzie zabawnie na boisku, te spojrzenia, uśmieszki, już się nie mogę doczekać.
-Fabiański? Co ci po głowie łazi? -nie bardzo zrozumiałam żart Łukasza.
-Jemu się wydaje, że skoro się spotykam z dziewczyną, to będę rozkojarzony i on wskoczy na moje miejsce. Możesz pomarzyć -ostatnie słowa Wojtek zwrócił do Łukasza, a ja i Cher zaczęłyśmy się z nich śmiać.
-Co was tak bawi? -powiedzieli to niemalże równocześnie. Razem z Cher zaczęłyśmy udawać poważne.
-Ależ nic nas nie bawi. O której macie trening? -zapytałam patrząc to na jednego to na drugiego.
-Ohh, no tak, trening. W sumie to możemy się już zbierać -wstaliśmy i zaczęliśmy się ubierać. Wsiedliśmy do samochodu Łukasza i pojechaliśmy na trening. Chłopcy poszli do szatni się przebrać, a ja i Cher usiadłyśmy na miejscach dla kibiców. Cały czas gadałyśmy o mnie i o Wojtku.
Trening dobiegł końca. Weszłyśmy na murawę, żeby przywitać się z resztą drużyny. Nie sądziłam że wszyscy zaczną mnie i Cher przytulać albo nawet całować w policzek. To prawda, Arsenal to jedna wielka rodzina. Z każdym gadało mi się naprawdę fajnie. Ktoś od tyłu poczochrał moje włosy i pocałował w policzek, obróciłam się, był to Theo Walcott, uśmiechnęłam się do niego i zaczęliśmy gadać. Wzrokiem szukałam Wojtka, pojawił się obok mnie.
-Theo, nie zapominaj, teraz to moja dziewczyna -popatrzyłam się na Wojtka, uśmiechnął się do Theo i do mnie.
-Spoko stary, nie musisz się martwić.
Wszyscy poszli do szatni się przebrać, a ja i Cher poszłyśmy na parking.
-Cher, ty widziałaś jak oni są dla mnie mili?
-Tak, oni są naprawdę cudowni.
-Kto jest cudowny? -Wojtek zaszedł mnie od tyłu, on mnie chyba lubi straszyć.
-Wy -Cher zrobiła słodkie oczka.
Wsiedliśmy do auta. Najpierw odwieźliśmy Cher, a później mnie. Wojtek wysiadł ze mną z samochodu.
-Dokąd ci się tak śpieszy co?
-Do domu, wyspać się.
- A nie zapomniałaś o czymś? -przyciągnął mnie. Objął mnie w talii i pocałował. Miałam wrażenia jakby czas stanął w miejscu. Oderwałam się od niego, niechętnie. Dał mi jeszcze jednego całusa, tym razem krótszego -Teraz już możesz iść -odwróciłam się i weszłam do domu. Oparłam się o drzwi i zjechałam na podłogę. Siedziałam tak przez chwilę, kiedy zdążyłam się pozbierać weszłam na górę do swojego pokoju. Nie mogłam przestać chichotać. Poszłam wziąć prysznic i położyłam się. Już prawie zasypiałam, gdy dostałam sms-a.
"Dobranoc:*"
Rozdział 6
Minęło już kilka dni. Od poniedziałku zaczęły się znowu treningi. Od razu po treningu kładę się spać. Wstaję, trening... i tak na okrągło. Kiedy mam wolną chwilę, nie wiem czemu, ale tak po prostu przeglądam stare sms-y od Wojtka. Nie wiedziałam, że to powiem, ale fajny z niego koleś. Dawno nie dogadywałam się tak dobrze z jakimś facetem jak teraz. Bardzo mnie to cieszy. Sama nie wiem nawet, ale wydaje mi się, że z nim dogaduję się lepiej niż z Cher.
Od początku tygodnia kiedy nie jesteśmy zajęci treningami ciągle ze sobą sms-ujemy. Samo spojrzenie na każdą wiadomość otrzymaną od niego, wywołuje na mojej twarzy duży uśmiech, który nie schodzi za szybko.
Dziś nie wyspałam się, a to wszystko przez mojego nowego znajomego, Szczęsnego, który bez przerwy piszę do mnie sms-y. Sms-owaliśmi tak do nocy, więc nie dziwię się, że nie jestem wyspana. Pomyślałam, że odwdzięczę mu się kiedyś.
Trening jak zwykle minął szybko, ale po nim czekała mnie niespodzianka. Lea zaprosiła mnie na imprezę urodzinową, którą organizuje.
-Chcesz przyjść?
-Chętnie przyjdę. Które to urodziny? - zapytałam, ponieważ nie znałam dobrze wszystkich dziewczyn z drużyny.
- Dwudzieste, a ty? Słyszałam, że jesteś młoda, więc pewnie mniej ode mnie.
-Mam 18, ale za jakiś miesiąc też mam urodziny.
- Ehh... wow! Święta i urodziny w jednym miesiącu.
- Mnie to tak jakoś mało cieszy... Jest to grudzień, jest zimno, a ja nie lubię jak jest zimno. Zawsze, kiedy wracałam ze szkoły lub z treningu marzłam i za którymś razem kończyło się to chorobą - powiedziałam szczerze, co myślałam na ten temat. Kiedy zapytała o moje urodziny, sama później zaczęłam myśleć nad tym, czy nie zrobiłabym jakiejś imprezy z powodu moich urodzin. Robiłam taką dawno. Teraz byłaby to moja pierwsza impreza w Londynie. Sama Lea zapytała o to po chwili.
- Będziesz organizować urodziny?
- Dzięki tobie wpadł mi taki pomysł do głowy, ale możesz być spokojna. Jesteś już na liście gości -roześmiałam się.
- Ahahaha, to świetnie -Lea także się roześmiała.
-A kiedy mają się odbywać twoja impreza?
-Przyjdz do mnie na 16 w .. - przerwała, wyjęła z torby piękną ozdobioną kartkę i podała mi ją. - Nie będę już tłumaczyła ci wszystkiego. Tu masz wszystko napisane. Przepraszam, ale śpieszę się. Muszę już iść, cześć!
Wychodząc z ośrodka treningowego szłam powoli z uśmiechem, bo oglądałam zaproszenie, które wręczyła mi Lea. Było pięknie ozdobione. Zrobienie jednego takiego zaproszenia to naprawdę duży wysiłek, a ona zrobiła takich kilkanaście. Wiele razy mówiła, że poza piłką nożną lubi także rysować, ale sądząc po tym wspaniale wyglądającym zaproszeniu, stwierdziłam, że ma talent.
Szłam tak i szłam, bo miałam kawałek drogi do miejsca, gdzie zaparkowałam auto. Cały czas oglądałam to, co wręczyła mi koleżanka z drużyny, a tymczasem nie wiedziałam, że nagle ktoś zasłoni mi oczy. Zaczęłam krzyczeć tak głośno, jak tylko mogłam. Lecz poczułam ciepłe i milutkie dłonie, które były nawet dość duże i wydawało mi się to dość podejrzane. Miałam rację, bo znajomy głos wyszeptał mi coś do ucha.
-Ciiiiiiiii.... -usłyszałam to i w tej samej chwili ten ktoś zdjął swoje dłonie z moich oczu. Był to Wojtek. Miałam ochotę go walnąć, ale nie zrobiłabym tego przenigdy.
- O mój boże! SZCZĘSNY???! Odbiło ci? Prawie zawału dostałam! - krzyczałam na niego, ale już przy końcu mojej wypowiedzi zaśmiałam się.
- Przepraszam, przepraszam. Mam nadzieję, że się nie obrazisz...
-Nie żartuj. Nie obraziłabym się. Przynajmniej na ciebie - uśmiechnęłam się, a on go odwzajemnił. - Chcesz czegoś? Bo bez powodu byś tu nie przyszedł, mam rację?
- Nie, nie masz. Nie mogę po prostu chcieć się zobaczyć się z tobą? - po tych słowach młodego Kanoniera, zrobiło mi się miło. Miałam ochotę spędzić z nim dzisiejsze popołudnie, ale ledwo byłam w stanie mówić lub cokolwiek mówić, ale to przez niego, przez jego sms-y.
-Przepraszam, ale jestem zmęczona i pamiętaj, że to wszystko przez ciebie.
-Czemu? - Wojtek był zdziwiony.
-Nie wiesz czemu? Pisałeś do mnie przez pół nocy! - odpowiedziałam, a on tylko się roześmiał.
-No cóż... Nie wiedziałem, że się od ciebie uzależnię - znów się zaśmiał, a ja mu puściłam dziwne spojrzenie, a on zaś przystopował. - Żartowałem!
-Hahaha, jesteś taki zabawny. Podwieźć cię?
-Ok.
Kiedy weszłam do auta, ziewnęłam. Niestety zauważył to Wojtek. Zmusił mnie do przeniesienia się na siedzenia pasażera.
-Jesteś taka zmęczona... Nie możesz prowadzić!
-Wiem, że się martwisz, ale naprawdę... dam sobie radę. - najgorszym błędem było ziewanie po tej wymianie zdań.
-Nie ma mowy o tym. Ja prowadzę!
-Ehh... dobrze. -podałam mu kluczyki i zamieniliśmy się miejscami.
Zdziwiłam się kiedy Wojtek podjechał autem pod mój dom.
-Yyy... czemu nie jedziemy do ciebie?
-Nie pozwolę byś taka zmęczona prowadziła samochód! - boże! Jaki on jest opiekuńczy. Nigdy nie poznałam lepszego kolesia....OMG! MOJE MYŚLI SĄ CHORE!
-A jak ty wrócisz?
-Podjadę autobusem lub taksówką.
-Dobrze, to wyjdźmy. Padam ze zmęczenia.
Jak wyszliśmy z auta, jak najszybciej chciałam pobiec do domu i wskoczyć do łóżka. Ale oczywiście mój niesamowity kolega mnie zatrzymał.
-Czekaj! - złapał mnie i przyciągnął do siebie. Patrzył mi się w oczy, a ja patrzyłam się w jego. Czułam się bardzo dziwnie.
-O co cho... - moje pytanie przerwał pięknym, słodkim pocałunkiem. Nie wiedziałam co mam robić i nie rozumiałam o co chodzi, ale pozwoliłam mu na to. Ten pocałunek trwał tak naprawdę kilka sekund, ale dla mnie jakby czas się zwolnił. Był dla mnie taki przyjemny, ale zaraz...?
-Przestań! Co ty robisz? Wiesz co... Muszę już iść do domu! - powiedziałam to do niego bardzo szybko. Naprawdę nie wiedziałam co zrobić ani co powiedzieć. Paplałam coś bez sensu. Mówiąc mu to wszystko nie spojrzałam mu nawet w oczy. Czułam się naprawdę zagubiona w tym wszystkim. Przez to całe zagubienie bez słowa uciekłam do domu. Wydawało mi się, że słyszałam kilka słów, jakie mówił.
"Do kolejnego razu! Żegnaj..."
Zanim zasnęłam usłyszałam dzwonek mojego telefonu. To właśnie on dzwonił. Nie odebrałam. Z jednej strony bałam się tej rozmowy, a z drugiej strony nie chciałam z nim rozmawiać, przynajmniej dziś. Wydaje mi się jednak, że to tak szybko mi nie przejdzie. Jego pocałunek był słodki i miły ale ja oczywiście spanikowałam. Całe szczęście że byłam aż tak zmęczona że prawie od razu zasnęłam.
Od początku tygodnia kiedy nie jesteśmy zajęci treningami ciągle ze sobą sms-ujemy. Samo spojrzenie na każdą wiadomość otrzymaną od niego, wywołuje na mojej twarzy duży uśmiech, który nie schodzi za szybko.
Dziś nie wyspałam się, a to wszystko przez mojego nowego znajomego, Szczęsnego, który bez przerwy piszę do mnie sms-y. Sms-owaliśmi tak do nocy, więc nie dziwię się, że nie jestem wyspana. Pomyślałam, że odwdzięczę mu się kiedyś.
Trening jak zwykle minął szybko, ale po nim czekała mnie niespodzianka. Lea zaprosiła mnie na imprezę urodzinową, którą organizuje.
-Chcesz przyjść?
-Chętnie przyjdę. Które to urodziny? - zapytałam, ponieważ nie znałam dobrze wszystkich dziewczyn z drużyny.
- Dwudzieste, a ty? Słyszałam, że jesteś młoda, więc pewnie mniej ode mnie.
-Mam 18, ale za jakiś miesiąc też mam urodziny.
- Ehh... wow! Święta i urodziny w jednym miesiącu.
- Mnie to tak jakoś mało cieszy... Jest to grudzień, jest zimno, a ja nie lubię jak jest zimno. Zawsze, kiedy wracałam ze szkoły lub z treningu marzłam i za którymś razem kończyło się to chorobą - powiedziałam szczerze, co myślałam na ten temat. Kiedy zapytała o moje urodziny, sama później zaczęłam myśleć nad tym, czy nie zrobiłabym jakiejś imprezy z powodu moich urodzin. Robiłam taką dawno. Teraz byłaby to moja pierwsza impreza w Londynie. Sama Lea zapytała o to po chwili.
- Będziesz organizować urodziny?
- Dzięki tobie wpadł mi taki pomysł do głowy, ale możesz być spokojna. Jesteś już na liście gości -roześmiałam się.
- Ahahaha, to świetnie -Lea także się roześmiała.
-A kiedy mają się odbywać twoja impreza?
-Przyjdz do mnie na 16 w .. - przerwała, wyjęła z torby piękną ozdobioną kartkę i podała mi ją. - Nie będę już tłumaczyła ci wszystkiego. Tu masz wszystko napisane. Przepraszam, ale śpieszę się. Muszę już iść, cześć!
Wychodząc z ośrodka treningowego szłam powoli z uśmiechem, bo oglądałam zaproszenie, które wręczyła mi Lea. Było pięknie ozdobione. Zrobienie jednego takiego zaproszenia to naprawdę duży wysiłek, a ona zrobiła takich kilkanaście. Wiele razy mówiła, że poza piłką nożną lubi także rysować, ale sądząc po tym wspaniale wyglądającym zaproszeniu, stwierdziłam, że ma talent.
Szłam tak i szłam, bo miałam kawałek drogi do miejsca, gdzie zaparkowałam auto. Cały czas oglądałam to, co wręczyła mi koleżanka z drużyny, a tymczasem nie wiedziałam, że nagle ktoś zasłoni mi oczy. Zaczęłam krzyczeć tak głośno, jak tylko mogłam. Lecz poczułam ciepłe i milutkie dłonie, które były nawet dość duże i wydawało mi się to dość podejrzane. Miałam rację, bo znajomy głos wyszeptał mi coś do ucha.
-Ciiiiiiiii.... -usłyszałam to i w tej samej chwili ten ktoś zdjął swoje dłonie z moich oczu. Był to Wojtek. Miałam ochotę go walnąć, ale nie zrobiłabym tego przenigdy.
- O mój boże! SZCZĘSNY???! Odbiło ci? Prawie zawału dostałam! - krzyczałam na niego, ale już przy końcu mojej wypowiedzi zaśmiałam się.
- Przepraszam, przepraszam. Mam nadzieję, że się nie obrazisz...
-Nie żartuj. Nie obraziłabym się. Przynajmniej na ciebie - uśmiechnęłam się, a on go odwzajemnił. - Chcesz czegoś? Bo bez powodu byś tu nie przyszedł, mam rację?
- Nie, nie masz. Nie mogę po prostu chcieć się zobaczyć się z tobą? - po tych słowach młodego Kanoniera, zrobiło mi się miło. Miałam ochotę spędzić z nim dzisiejsze popołudnie, ale ledwo byłam w stanie mówić lub cokolwiek mówić, ale to przez niego, przez jego sms-y.
-Przepraszam, ale jestem zmęczona i pamiętaj, że to wszystko przez ciebie.
-Czemu? - Wojtek był zdziwiony.
-Nie wiesz czemu? Pisałeś do mnie przez pół nocy! - odpowiedziałam, a on tylko się roześmiał.
-No cóż... Nie wiedziałem, że się od ciebie uzależnię - znów się zaśmiał, a ja mu puściłam dziwne spojrzenie, a on zaś przystopował. - Żartowałem!
-Hahaha, jesteś taki zabawny. Podwieźć cię?
-Ok.
Kiedy weszłam do auta, ziewnęłam. Niestety zauważył to Wojtek. Zmusił mnie do przeniesienia się na siedzenia pasażera.
-Jesteś taka zmęczona... Nie możesz prowadzić!
-Wiem, że się martwisz, ale naprawdę... dam sobie radę. - najgorszym błędem było ziewanie po tej wymianie zdań.
-Nie ma mowy o tym. Ja prowadzę!
-Ehh... dobrze. -podałam mu kluczyki i zamieniliśmy się miejscami.
Zdziwiłam się kiedy Wojtek podjechał autem pod mój dom.
-Yyy... czemu nie jedziemy do ciebie?
-Nie pozwolę byś taka zmęczona prowadziła samochód! - boże! Jaki on jest opiekuńczy. Nigdy nie poznałam lepszego kolesia....OMG! MOJE MYŚLI SĄ CHORE!
-A jak ty wrócisz?
-Podjadę autobusem lub taksówką.
-Dobrze, to wyjdźmy. Padam ze zmęczenia.
Jak wyszliśmy z auta, jak najszybciej chciałam pobiec do domu i wskoczyć do łóżka. Ale oczywiście mój niesamowity kolega mnie zatrzymał.
-Czekaj! - złapał mnie i przyciągnął do siebie. Patrzył mi się w oczy, a ja patrzyłam się w jego. Czułam się bardzo dziwnie.
-O co cho... - moje pytanie przerwał pięknym, słodkim pocałunkiem. Nie wiedziałam co mam robić i nie rozumiałam o co chodzi, ale pozwoliłam mu na to. Ten pocałunek trwał tak naprawdę kilka sekund, ale dla mnie jakby czas się zwolnił. Był dla mnie taki przyjemny, ale zaraz...?
-Przestań! Co ty robisz? Wiesz co... Muszę już iść do domu! - powiedziałam to do niego bardzo szybko. Naprawdę nie wiedziałam co zrobić ani co powiedzieć. Paplałam coś bez sensu. Mówiąc mu to wszystko nie spojrzałam mu nawet w oczy. Czułam się naprawdę zagubiona w tym wszystkim. Przez to całe zagubienie bez słowa uciekłam do domu. Wydawało mi się, że słyszałam kilka słów, jakie mówił.
"Do kolejnego razu! Żegnaj..."
Zanim zasnęłam usłyszałam dzwonek mojego telefonu. To właśnie on dzwonił. Nie odebrałam. Z jednej strony bałam się tej rozmowy, a z drugiej strony nie chciałam z nim rozmawiać, przynajmniej dziś. Wydaje mi się jednak, że to tak szybko mi nie przejdzie. Jego pocałunek był słodki i miły ale ja oczywiście spanikowałam. Całe szczęście że byłam aż tak zmęczona że prawie od razu zasnęłam.
środa, 9 stycznia 2013
Rozdział 5
Weszłyśmy do środka. Chłopcy czekali na nas przy tym samym stoliku co ostatnio. Cher siadła obok Łukasza, więc ja musiałam koło Wojtka.
-Niegrzecznie, kazałyście nam czekać - Wojtek wymienił z Łukaszem dziwne spojrzenia, ja i Cher też, mój wzrok wędrował między całą trójką. Nagle wybuchnęli śmiechem, a mi kamień spadł z serca, przez chwilę myślałam, że rzeczywiście się gniewają. Łukasz odezwał się pierwszy.
-To na co macie ochotę?
-Ja chyba zrezygnuję z lodów,wolałabym jakieś gorącej czekolady,jeśli to nie jest problem. A ty Cher?
-Tak, ja też - W tej chwili podeszła kelnerka.
-Mogę przyjąć zamówienie?
-Tak. Dla pań dwie gorące czekolady - Popatrzyłam na Wojtka trochę zdziwiona.
-To wszystko?
-Dla mnie szarlotkę - Uśmiechnął się wesoło Łukasz.
-To dwie gorące czekolady i dwie szarlotki.
Kiedy kelnerka odeszła od stolika zapadła niezręczna cisza, całe szczęście Cher ją przerwała.
-Wczorajszy mecz był niesamowity.
-Tak,zgadzam się. Wiesz Natalia? - Spojrzałam pytająco na Łukasza - Jesteś pierwszą dziewczyną, która strzeliła Wojtkowi bramkę i chyba jedną, która zrobiła to aż dwa razy-Nie mogłam się powstrzymać i musiałam się uśmiechnąć. Popatrzyłam na Wojtka, on też na mnie patrzył i też się uśmiechał.
-Szczęsny chyba powinieneś potrenować - Po moim komentarzu wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem - A jeśli już jesteśmy w temacie Wojciecha Szczęsnego, skąd masz mój numer?-Wojtek i Cher wymienili spojrzenia,czyli wszystko było już jasne.
-Cher...
-To nie jej wina, ja ją prosiłem o to by mi go dała - Skruszona mina Wojtka nie do opisania, wyglądał przy tym tak słodko...o nie!!! Znowu zaczynam. Natalia, ogarnij się!
-Nie gniewam się,ale wolałabym żebyś się mnie pytał. Z resztą nie ważne, nic się takiego nie stało - Uśmiechnęłam się, Wojtek też, Cher się rozluźniła, a Łukasz był zajęty jedzeniem swojej szarlotki, nawet nie zauważyłam kiedy kelnerka podała nam zamówienie. Nagle zaczęłam się śmiać, wszyscy się na mnie popatrzyli, włącznie z Łukaszem, który się zapytał.
-Co cie tak śmieszy? - A ja dalej śmiałam i jednocześnie płakałam jak głupia.
-To może pójdziemy się przewietrzyć - Wojtek wstał i podał mi rękę, a ja dalej się śmiałam, wyszliśmy na zewnątrz, dalej nie przestawałam się śmiać, a Wojtek tylko patrzył na mnie z malutkim uśmieszkiem. Kiedy dotarło do mnie przed kim się tak wydurniam, nagle spoważniałam i zrobiło mi się trochę wstyd.
-Przepraszam, nie wiem co mi się stało - Opuściłam głowę i żałowałam mojego napadu śmiechu.
-Nie szkodzi, ładnie ci z uśmiechem na twarzy, jeszcze nie widziałem żebyś się nie uśmiechała. Ale może zdradzisz mi co cię tak rozbawiło?
-No... kiedy rozmawialiśmy o tym numerze telefonu, to wszyscy byli w temacie oprócz Łukasz, który pożerał swoją szarlotkę. To jakoś po prostu tak wyszło, a kiedy oderwał się od jedzenia i spojrzał na mnie taki zdziwiony, to już w ogóle nie mogłam przestać. Przepraszam, wiem że to było głupie.
-Naprawdę nie masz za co przepraszać, Łukasz tak czasem ma, że jest nie obecny w rozmowie i gdybym go tak dobrze nie znał, pewnie też bym się tak śmiał. Poczekaj, rozmazałaś się trochę - Kiedy jego ciepłe dłonie dotknęły mojego policzka przeszedł mnie dreszcz, popatrzyłam w jego oczy...ale niestety stchórzyłam.
-Chyba powinniśmy wracać.
-Tak, chodźmy już.
Usiedliśmy na swoich miejscach. Łukasz i Cher byli skupieni na rozmowie, po chwili dołączył się Wojtek, a ja nie mogłam się skupić, cały czas myślałam o tych jego brązowych oczach ,coś mnie w nich pociągało, nie wiem czemu. Nagle ręka Cher znalazła się przed moją twarzą.
-Hej. Natalia coś ci jest, źle się czujesz? - Nie wiedziałam co odpowiedzieć, w sumie to i tak teraz nie mogę na niczym skupić mojej uwagi, więc postanowiłam trochę skłamać.
-Trochę źle się czuje, głowa mnie boli.
-To my się już będziemy zbierać - Cher wstała i zaczęła ubierać kurtkę, zrobiłam to samo - A ty w ogóle dasz radę prowadzić?
-Tak, poradzę sobie. To do zobaczenia - Pożegnałyśmy się z chłopakami i poszłyśmy do auta. Cher jeszcze kilka razy pytała jak się czuje i czy mi się nie kręci w głowie, zawsze odpowiadałam, że nic mi nie będzie. Odwiozłam ją do domu i pojechałam do siebie. Słyszałam jak w salonie jest włączony telewizor, krzyknęłam tylko że już wróciłam i poszłam do swojego pokoju. Było jeszcze wcześnie, na pójście spać, włączyłam sobie muzykę i położyłam się na łóżku rozmyślając ile błędów zrobiłam jednego dnia. Dostałam SMS-a, myślałam że od Cher, która po raz setny spyta jak się czuję, ale nie...to było od Wojtka.
"Hej,mam nadzieję że czujesz się dobrze. A może ja coś powiedziałem,albo zrobiłem"
"Już mi lepiej,po prostu źle się poczułam."
"Na pewno? A może chodziło o to że się we mnie zakochałaś i nie mogłaś oderwać ode mnie oczu? :P"
"Szczęsny? Czy ty czasem nie mierzysz za wysoko? ;) "
"Nie straciłaś poczucia humoru, czyli nie jest z tobą jeszcze tak źle, swoją drogą...mam twoje zdjęcie, zrobiłem ci je wtedy kiedy się tak śmiałaś, proszę nie gniewaj się za nie, ale wyglądasz na nim tak naturalnie i ładnie się uśmiechasz. Proszę, oszczędź mi życia przy następnym spotkaniu;) "
Na tego SMS-a nie odpisałam, nie wiedziałam jak. Nie gniewam się że ma moje zdjęcie, za niedługo o mnie zapomni i je usunie. Wstałam z łóżka i poszłam wziąć prysznic i się przebrać,w sumie i tak nigdzie nie wychodziłam, więc po domu mogłam chodzić w piżamie.
Kładąc się stwierdziłam, że ten tydzień był dla mnie naprawdę wyjątkowy. Może i nawet trochę błędów popełniłam, ale było spoko. Cieszy mnie fakt, nareszcie znalazłam osoby, z którymi mogę spędzać dużo czasu, a im wcale to nie przeszkadza.
-Niegrzecznie, kazałyście nam czekać - Wojtek wymienił z Łukaszem dziwne spojrzenia, ja i Cher też, mój wzrok wędrował między całą trójką. Nagle wybuchnęli śmiechem, a mi kamień spadł z serca, przez chwilę myślałam, że rzeczywiście się gniewają. Łukasz odezwał się pierwszy.
-To na co macie ochotę?
-Ja chyba zrezygnuję z lodów,wolałabym jakieś gorącej czekolady,jeśli to nie jest problem. A ty Cher?
-Tak, ja też - W tej chwili podeszła kelnerka.
-Mogę przyjąć zamówienie?
-Tak. Dla pań dwie gorące czekolady - Popatrzyłam na Wojtka trochę zdziwiona.
-To wszystko?
-Dla mnie szarlotkę - Uśmiechnął się wesoło Łukasz.
-To dwie gorące czekolady i dwie szarlotki.
Kiedy kelnerka odeszła od stolika zapadła niezręczna cisza, całe szczęście Cher ją przerwała.
-Wczorajszy mecz był niesamowity.
-Tak,zgadzam się. Wiesz Natalia? - Spojrzałam pytająco na Łukasza - Jesteś pierwszą dziewczyną, która strzeliła Wojtkowi bramkę i chyba jedną, która zrobiła to aż dwa razy-Nie mogłam się powstrzymać i musiałam się uśmiechnąć. Popatrzyłam na Wojtka, on też na mnie patrzył i też się uśmiechał.
-Szczęsny chyba powinieneś potrenować - Po moim komentarzu wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem - A jeśli już jesteśmy w temacie Wojciecha Szczęsnego, skąd masz mój numer?-Wojtek i Cher wymienili spojrzenia,czyli wszystko było już jasne.
-Cher...
-To nie jej wina, ja ją prosiłem o to by mi go dała - Skruszona mina Wojtka nie do opisania, wyglądał przy tym tak słodko...o nie!!! Znowu zaczynam. Natalia, ogarnij się!
-Nie gniewam się,ale wolałabym żebyś się mnie pytał. Z resztą nie ważne, nic się takiego nie stało - Uśmiechnęłam się, Wojtek też, Cher się rozluźniła, a Łukasz był zajęty jedzeniem swojej szarlotki, nawet nie zauważyłam kiedy kelnerka podała nam zamówienie. Nagle zaczęłam się śmiać, wszyscy się na mnie popatrzyli, włącznie z Łukaszem, który się zapytał.
-Co cie tak śmieszy? - A ja dalej śmiałam i jednocześnie płakałam jak głupia.
-To może pójdziemy się przewietrzyć - Wojtek wstał i podał mi rękę, a ja dalej się śmiałam, wyszliśmy na zewnątrz, dalej nie przestawałam się śmiać, a Wojtek tylko patrzył na mnie z malutkim uśmieszkiem. Kiedy dotarło do mnie przed kim się tak wydurniam, nagle spoważniałam i zrobiło mi się trochę wstyd.
-Przepraszam, nie wiem co mi się stało - Opuściłam głowę i żałowałam mojego napadu śmiechu.
-Nie szkodzi, ładnie ci z uśmiechem na twarzy, jeszcze nie widziałem żebyś się nie uśmiechała. Ale może zdradzisz mi co cię tak rozbawiło?
-No... kiedy rozmawialiśmy o tym numerze telefonu, to wszyscy byli w temacie oprócz Łukasz, który pożerał swoją szarlotkę. To jakoś po prostu tak wyszło, a kiedy oderwał się od jedzenia i spojrzał na mnie taki zdziwiony, to już w ogóle nie mogłam przestać. Przepraszam, wiem że to było głupie.
-Naprawdę nie masz za co przepraszać, Łukasz tak czasem ma, że jest nie obecny w rozmowie i gdybym go tak dobrze nie znał, pewnie też bym się tak śmiał. Poczekaj, rozmazałaś się trochę - Kiedy jego ciepłe dłonie dotknęły mojego policzka przeszedł mnie dreszcz, popatrzyłam w jego oczy...ale niestety stchórzyłam.
-Chyba powinniśmy wracać.
-Tak, chodźmy już.
Usiedliśmy na swoich miejscach. Łukasz i Cher byli skupieni na rozmowie, po chwili dołączył się Wojtek, a ja nie mogłam się skupić, cały czas myślałam o tych jego brązowych oczach ,coś mnie w nich pociągało, nie wiem czemu. Nagle ręka Cher znalazła się przed moją twarzą.
-Hej. Natalia coś ci jest, źle się czujesz? - Nie wiedziałam co odpowiedzieć, w sumie to i tak teraz nie mogę na niczym skupić mojej uwagi, więc postanowiłam trochę skłamać.
-Trochę źle się czuje, głowa mnie boli.
-To my się już będziemy zbierać - Cher wstała i zaczęła ubierać kurtkę, zrobiłam to samo - A ty w ogóle dasz radę prowadzić?
-Tak, poradzę sobie. To do zobaczenia - Pożegnałyśmy się z chłopakami i poszłyśmy do auta. Cher jeszcze kilka razy pytała jak się czuje i czy mi się nie kręci w głowie, zawsze odpowiadałam, że nic mi nie będzie. Odwiozłam ją do domu i pojechałam do siebie. Słyszałam jak w salonie jest włączony telewizor, krzyknęłam tylko że już wróciłam i poszłam do swojego pokoju. Było jeszcze wcześnie, na pójście spać, włączyłam sobie muzykę i położyłam się na łóżku rozmyślając ile błędów zrobiłam jednego dnia. Dostałam SMS-a, myślałam że od Cher, która po raz setny spyta jak się czuję, ale nie...to było od Wojtka.
"Hej,mam nadzieję że czujesz się dobrze. A może ja coś powiedziałem,albo zrobiłem"
"Już mi lepiej,po prostu źle się poczułam."
"Na pewno? A może chodziło o to że się we mnie zakochałaś i nie mogłaś oderwać ode mnie oczu? :P"
"Szczęsny? Czy ty czasem nie mierzysz za wysoko? ;) "
"Nie straciłaś poczucia humoru, czyli nie jest z tobą jeszcze tak źle, swoją drogą...mam twoje zdjęcie, zrobiłem ci je wtedy kiedy się tak śmiałaś, proszę nie gniewaj się za nie, ale wyglądasz na nim tak naturalnie i ładnie się uśmiechasz. Proszę, oszczędź mi życia przy następnym spotkaniu;) "
Na tego SMS-a nie odpisałam, nie wiedziałam jak. Nie gniewam się że ma moje zdjęcie, za niedługo o mnie zapomni i je usunie. Wstałam z łóżka i poszłam wziąć prysznic i się przebrać,w sumie i tak nigdzie nie wychodziłam, więc po domu mogłam chodzić w piżamie.
Kładąc się stwierdziłam, że ten tydzień był dla mnie naprawdę wyjątkowy. Może i nawet trochę błędów popełniłam, ale było spoko. Cieszy mnie fakt, nareszcie znalazłam osoby, z którymi mogę spędzać dużo czasu, a im wcale to nie przeszkadza.
wtorek, 8 stycznia 2013
Rozdział 4
Razem z dziewczynami poszłyśmy do szatni się przebrać, uśmiech nie schodził mi z twarzy, dziewczynom także.
-No, dziewczyny to był bardzo dobry mecz, biorąc pod uwagę, że graliśmy z bardzo dobrym klubem chłopaków - Nicola była taka szczęśliwa że skakała po całej szatni śmiejąc się i mówiąc, że jesteśmy najlepsze.
-Nicola, wszystkie się bardzo cieszymy, ale proszę uspokój się - Nagle zaczęłam się śmiać.-Ej dobra cofam te słowa, możesz skakać dalej.-Wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem.-Dobra dziewczynki, brat ma po mnie przyjechać, więc ja się już zbieram.-Uściskałam każdą dziewczynę z drużyny, szczególnie Cher, ona jest mi najbliższa.-Hej, Cher jak się czujesz? Pamiętaj że mieliśmy zakład.-Te słowa wyszeptałam jej do ucha. Ona się tylko uśmiechnęła.
-Powoli przestaje boleć.
-Dobra,teraz już naprawdę muszę spadać.
Wyszłam z ośrodka,usłyszałam jak ktoś mnie wołał,obróciłam się i moim oczom ukazał się Wojtek.
-No co tam Szczęsny?
-Widzę że humorek dopisuje. Dobrze wam poszło. Przyznam że rzeczywiście was nie doceniałem. Powiem ci w tajemnicy, że piękną bramkę mi strzeliłaś - Puścił mi oko, swoją droga ma piękne oczy... Znowu mam takie myśli! Natalia! Przestań! Kątem oka zauważyłam, że mój brat już po mnie przyjechał.
-Wiesz, fajnie się gada, ale już muszę iść. A i jeśli chodzi o nasz zakład to... wy nam stawiacie lody.-Tym razem to ja puściłam mu oko i zostawiłam go samego przed ośrodkiem.
Weszłam do samochodu brata. Ciągle na mnie zerkał i w końcu odezwał się pierwszy.
-Siostra,co ty brałaś? - Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem - No ciągle się śmiejesz, powiesz mi jak poszedł mecz?
-No wiesz...Było 2-2.
-Żartujesz tak?
-Braciszku,w takich sprawach ja nigdy nie żartuje.
-Dobrze, następne pytanie. Kim był ten facet z którym gadałaś przed ośrodkiem.-Mój brat to się chyba dzisiaj w detektywa bawi.
-To nie był jakiś tam facet to był sam Wojciech Szczęsny.
-Przepraszam, ale teraz to chyba coś ci się pomieszało. -Popatrzyłam na niego i obróciłam się w stronę okna.-Dobrze, dobrze wierze ci. A ty trafiłaś jakąś bramkę?
-Tak, dwie.
-Czyli strzeliłaś Szczęsnemu dwie bramki? Siostra, ty na prawdę jesteś niesamowita.
-Wiem - Uśmiechnęłam się do niego. - O już jesteśmy pod domem.
Wysiadłam z samochodu i od razu poszłam pod prysznic i się położyć. Byłam padnięta i bardzo szczęśliwa. Zasnęłam od razu.
Kiedy rano się obudziłam i chciałam sprawdzić godzinę, czekał na mnie SMS, najpierw myślałam, że to któraś dziewczyna z klubu, jednak nie. Był to nieznany numer.
"Jeśli chodzi o te lody to spotkajmy się o 16:00 w tej kawiarni.:)
Szczęsny"
No tak, przecież był zakład. Wysłałam Cher SMS-a żeby o 15:30 była gotowa. Odpisała od razu. Całe szczęście, że nie mamy dziś treningu. Postanowiłam, że odwiedzę brata, przecież nie mam do niego aż tak daleko. Kiedy weszłam do pokoju, jeszcze słodko spał, skoro on mnie budzi rano to czemu ja nie mogę? Po cichu podeszłam do okna i odsłoniłam zasłony, puściłam radio i ściągnęłam z niego kołdrę.
-Oszalałaś, zasłoń okno,wyłącz muzykę i oddaj mi kołdrę.
-Również dzień dobry. Wystawiłam mu język - Chodźmy na śniadanie, dzisiaj mama w domu, więc pewnie nie będzie dzisiaj jajecznicy.
-Dobra, dobra już wstaję - Cel osiągnięty. Wyszłam z pokoju brata w wspaniałym nastroju.
Miałam rację. Kiedy byłam już w kuchni zobaczyłam mamę.
- Słyszałam, że ci dobrze poszło.
-Nawet nie wiesz jak bardzo - wyszczerzyłam się do mamy i zapytałam: - Co będzie na śniadanie?
-Zrobię trochę kanapek. Mam nadzieję, że wam będzie smakowało.
- Pomogę ci - raz na jakiś czas nie śpieszę się kiedy jestem w kuchni, więc postanowiłam pomóc mamie w przygotowaniu śniadania.
Po chwili przyszedł Mateusz.
- Wreszcie - zaśmiałam się.
Kiedy wróciłam do pokoju, zegarek jeszcze nie wskazywał godziny 12:00. Tym razem też nie wiedziałam, co mam robić. Pokój posprzątany, brat już wstał, nie mogę sobie znaleźć zajęcia. Położyłam się na łóżku i zamknęłam na chwilę oczy. Nie mogłam doczekać się spotkania. Za oknem padał deszcz. Znowu zeszłam na dół, tym razem do salonu, siedział w nim tylko mój brat i oglądał coś w telewizji. Okazało się, że to był jakiś mecz. Przysiadłam się do niego i razem oglądaliśmy, ale jakoś nie rozmawialiśmy. Zadzwonił do niego telefon i szybko wyszedł z domu, nawet się nie pożegnał. No i znowu zostałam sama. Miałam jeszcze dużo czasu, zadzwoniłam do Cher i zaproponowałam jej wypad na zakupy,a ona zgodziła się bez dłuższego namawiania. Przyjechałam po nią pod dom i pojechałyśmy razem do galerii.
-Potrzebujesz coś konkretnego czy coś na konkretną okazję?-zapytała Cher widząc, że wchodzę do przymierzalni z dużą ilością ciuchów.
-W sumie to trochę tak i trochę nie.-Uśmiechnęłam się do niej i poszłam się przebrać. Spośród wielu ciuchów kupiłam sobie wytarte spodnie i koszule w kratę. Cher też kupiła sobie spodnie i bluzkę z pingwinkiem, jest naprawdę słodki.
-Natka, jest dopiero 13:30, mamy jeszcze dużo czasu, wróćmy do domu i przebierzmy się a ty później po mnie przyjedziesz,ok?
-Jasne, czemu nie? Dobra, to chodźmy do auta - całą drogę do domu przegadałyśmy, szczególnie jeśli chodzi o temat dzisiejszego spotkania. Podwiozłam Cher do domu i pojechałam do siebie. Poszłam do łazienki i włożyłam nowe ciuchy, zrobiłam makijaż -oczywiście lekki i wyprostowałam moje lekko kręcone włosy. Kiedy byłam gotowa, od razu wyszłam z domu i pojechałam po Cher. W samochodzie jeszcze raz przerabiałyśmy ten sam temat co wcześniej. Cher spojrzała na zegarek i zaczęła panikować.
-Już jest 16:08, spóźniamy się, a co jeśli my tam będziemy a ich nie? Proszę, możesz trochę szybciej?
-Cher, nie panikuj, poczekają i nie pośpieszaj mnie,za chwilę będziemy.
-Jak ty możesz być taka spokojna? Dopiero co ich poznałaś, a ja znam ich dużej a jednak panikuje. Powiedz co z tobą?
-Nie wiem,dobra... jesteśmy na miejscu.
-Nareszcie.
-No, dziewczyny to był bardzo dobry mecz, biorąc pod uwagę, że graliśmy z bardzo dobrym klubem chłopaków - Nicola była taka szczęśliwa że skakała po całej szatni śmiejąc się i mówiąc, że jesteśmy najlepsze.
-Nicola, wszystkie się bardzo cieszymy, ale proszę uspokój się - Nagle zaczęłam się śmiać.-Ej dobra cofam te słowa, możesz skakać dalej.-Wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem.-Dobra dziewczynki, brat ma po mnie przyjechać, więc ja się już zbieram.-Uściskałam każdą dziewczynę z drużyny, szczególnie Cher, ona jest mi najbliższa.-Hej, Cher jak się czujesz? Pamiętaj że mieliśmy zakład.-Te słowa wyszeptałam jej do ucha. Ona się tylko uśmiechnęła.
-Powoli przestaje boleć.
-Dobra,teraz już naprawdę muszę spadać.
Wyszłam z ośrodka,usłyszałam jak ktoś mnie wołał,obróciłam się i moim oczom ukazał się Wojtek.
-No co tam Szczęsny?
-Widzę że humorek dopisuje. Dobrze wam poszło. Przyznam że rzeczywiście was nie doceniałem. Powiem ci w tajemnicy, że piękną bramkę mi strzeliłaś - Puścił mi oko, swoją droga ma piękne oczy... Znowu mam takie myśli! Natalia! Przestań! Kątem oka zauważyłam, że mój brat już po mnie przyjechał.
-Wiesz, fajnie się gada, ale już muszę iść. A i jeśli chodzi o nasz zakład to... wy nam stawiacie lody.-Tym razem to ja puściłam mu oko i zostawiłam go samego przed ośrodkiem.
Weszłam do samochodu brata. Ciągle na mnie zerkał i w końcu odezwał się pierwszy.
-Siostra,co ty brałaś? - Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem - No ciągle się śmiejesz, powiesz mi jak poszedł mecz?
-No wiesz...Było 2-2.
-Żartujesz tak?
-Braciszku,w takich sprawach ja nigdy nie żartuje.
-Dobrze, następne pytanie. Kim był ten facet z którym gadałaś przed ośrodkiem.-Mój brat to się chyba dzisiaj w detektywa bawi.
-To nie był jakiś tam facet to był sam Wojciech Szczęsny.
-Przepraszam, ale teraz to chyba coś ci się pomieszało. -Popatrzyłam na niego i obróciłam się w stronę okna.-Dobrze, dobrze wierze ci. A ty trafiłaś jakąś bramkę?
-Tak, dwie.
-Czyli strzeliłaś Szczęsnemu dwie bramki? Siostra, ty na prawdę jesteś niesamowita.
-Wiem - Uśmiechnęłam się do niego. - O już jesteśmy pod domem.
Wysiadłam z samochodu i od razu poszłam pod prysznic i się położyć. Byłam padnięta i bardzo szczęśliwa. Zasnęłam od razu.
Kiedy rano się obudziłam i chciałam sprawdzić godzinę, czekał na mnie SMS, najpierw myślałam, że to któraś dziewczyna z klubu, jednak nie. Był to nieznany numer.
"Jeśli chodzi o te lody to spotkajmy się o 16:00 w tej kawiarni.:)
Szczęsny"
No tak, przecież był zakład. Wysłałam Cher SMS-a żeby o 15:30 była gotowa. Odpisała od razu. Całe szczęście, że nie mamy dziś treningu. Postanowiłam, że odwiedzę brata, przecież nie mam do niego aż tak daleko. Kiedy weszłam do pokoju, jeszcze słodko spał, skoro on mnie budzi rano to czemu ja nie mogę? Po cichu podeszłam do okna i odsłoniłam zasłony, puściłam radio i ściągnęłam z niego kołdrę.
-Oszalałaś, zasłoń okno,wyłącz muzykę i oddaj mi kołdrę.
-Również dzień dobry. Wystawiłam mu język - Chodźmy na śniadanie, dzisiaj mama w domu, więc pewnie nie będzie dzisiaj jajecznicy.
-Dobra, dobra już wstaję - Cel osiągnięty. Wyszłam z pokoju brata w wspaniałym nastroju.
Miałam rację. Kiedy byłam już w kuchni zobaczyłam mamę.
- Słyszałam, że ci dobrze poszło.
-Nawet nie wiesz jak bardzo - wyszczerzyłam się do mamy i zapytałam: - Co będzie na śniadanie?
-Zrobię trochę kanapek. Mam nadzieję, że wam będzie smakowało.
- Pomogę ci - raz na jakiś czas nie śpieszę się kiedy jestem w kuchni, więc postanowiłam pomóc mamie w przygotowaniu śniadania.
Po chwili przyszedł Mateusz.
- Wreszcie - zaśmiałam się.
Kiedy wróciłam do pokoju, zegarek jeszcze nie wskazywał godziny 12:00. Tym razem też nie wiedziałam, co mam robić. Pokój posprzątany, brat już wstał, nie mogę sobie znaleźć zajęcia. Położyłam się na łóżku i zamknęłam na chwilę oczy. Nie mogłam doczekać się spotkania. Za oknem padał deszcz. Znowu zeszłam na dół, tym razem do salonu, siedział w nim tylko mój brat i oglądał coś w telewizji. Okazało się, że to był jakiś mecz. Przysiadłam się do niego i razem oglądaliśmy, ale jakoś nie rozmawialiśmy. Zadzwonił do niego telefon i szybko wyszedł z domu, nawet się nie pożegnał. No i znowu zostałam sama. Miałam jeszcze dużo czasu, zadzwoniłam do Cher i zaproponowałam jej wypad na zakupy,a ona zgodziła się bez dłuższego namawiania. Przyjechałam po nią pod dom i pojechałyśmy razem do galerii.
-Potrzebujesz coś konkretnego czy coś na konkretną okazję?-zapytała Cher widząc, że wchodzę do przymierzalni z dużą ilością ciuchów.
-W sumie to trochę tak i trochę nie.-Uśmiechnęłam się do niej i poszłam się przebrać. Spośród wielu ciuchów kupiłam sobie wytarte spodnie i koszule w kratę. Cher też kupiła sobie spodnie i bluzkę z pingwinkiem, jest naprawdę słodki.
-Natka, jest dopiero 13:30, mamy jeszcze dużo czasu, wróćmy do domu i przebierzmy się a ty później po mnie przyjedziesz,ok?
-Jasne, czemu nie? Dobra, to chodźmy do auta - całą drogę do domu przegadałyśmy, szczególnie jeśli chodzi o temat dzisiejszego spotkania. Podwiozłam Cher do domu i pojechałam do siebie. Poszłam do łazienki i włożyłam nowe ciuchy, zrobiłam makijaż -oczywiście lekki i wyprostowałam moje lekko kręcone włosy. Kiedy byłam gotowa, od razu wyszłam z domu i pojechałam po Cher. W samochodzie jeszcze raz przerabiałyśmy ten sam temat co wcześniej. Cher spojrzała na zegarek i zaczęła panikować.
-Już jest 16:08, spóźniamy się, a co jeśli my tam będziemy a ich nie? Proszę, możesz trochę szybciej?
-Cher, nie panikuj, poczekają i nie pośpieszaj mnie,za chwilę będziemy.
-Jak ty możesz być taka spokojna? Dopiero co ich poznałaś, a ja znam ich dużej a jednak panikuje. Powiedz co z tobą?
-Nie wiem,dobra... jesteśmy na miejscu.
-Nareszcie.
poniedziałek, 7 stycznia 2013
Rozdział 3
Następnego dnia...
Wstałam o godzinie 9:30. Nie mogłam doczekać się meczu, który mieliśmy rozegrać o 16:00. Ubrałam się i zeszłam na śniadanie. W kuchni nikogo nie było, brat pewnie spał, a rodzice byli w pracy. Pomyślałam, że zrobię Mateuszowi śniadanie, może zgodzi się podwieźć mnie na mecz. Nie jestem najlepszą kucharką, moje zdolności ograniczają się do zrobienia jajecznicy. Jak kończyłam robić śniadanie, brat już zszedł na dół.
-Siostra,co chcesz? Niecodziennie robisz mi śniadanie, więc o co chodzi?
-Ale ty jesteś podejrzliwy. Chodź siadaj i jedz. Wiesz...w sumie to mam do ciebie pewną sprawę. Podwieziesz mnie dziś na Emirates Stadium na mecz towarzyski? Proszę, zgodzisz się?
-Hmm,za takie śniadanie nie mogę ci odmówić. Pewnie że mogę cie podwieść.
-Jesteś najlepszym bratem na świecie.
-Wiem -Wstał pocałował mnie w czoło i odłożył talerze do zlewu. W progu obrócił się jeszcze -Na którą masz tam być?
-Na 15:30 bo o 16:00 jest mecz, jeśli będziesz chciał to możesz zostać i popatrzyć.
-Nie, dzięki, muszę jeszcze coś załatwić na mieście. -Zniknął za rogiem a ja dokończyłam śniadanie i pozmywałam naczynia.
Wróciłam do pokoju i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Puściłam na głośno radio, zaczęłam tańczyć i sprzątać pokój. Kiedy jakąś piosenkę znałam lepiej, to nawet śpiewałam . Po około godzinie skończyłam sprzątać i poszłam wziąć prysznic. Potem przebrałam się. Wyjęłam z szafy moją sportową torbę i spakowałam potrzebne rzeczy. Do mojego pokoju wszedł Mateusz.
-Możemy już jechać?
-Tak, jestem już gotowa.
Byłam bardzo tym podekscytowana, chociaż jadąc z moim bratem nie wyrażałam za bardzo swojego zachwytu. Jedynie wymieniliśmy kilka słów, kiedy już wychodziłam z auta.
- Powodzenia.
-Dzięki.
-Przyjechać potem po ciebie?
-Tak, bądź tu o 18:00. Muszę lecieć, pa!
-Pa!
Po tej wymianie słów nie minęła nawet minuta, a już byłam w szatni. Kiedy byłyśmy już przebrane i gotowe, jedna koleżanka o imieniu Nicole zaczęła mówić:
-Gotowe?
-Oczywiście - wykrzyknęłyśmy jednocześnie, a kiedy staliśmy przed wyjściem na murawę z drużyną Arsenalu odezwał się do nas Wojtek:
- Nie zapomniałyście o zakładzie? - zapytał z uśmieszkiem na twarzy, a ja na to zaśmiałam się i odpowiedziałam:
-Oczywiście, że nie! Zobaczysz, będziesz zdziwiony - przybiłam w tym samym momencie piątkę z Cher i znów się zaśmiałam. Na twarzy Wojtka także był uśmiech i dodał:
- Zobaczymy, zobaczymy... Nie byłbym tego taki pewien.
Zamiast słuchać Wojtka przyglądałam się jego twarzy. Lubię jak on się uśmiecha... yyy, o mój boże, co ja sobie myślę! Na mojej minie wylądowało zdziwienie i postanowiłam skupić się na tym, co się zaraz wydarzy. Moją minę oczywiście musiał zauważyć Wojtek. Zapytał tylko:
-Co się stało?
-Nie, nic się nie stało.
Po tym co powiedziałam wyszliśmy wszyscy na murawę. Nie mogłam uwierzyć dalej, że gramy z Arsenalem Londyn.
Wstałam o godzinie 9:30. Nie mogłam doczekać się meczu, który mieliśmy rozegrać o 16:00. Ubrałam się i zeszłam na śniadanie. W kuchni nikogo nie było, brat pewnie spał, a rodzice byli w pracy. Pomyślałam, że zrobię Mateuszowi śniadanie, może zgodzi się podwieźć mnie na mecz. Nie jestem najlepszą kucharką, moje zdolności ograniczają się do zrobienia jajecznicy. Jak kończyłam robić śniadanie, brat już zszedł na dół.
-Siostra,co chcesz? Niecodziennie robisz mi śniadanie, więc o co chodzi?
-Ale ty jesteś podejrzliwy. Chodź siadaj i jedz. Wiesz...w sumie to mam do ciebie pewną sprawę. Podwieziesz mnie dziś na Emirates Stadium na mecz towarzyski? Proszę, zgodzisz się?
-Hmm,za takie śniadanie nie mogę ci odmówić. Pewnie że mogę cie podwieść.
-Jesteś najlepszym bratem na świecie.
-Wiem -Wstał pocałował mnie w czoło i odłożył talerze do zlewu. W progu obrócił się jeszcze -Na którą masz tam być?
-Na 15:30 bo o 16:00 jest mecz, jeśli będziesz chciał to możesz zostać i popatrzyć.
-Nie, dzięki, muszę jeszcze coś załatwić na mieście. -Zniknął za rogiem a ja dokończyłam śniadanie i pozmywałam naczynia.
Wróciłam do pokoju i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Puściłam na głośno radio, zaczęłam tańczyć i sprzątać pokój. Kiedy jakąś piosenkę znałam lepiej, to nawet śpiewałam . Po około godzinie skończyłam sprzątać i poszłam wziąć prysznic. Potem przebrałam się. Wyjęłam z szafy moją sportową torbę i spakowałam potrzebne rzeczy. Do mojego pokoju wszedł Mateusz.
-Możemy już jechać?
-Tak, jestem już gotowa.
Byłam bardzo tym podekscytowana, chociaż jadąc z moim bratem nie wyrażałam za bardzo swojego zachwytu. Jedynie wymieniliśmy kilka słów, kiedy już wychodziłam z auta.
- Powodzenia.
-Dzięki.
-Przyjechać potem po ciebie?
-Tak, bądź tu o 18:00. Muszę lecieć, pa!
-Pa!
Po tej wymianie słów nie minęła nawet minuta, a już byłam w szatni. Kiedy byłyśmy już przebrane i gotowe, jedna koleżanka o imieniu Nicole zaczęła mówić:
-Gotowe?
-Oczywiście - wykrzyknęłyśmy jednocześnie, a kiedy staliśmy przed wyjściem na murawę z drużyną Arsenalu odezwał się do nas Wojtek:
- Nie zapomniałyście o zakładzie? - zapytał z uśmieszkiem na twarzy, a ja na to zaśmiałam się i odpowiedziałam:
-Oczywiście, że nie! Zobaczysz, będziesz zdziwiony - przybiłam w tym samym momencie piątkę z Cher i znów się zaśmiałam. Na twarzy Wojtka także był uśmiech i dodał:
- Zobaczymy, zobaczymy... Nie byłbym tego taki pewien.
Zamiast słuchać Wojtka przyglądałam się jego twarzy. Lubię jak on się uśmiecha... yyy, o mój boże, co ja sobie myślę! Na mojej minie wylądowało zdziwienie i postanowiłam skupić się na tym, co się zaraz wydarzy. Moją minę oczywiście musiał zauważyć Wojtek. Zapytał tylko:
-Co się stało?
-Nie, nic się nie stało.
Po tym co powiedziałam wyszliśmy wszyscy na murawę. Nie mogłam uwierzyć dalej, że gramy z Arsenalem Londyn.
*********************
Kiedy rozbrzmiał dźwięk gwizdka sędziego, rozpoczął się mecz. Przez pierwsze 20 minut nic się nie działo. W końcu mając koło nóg piłkę zaczęłam pędzić z nią jak tylko mogłam. Wiedziałam, że z męską drużyną piłkarską nie będzie łatwo, ale i tak nie poddawałam się. Dawałam się z siebie wszystko. Pędząc tak, dogonił mnie Kieran Gibbs i próbował mi odebrać piłkę, ale ja postanowiłam podać piłkę Angelinie. Część piłkarzy Arsenalu było blisko jej, ja się trochę oddaliłam, ale zbliżyłam się do bramki. W końcu idealnym podaniem do mnie, piłka była pod moimi nogami i bez problemu kopnęłam mocno w piłkę, która wpadła do bramki. Szczęsny był bez szans.
Nie wiedziałam co się dzieje, całą moją drużyną ogarnęło radość, a jak spojrzałam raz na naszych kibiców,to nazwałabym to totalnym szaleństwem. Ta radość trwała jakby długo, ale tak naprawdę krótko. Niedługo po tej bramce zakończyła się pierwsza połowa. Nie było doliczanego czasu.
Tym razem Arsenal rozpoczął drugą połowę. Niecałe dziesięć minut później po długim podawaniu sobie nawzajem piłki między jednym piłkarzem, a drugim piłkarzem drużyny przeciwnej ze swojej połowy przemieścili się na naszą. Pędzili nie wiadomo jak szybko. Podejrzewałam, że nawet szybciej niż ja, przy naszej pierwszej bramce. Po chwili futbolówka trafiła do Theo Walcotta, on szybko poszybował pod nasze pole karne. Z pewnością siebie oddał doskonały strzał. Stojąca na bramce Lea nie miała szans. W tym samym czasie na Emirates Stadium rozbrzmiewał się potężny, radosny krzyk piłkarzy Arsenalu jak i ich kibiców.
Pomyślałam, że musimy się w końcu wziąć w garść. Jakoś ta druga połowa nie zaczęła się dla nas dobrze...
Niestety, była już 80 minuta i nie udało nam się strzelić jeszcze jednej bramki. Nie chciałam się poddawać, ale było naprawdę trudno. Z coraz każdą minutą napięcie rosło, bo już dużo razy Arsenal atakował naszą drużynę. Naszą deską ratunku była Lea(ta na bramce). Gdyby nie jej refleks i dobre umiejętności, to byśmy już na pewno przegrywały. W 85 minucie jeden z Kanonierów, Lukas Podolski, ruszył na naszą bramkę. Ja i wiele moich koleżanek za późno się ocknęłyśmy, by ruszyć na pomoc Lee. Jedynie Cher zdążyła dobiec do niego, ale w sprytny sposób nie dał się pokonać Cher i został sam na sam z Leą. Ona zaś nie dała rady tego obronić.
Kolejny raz na Emirates Stadium słychać było potężny ryk kibiców Arsenalu. Co ja sobie wtedy pomyślałam. 85 minuta, a my przegrywamy z Kanonierami 1:2!!! Starałam się do końca meczu podążać za piłką, ale to nic nie dawało. Arsenal nie chciał jej oddawać za wszelką cenę. Na całe szczęście, przez jedno złe zagranie piłkarza Arsenalu, nasze nadzieje na zdobycie bramki wróciły. Z tą piłką pędziła Cher, jednak w pewnej chwili obrońca Arsenalu Londyn, chciał jej przeszkodzić. Niestety zakończyło się to faulem, ale jak podeszłam bliżej okazało się, że Cher wyje z bólu. Doznała kontuzji i musiała zejść z boiska. Piłkarz, który ją faulował, czyli Gibbs, dostał czerwoną kartkę. Sędzia podyktował dla nas rzut karny i to ja miałam stanąć sam na sam z bramkarzem, Wojtkiem Szczęsnym. Dziwnie się czułam, bo jeszcze niedawno z nim gadałam, a teraz muszę stanąć na przeciwko niego i spróbować strzelić bramkę. No cóż... Wzięłam potężny oddech i po usłyszeniu gwizdka wpakowałam piłkę do siatki.
Cały Emirates Stadium oszalał!
Jedni się cieszyli moją kolejną bramką, a drudzy myśleli, czemu wynik 1:2 nie mógłby zostać do końca meczu. Nie ogarniałam co się dzieje na murawie. My cieszyłyśmy się tak, jakbyśmy coś brały, a miny Kanonierów nie była za bardzo wesołe...
Jakieś pół minuty po naszej radości ze zdobytej drugiej bramki zakończył się mecz. Był on naprawdę niesamowity.
Subskrybuj:
Posty (Atom)