piątek, 8 marca 2013

Rozdział 18

Nie ogarniam tego co się ze mną dzieje, po wyprowadzce Mateusza życie straciło dla mnie jakikolwiek sens. No dobra... bez przesady, ale naprawdę każdy dzień jaki minął ostatnio był taki jak sam jak poprzedni, a nawet jeszcze gorszy. Tak jest też dziś, straciłam formę. Nie mogę się codziennie doczekać, aż trening się skończy i będę mogła wreszcie wrócić do domu. Na pogadanie z kimś nie mogę liczyć, bo moja wspaniała kumpela dalej obrażona, a z Wojtkiem nie widziałam sie już tydzień, w sumie z jednej strony że ma mało czasu, a z drugiej to ja jestem leniwa. 
Do mojego pokoju zapukała mama: 

-Natka, weź coś ze sobą zrób, nie jesteś sobą odkąd wyjechać Mateusz. 

-Nie wypowiadaj jego imienia, a tym bardziej jego dziewczyny. 

-Posłuchaj mnie! Wyjdź się przejdź gdzieś. Nie marnuj dnia.. -czekała aż coś powiem, ale nie doczekała się. -Jak chcesz, ja jadę za chwilę na zakupy, kupić coś do jedzenia. Możesz się ze mną przejechać -wyszła z pokoju, a ja zastanawiałam się dalej co ze sobą zrobić, ale mama miała chyba rację, nie mogę tak bezczynnie siedzieć!

******************
-Idź i poszukaj makaronu. Zrobię dzisiaj na obiad spaghetti -zawiadomiła mama z uśmiechem, a mi jakoś nie było do uśmiechu. 

Krążyłam po sklepie i krążyłam zapominając, że miałam znaleźć makaron. Natknęłam się na Wojtka i Łukasza. Lepszego przywitania nigdy nie zrobiłam Wojtkowi. 
-Jak widać na dziewczynę nie masz czasu... -mówiąc to przewinęłam oczami.

-Co z tobą jest? Od tygodnia próbuję cię wyciągnąć z domu, ale to na nic. Dzisiaj musisz coś zrobić ciekawego poza domem. 

-Znów szarlotka? Znów mecz Arsenalu?... -Wojtek jak i nawet Łukasz popatrzyli się na mnie. Z tego co widzę, byli zszokowani moim zachowaniem. -Chcę mieć jakiś cel w życiu!

-Będziesz mieć, jeśli nie będziesz ciągle myślała o swoim bra... 

-NIEEE! -przerwałam swojemu chłopakowi, ale tak głośno, że kilka osób przechodzących koło mnie popatrzyło się ze zdziwieniem w moją stronę. 

-Jutro jadę z tobą na mecz. Mam nadzieję, że zagrasz tak dobrze, jak wy z nami kiedyś -uśmiechnął się, wyrwał mi z rąk listę zakupów i dodał. -Co my tu mamy... Makaron! 

Powędrował ze mną na drugi koniec sklepu, który znał tak dobrze jak nic innego. Zawsze tu robi zakupy. 
Kiedy znaleźliśmy makaron podziękowałam mu buziakiem. Łukasz był akurat niedaleko nas, zaśmiał się i powiedział: 
-Nie przy ludziach! 

-Bardzo śmieszne -odpowiedziałam.

Idąc tak z Wojtkiem i robiąc razem zakupy poczułam się o wiele lepiej. 

************************
Teraz o wiele lepiej mijały mi dni. Po dzisiejszym treningu miałam powody do radości. Okazało się, że ja z swoją drużyną wyjeżdżamy do Barcelony by rozegrać sparing z jedną z hiszpańskich klubów. Ucieszyło mnie to. Nie dość, że będziemy grać z naprawdę dobrą drużyną, to także zwiedzimy trochę Barcelonę. Chciałabym zobaczyć Camp Nou. Nie jestem jakoś kibicem FC Barcelony, ale jak dla mnie to jeden z najlepszych klubów. Na pytanie czy wolę Real Madryt czy FC Barcelonę nie wybieram żadnej. Ale lubię obie drużyny. 

Przez ostatni czas dużo myślałam o tym wyjeździe. Mam go za tydzień, a jadę tam na 5 dni. Cieszy mnie to, bo nieczęsto zdarzają mi się takie przygody. Reakcja Wojtka na ten wyjazd, była taka jakiej się spodziewałam.

-Nie przeżyję tych dni bez ciebie -patrzył się na mnie błagająco Wojtek, ale nie wiedziałam, czy on to mówi na serio, czy nie. 

-Jak dla mnie będzie to wspaniała przygoda -uśmiechnęłam się, ale on dalej swoje. 

-To będą najgorsze dni w moim życiu! 

-Na serio myślisz, że to zły pomysł?

-Nie trzymaj swojej dziewczyny na siłę Szczęsny, jak musi to niech jedzie... -nagle do mieszkania wszedł Jack Wilshere, co było dla nas dużą niespodzianką. 

-Widzisz? On jest za! -skierowałam słowa do Wojtka, ale on zawsze miał jakieś argumenty. 

-Bo nie jesteś jego dziewczyną! Zrozumiałby, gdyby był na moim miejscu. 

-A mógłbym? -zapytał Jack śmiejąc się razem ze mną, a Wojtek tylko puścił w jego stronę poważne spojrzenie. 

-Nie przejmuj się. Ja też będę za tobą tęsknić, dasz mi szansę na wyjazd? -zapytałam Wojtka, myśląc że to jest wszystko na serio.

-Żartuję! -mój chłopak dostał wraz z Jackiem głupawki, a mi się dziwnie zrobiło, ale w zamian za to wszystko dałam mu całusa. -Ale już na serio mówię, 5 dni to zbyt wiele. 

-Nie martw się o mnie, jestem dorosła. 

-Dla mnie i tak jesteś dzieckiem. 

Za to oberwał już ode mnie poduszką. Przez pewien czas graliśmy w Fifę, a później wyszliśmy z mieszkania Wojtka.Wyszliśmy na miasto i wydaje mi się, że nigdy tak bardzo się nie uśmiałam jak dzisiaj. 

********************
 -Zrób jakieś zdjęcia, bądź ostrożna, pisz do mnie codziennie, wiedz że... -długa wypowiedź Wojtka przez troskę o mnie nie miała końca. Wiem, że mnie kocha, ale to już dążyło do małej i coraz większej przesady. 

-Wiem o tym, mówiłeś już to wiele razy -na pożegnanie dałam mu buziaka i odeszłam trzymając w prawej ręce walizkę. 


 

czwartek, 7 marca 2013

Rozdział 17

Nie minęła chwila, a już byłam cała w płatkach śniegu. Dzisiaj ostro sypie, ale jestem szczęśliwa że nie mam tak daleko do domu i że mam auto. Kilka dni temu wróciło z naprawy i jest jak nowe. 

Dzień jak dzień. Od początku roku nic się nie działo, a dziwię się, bo jest już połowa stycznia. Z Wojtkiem po sylwku spotkałam się tylko raz, ale to przez to, że Wojtek ma wiele treningów i ogólnie mówiąc ciężki sezon, więc nie mamy zbyt teraz wiele czasu. Nie zaprzeczam, że tak jest też ze mną. Mam mecze, ale nie tak często jak Wojtek. No cóż... Ale co ja mam się dziwić. Pierwszoligowcy tak mają..

Zdziwiłam się, bo kiedy sobie właśnie o swoim chłopaku myślałam, dostałam od niego sms-a. 

"Odwróć się!"

Zrobiłam to co mi kazał, stał za mną, ale nie był sam, był z Łukaszem.

-No hej, obiecałaś mi szarlotkę.

-Łukasz, tak dawno się nie widzieliśmy -przytuliłam go, w końcu się przyjaźnimy. -No to co? Idziemy na szarlotkę.
-A ze mną się nie przywitasz? -przytuliłam mocno Wojtka i pocałowałam. Ruszyliśmy w stronę naszej ulubionej kawiarni. 

Dawno nie spędziłam z chłopakami popołudnia, dzień zaczął się wspaniale ale czy tak się skończy? Otóż kiedy wróciłam do domu w salonie czekała na mnie niespodzianka, niekoniecznie miła. Przed telewizorem razem z moim bratem na kanapie siedziała SANDRA. Rozumiecie? Ta Sandra!

-Co ona tu robi?! Jak ty w ogóle śmiesz tu przychodzić!?  Jak tylko się zjawiasz to rujnujesz komuś życie, najpierw Wojtkowi a później mi.

-Natka, uspokój się -czemu mój brat ją broni?

-Jak ja się mam uspokoić. To przez nią miałam wypadek, gdyby nie ona i te jej kłamstwa ten czas spędzony w szpitalu spędziłabym inaczej. Sandra, czego ty chcesz, co? Chcesz zrujnować moje życie do końca? Czego ty w ogóle chcesz od mojego brata?

-Natalia! Cholera jasna! Uspokój się. Sandra wtedy naprawdę myślała, że jest w ciąży.

-Nie obchodzi mnie co ona wtedy myślała! Wynoś się stąd! Nie chce cie widzieć na oczy. Rozumiesz? -pociągnęłam ją za rękę i wyprowadziłam za drzwi. 

 Brat był wściekły na mnie, a ja na niego. Po cholerę ona tu przyłaziła.

-Możesz mi to wyjaśnić? Co ona robiła w naszym domu?

-Bo ja tak jakby się z nią spotykam.

-Co!!! Czy ciebie pogięło? Nie wiesz jaka ona jest? Co ci odbiło? Co się naglę zmieniło że zaczynasz się z nią spotykać. Myślałam, że jak ją tylko zobaczysz to jej nogi połamiesz za to co mi zrobiła, ale nie! Ty wolisz sobie z nią na kanapie przed telewizorem posiedzieć.

-Nie drzyj się! Nie muszę ci się tłumaczyć! Sandra się zmieniła!

-Tak jasne, prędzej ludzie na księżycu zamieszkają! Ona się nie zmieni. 

Wzięłam kluczyki od mojego samochodu i wyszłam z domu. Pojechałam do Wojtka, może przekonam go żeby on pogadał z Mateuszem.

***************************
-Wiem o tym... -westchnął po tym jak bezustannie próbowałam opisać to co widziałam, moją reakcję i także to, jak się teraz czuję po tym wszystkim, ale kiedy usłyszałam jego odpowiedź na to co mu zdołałam powiedzieć, byłam  w szoku. 

-Jak mogłeś? Czemu mi o tym nie powiedziałeś? Tym bardziej to dotyczy MOJEGO brata! -krzyknęłam ze złości, wydaje mi się, że pierwszy raz krzyknęłam na Wojtka...

-Wiem, że źle zrobiłem, ale Mateusz mnie prosił po tym jak usłyszał, jak bardzo jej nienawidzisz -słysząc to, nie mogłam tego pojąć do wiadomości. Wojtek patrzył się na mnie ciągle błagająco o wybaczenie. Spytałam z innej beczki: 

-Jak oni się w ogóle poznali??? 

-Kiedy byłem zobaczyłem się z nim kiedyś po treningu byliśmy w jakimś barze. Nagle ku mojemu zdziwieniu pojawiła się w barze. Zaczęła się do nas doczepiać. Najpierw błagała, żebym wrócił do niej. Chyba wiesz, co ja na to? Postanowiła się wycofać, ale później okazało się, że bardzo się zagadała się z Mateuszem. Bardzo się rozumieli i polubili się. Ja musiałem w którymś momencie wracać do domu, bo kolejnego dnia miałem rozegrać mecz. 

Ja bez słowa z kamienną twarzą siadłam koło Wojtka i wpadłam w jego ramiona. Nie wiem czy byłam na niego zła, czy nie. Chciałam o tym zapomnieć, chociaż nie mogłam. Między mną, a Wojtkiem była cisza. Ja tylko myślałam co mam robić. 

-Daj sobie spokój z tym, Natalia. To jest sprawa tylko i wyłącznie twojego brata i Sandry, nie mieszaj się w ich sprawy -westchnął, stwierdziłam że ma rację. 

-Obejrzymy jakiś film? -zaproponowałam.

-Z pewnością!

 ******************************
Minęło kilka dni od tego całego zamieszania. Sama nie wiem jak przeprosić brata, wiem że moje zachowanie nie było na miejscu. Uzbierałam chyba w jedno miejsce swoje myśli i twierdzę że teraz mogę go przeprosić. 

Niestety było kompletnie inaczej, zamiast Mateusza ubierającego się do pracy zobaczyłam zobaczyłam na środku jego pokoju walizki. Byłam w szoku. Tego już przeżyć nie mogłam. Moje zdanie było takie, że mogą sobie razem być, ale nie żeby razem mieszkać. Twierdziłam, że tak czy owak długo nie pobędą ze sobą i na tym się skończy, przecież jestem pewna że Sandra jest specjalistką od nieudanych związków. 

-MATEUSZ!? -wołałam brata. Nie odzywał się więc robiłam to po kilka razy. 

-Czego chcesz? -stanął w drzwiach i zobaczyłam mnie - wściekłą, a także swoje walizki. - Ooo... już wiesz, że zamieszkamy razem?... -tryskał radością mówiąc mi, jak piękne będzie jego życie. W nowym mieszkaniu, z dziewczyną swoich marzeń, ale kiedy ja usłyszałam "dziewczyną swoich marzeń" aż mnie mdliło. Nie mogłam się powstrzymać, aby dać mu w łeb. 

-AUUUĆ! 

-Jest tu ci źle? Czemu nam to robisz? Jesteś wspaniałym bratem, nie chcę żebyś jechać gdziekolwiek. Tym bardziej z nią! 

-Dalej jesteś o to taka zła? Jest to moja sprawa z kim będę chodzić, gdzie mieszkam i jak spędzam czas. Mam 24 lata. Nie zabronisz mi wyprowadzać się, a już od dawna o tym marzyłem... Nie, że nie będzie mi cię brakowało siostrzyczko, ale muszę zrobić jakieś zmiany w swoim życiu. 

-Nie poznaję cię! -wyszłam z pokoju by ochłonąć, nawet się z nim nie pożegnałam, nie daruję mu tego na razie... 


poniedziałek, 18 lutego 2013

Rozdział 16

Nagle jakby się urwał film, a jak się obudziłam przede mną siedział Wojtek rozmawiając z Mateuszem cicho, żeby mnie nie obudzić. Jednak zrobiłam to już sama. Kiedy tylko otworzyłam oczy obie twarze obróciły się w moją stronę. 


-Dobrze się czujesz? Wyzdrowiejesz, zobaczysz. Ja z twoim bratem wyleczymy cię i jutro staniesz na nogach zdrowiutka. Przecież musisz przeżyć najlepszy sylwester w życiu -zaczął nawijać Wojtek, tak jak ja nawijałam jak głupia, kiedy spotkałam go ostatnio po świętach. Ja ledwo pojmowałam o co chodzi. Nie miałam siły go przytulić ani nic powiedzieć. Po prostu uśmiechnęłam się, a po nim od razu było widać, że mnie zrozumiał. 

Spędziłam tak cały dzień w domu pod opieką Wojtka i Mateusza. Głównie to oglądaliśmy filmy i gadaliśmy. Nie powiem, że humor i także mój stan zdrowia się polepszył z godziny na godzinę. 

-Sprawię, że to będzie najlepszy sylwester w twoim życiu -powtarzał mi od początku dnia mój chłopak. Średnio wierzę w to, że już jutro wyzdrowieję. 


******************

Czułam się lepiej niż wczoraj. Chłopcy bardzo dobrze się mną zajęli. Nie mogę się doczekać wieczoru. Mam piękną czarną sukienkę z lekkimi falbankami.

 Zeszłam na dół zrobić sobie coś do jedzenia. Nie jestem jedną z tych dziewczyny co potrzebują całego dnia, żeby się przygotować  mi wystarczą dwie godziny przed wyjściem. W kuchni siedział Mateusz i zajadał płatki z mlekiem.

-Nie jesteś trochę za stary na płatki?

-Z płatek się nie wyrasta kochana siostrzyczko.

Otworzyłam lodówkę, w sumie to nic w niej nie znalazła więc poszłam za przykładem brata i też zrobiłam sobie płatki.

-Jak się czujesz?

-Lepiej. Myślę że będzie dobrze.

-Ale pamiętaj, jak tylko źle się poczujesz masz od razu mówić. Jasne?

-Tak mamo.

-Bardzo śmieszne. Jesteś moją malutką siostrzyczką i nie pozwolę żeby ci się coś stało.

-Szkoda że tak nie mówiłeś kiedy byliśmy mali, zawsze oberwałam od ciebie poduszką. Nie śmiej się, tak było.

-To było dawno i nie prawda.

-Może i dawno ale jednak prawda.

Dokończyłam moje śniadanie i wróciłam do pokoju. Miałam sporo czasu. Odpaliłam komputer i weszłam na Facebooka, ostatnio nie miałam czasu z niego korzystać. Dostępnych było tylko kilka osób, pewnie reszta szykuje się na sylwka. O Dominika jest. 

Napisałam do niej. Pisałam z nią dwie godziny, a później ona poszła. Jest dopiero po 13. Co ja mam robić. Włączyłam muzykę i położyłam się na łóżku. Chcę aby ten sylwester był wyjątkowy.
Zasnęłam na dwie godzinki. Kiedy się obudziłam była 15:30. Zeszłam do salonu, nadal miałam za dużo czasu. Tata siedział na kanapie i oglądał film.


-Córuś, czemu ty się nie szykujesz? Z tego co wiem to macie z Mateuszem wyjść, tak?

- Tak tato, ale mam jeszcze dużo czasu.

-Twoja matka od rana siedzi przed lustrem -to by wyjaśniało czemu jej nie widziałam cały dzień.

-A wy dokąd się wybieracie?

-Do znajomych. Całe szczęście, że ty taka nie jesteś i że nie siedzisz godzinami przed lustrem. Kochana córeczka tatusia -pocałował mnie w głowę. -Oglądniesz ze mną film?

-Pewnie.

Film był nudny, ale czas jakoś zleciał. Poszłam do siebie. Wzięłam prysznic i przebrałam się w moją cudną sukienkę. Leżała na mnie idealnie. Zrobiłam lekki makijaż, za mocnym nie przepadam. Podkręciłam moje włosy na lokówce. Do mojego pokoju wszedł Mateusz w garniturze. Wyglądał świetnie.

-Wow, siostra wyglądasz ślicznie.

-No ty też całkiem nieźle.

-Jesteś już gotowa? Bo zaraz Wojtek ma przyjechać.

-Jeszcze chwilkę. Poczekaj na dole.

Wyszedł z pokoju. Skończyłam układać moje włosy i włożyłam czarne szpilki. Zeszłam na dół, czekali na mnie Mateusz i Wojtek. Z salonu usłyszałam głos mamy.

-Bawcie się dobrze -nie mogło zabraknąć ostrzeżenia taty.

-Tylko nie za dobrze.

Wyszliśmy z domu. Z tego co wiem imprezę zorganizowali w jakimś barze. Po 30 minutach byliśmy już na miejscu. Przed wejście było kilku dziennikarzy, zrobili nam kilka zdjęć zanim weszliśmy do środka. Wow, ale tu ładnie. W tłumie zauważyłam Łukasza, dawno się z nim nie widziałam.

-Hej Natka, coś się dawno nie widzieliśmy. Wypiękniałaś.

-Dziękuje. Właśnie szkoda, ale jakoś czasu nie było. Umówimy się na szarlotkę, zgoda?

-Przecież, wiesz że kocham szarlotkę.

-Wiem.

Usiedliśmy przy stoliku. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Od czasu do czasu któryś z chłopaków brał mnie do tańca. Przecież nie byłam tam jedyną dziewczyną, co oni się tak uwzięli? 
Wojtek nachylił się i szepnął mi do ucha...

-Jak tak dalej pójdzie to będę zazdrosny. Chodź, zabiorę cię na spacer.

-Tylko powiem bratu.

Mateusz świetnie się bawił, gadał z jakąś dziewczyną, całkiem ładną. Powiedziałam mu że idę przejść się z Wojtkiem. Wyszliśmy z baru. Na dworze było chłodno.

-Zimno ci? Weź moją marynarkę.

Zdjął marynarkę od garnituru i zarzucił na moje ramiona. Spacerowaliśmy londyńskimi uliczkami. Kiedy dochodziła północ byliśmy pod Big Benem. Odliczanie się rozpoczęło.

-10! 9! 8!...

W tej chwili wszystko przestało się liczyć. Usta Wojtka dotknęły moich ust, poczułam się jak w niebie. Cudowne zakończenie i rozpoczęcie roku. Odliczanie się skończyło, słyszałam tylko fajerwerki. Oczy miałam zamknięte, a pocałunek trwał, miałam wrażenie że ta piękna chwila nigdy się nie skończy. Czułam się najważniejsza. Wojtek popatrzył mi prosto w oczy.

-Wszystkiego najlepszego w nowym roku skarbie.

-Ty mi wystarczysz.

Uśmiechnął się i mocno mnie przytulił. Oglądaliśmy pokaz sztucznych ogni. Było cudownie. Wojtek miał rację, sprawił że to najlepszy sylwester w moim życiu.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Uwielbiamy pisac na tym blogu, ale nie wiemy czy wam się to podoba. Jeśli chcecie poznac dalsze losy Natalii i Wojtka to zostawcie po sobie komentarz. Dziękujemy bardzo :)

niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział 15

Słyszę jakiś dziwny głos. Ciągle zastanawiam się, co to może być, ale po chwili wiedziałam. Ten dziwny głos,  który mnie obudził, to była Dominika mówiąca przez sen. Jak słodko. Zdziwi się, kiedy jej to powiem. Chciałabym, żeby została jeszcze na dłużej u nas. Bardzo lubię spędzać z nią czas. Ona zastępuje mi teraz Cher. Lubię Cher, ale z Dominiką dogaduję się jeszcze lepiej. Pewnie też nie jest za jutrzejszym powrotem do Polski. Jak zwykle będzie mi jej brakowało, a pewnie zobaczymy się dopiero w wakacje. Za niedługo będzie miała 18 lat i jakoś nie rozmawiałam z nią o tym, co chce robić w przyszłości. Z tego co wiem to niesamowicie śpiewa. Dziwie, że powiedziałam "z tego co wiem", ale tak jest. Dominika jest trochę nieśmiała i zaśpiewała przy mnie jakąś piosenkę tylko raz. Ma niesamowity talent, a tu mogłaby się rozwijać i pomogłabym jej w spełnieniu marzeń. A gdyby wyjechała z Polski byłoby fajnie jakby zamieszkała z nami... Byłoby cudownie! Nie wiem czy byłoby miejsce dla Dominiki, jeśli by się miała tu wprowadzić, ale co jak co to mogłybyśmy razem wynająć jakieś mieszkanko i w nim mieszkać. Pozostaje tylko jedno: NAMÓWIENIE DOMINIKI!

Sama nie wiem czego ona chce, oczywiście nie będę planować za nią jej przyszłości, ale musi wykorzystać swój piękny głos. Nie ma innego wyboru.

Spoglądam na nią co chwile... Jak ona słodko śpi. Z ciekawości zobaczyłam, która godzina. Ku mojemu zdziwieniu była godzina 7, a nie chciało mi się spać. Wczoraj poszłam spać dość wcześnie, bo byłam po meczu zmęczona. Wydaje mi się, że tylko ja bo jeszcze zanim poszłam do swojego pokoju, w salonie zebrała się cała rodzina. Tak dopisywały im humory, że nawet nie zauważyli mojego wczesnego pójścia spać. Mam nadzieję, że kolacja im smakowała bo wydaje mi się, że średnio mi to wyszło. 

Cisza ogarnęła na noc całe dom i nie chciałam nikogo budzić, postanowiłam poczytać jedną z moich książek, które wiecznie leżą na półce i czekają aż je poczytam. Nie mam na czytanie w ogóle czasu, więc wydaje mi się że teraz jest na to odpowiednia chwila...

**************************
-Witajcie! -powitała nas Cher z bananem na twarzy. 

Poczekała aż zdejmiemy kurtki i buty z siebie, bo chciała nas zaprowadzić do swojego pokoju. Nie minęły dwie minuty, a już tam byłyśmy, siedzące przy stole, rozmawiające. 

-Jak było wrażenia po meczu? -zapytała z uśmiechem Cher, a ja w myślach zaczęłam panikować. Przez moje wczorajsze wczesne pójście spać na śmierć zapomniałam powiedzieć Dominice o tym, by nie mówiła nic, że byłyśmy na Emirates Stadium, ale nie mogłam jej powstrzymać. W tejże chwili z radością mówiła o niezwykłym poprzednim dniu. 

Cher spojrzała na mnie tak dziwnie. Nigdy na mnie tak nie spojrzała, przenigdy! Wyczuwam kłótnię! Brawo Natalio, za to co zrobiłaś, BRAWO! 

-Okłamałaś mnie? -zaczęła Cher z dziwnym wzrokiem, którego zaczynałam się już bać. 

-Przep... raszam..., wytłu... maczę... ci to ...  -zaczęłam mówić z jąkaniem się, ale moja przyjaciółka zdążyła mi już przerwać.

-Jak mogłaś??? 

-No cóż, ja pójdę zrobić jeszcze trochę herbaty...  -westchnęła Dominika nie chcąc przeszkadzać nam. 

-Jak mogłaś??? -powtórzyła Cher. Już brałam oddech chcąc coś powiedzieć, ale okazało się, że nie skończyła mówić. -Nie jestem zła za to, że poszłyście beze mnie na mecz. Jestem zła o to, że kłamałaś...

Ja nie mogłam się powstrzymać, żeby chociaż kilka łez się pokazało. Wybuchnęłam płaczem chcąc czy nie chcąc tego i zaczęłam się tłumaczyć: 

-Nie chciałam ci tego robić, po prostu bałam się twojej reakcji. Myślałam że się obrazisz ... 

-Za to że nie zabrałyście mnie na mecz? -krzyknęła Cher. -Aż tak głupia nie jestem żeby się obrazić za takie coś. Ale nie toleruję tego jak ktoś nie jest ze mną szczery... -obróciła się w stronę wyjścia z pokoju i poszła do kuchni chyba pomóc Dominice. 


**********************
Ten dzień nie zaliczam do dobrych. U Cher nie byłyśmy potem zbyt długo. Pogadała chwilę z moją kuzynką, a ze mną nie chciała rozmawiać. Szybko się pożegnałyśmy i wróciłyśmy do domu. 

Z tego co zauważyłam Dominika nie chciała się mieszać w tą sprawę, ale po chwili wybuchła: 
- To moja wina, co nie? Gdybym nie powiedziała Cher o tym co było wczoraj, to by nie było takiej spiny przez resztę odwiedzin jej. 

-Wcale nie! To była moja wina, okłamałam ją a nie powinnam była ją okłamać -uspokajałam ją i zaczęłam poruszać temat przyszłości kuzynki. -Co zamierzasz robić po szkole? 

Dominika zamyśliła się na chwilę, a na jej twarzy widniała tylko kapryśna mina.

-Na pewno zostanę w Polsce. Nie to co ty, nie poradzę sobie za granicą, a poza tym co ja będę robić tam? Sama nie wiem... -na tą odpowiedź tylko sobie pomyślałam: "O nieee... Moje pomysły na nic..."

-Dominika, nie kłam. Masz cudowny głos i musisz to jakoś wykorzystać. Zamieszkałybyśmy razem i spełniałabyś swoje marzenia -zaczęłam ją przekonywać. Nie może tak tego zostawić...

-Nie, nie, NIEEEEEEE! -popatrzyłam się tylko na nią i jedyne co mi pozostało to wycofanie się. Tylko na ten temat nie mogę porozmawiać z Dominiką. A szkoda... Chcę tylko dla niej jak najlepiej. Wiem, że będzie tego żałować. 

Poszłam do kuchni zrobić dla siebie i kuzynki herbatę. Kiedy wróciłam do niej pomagałam pakować rzeczy do walizki przed jutrzejszym wyjazdem. Smutno mi, że wyjeżdża... 


**************************
Na szczęście obudziłam się o 7 by się pożegnać z kuzynką, ciocią i wujkiem. Mieli samolot o 8.30. Po ich wyjściu z domu byłam nadal śpiąca, postanowiłam się przespać. Budząc się wydałam z siebie jedno wielkie kichnięcie: 
-Apsik!!!!!!!!!!!! 

Byłam zła. Jest dzień przed sylwestrem. Chciałam spędzić kolejny dzień z Wojtkiem, a teraz wszystko na nic. 

Wszedł do pokoju Mati.

-Dobrze z tobą? Jakoś widzę, że nie bardzo... -powiedział brat. Jaki on opiekuńczy... To teraz jedynie mnie uszczęśliwiło. 

-Wszystko jest do du** -oznajmiłam braciszka, który chciał mi jakoś pomóc lecząc mnie. 


czwartek, 14 lutego 2013

Rozdział 14

Po tygodniu Wojtek wrócił. Zrobił mi i Dominice wielką niespodziankę bo gdy się obudziłyśmy siedział w pokoju razem z moim bratem.

-Wojtek!!! -bardzo mocno go przytuliłam, strasznie się cieszyłam że wrócił.

-Dziewczyno, udusisz go -Mati, jak zawsze musi się wtrącić.

-Przepraszam. Strasznie się cieszę. Kiedy wróciłeś? To jest moja kuzynka Dominika. A to Wojtek. Dziękuję ci za te perfumy. Naprawdę, nie wyobrażasz sobie jak bardzo tęskniłam, nie mogłam się doczekać aż wrócisz. Jak tam w Polsce? Dobrze spędziłeś święta? A jak rodzice? Leciałeś w nocy? Pewnie zmęczony jesteś, powinieneś jechać do domu się położyć -gadałam i gadałam, kuzynka i brat pękali ze śmiechu Wojtek z resztą też. -No co? O co wam chodzi?

-Natka, strasznie dużo gadasz a połowy z tego nikt nie rozumie -Dominika nie mogła przestać się śmiać, ale jakoś mi wytłumaczyła o co chodzi. Wzruszyłam tylko ramionami i znowu przytuliłam Wojtka.

-Przyjechałem do ciebie prosto z lotniska, ale nie zamierzam wracać do domu. Mam zamiar zabrać was na jutrzejszy mecz 

 -Natka, nie mówiłaś że jeśli przyjadę to będę miała takie wrażenia.

Dominika nie była fanką piłki nożnej, ale zawsze mnie wspierała i obczajała przystojnych piłkarzy. Przyznam że zanim znalazłam się w Londynie, i zanim poznałam Wojtka to zdarzyło się kilka takich sytuacji że o nim gadałyśmy. Obie uważałyśmy że jest jednym z największych ciach naszej reprezentacji. A tu proszę. Okazuje się że to cicho jest teraz moim chłopakiem. Popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się. Jest taki słodki. Z zamyślenia wyrwał mnie głos brata.

-Dziewczyny wy się może ogarnijcie, a my zejdziemy na dół i zrobimy śniadanie.

-Proszę, proszę czyżby mój braciszek chciał zrobić mi śniadanie? Dobra Mati, o co chodzi?

-Z nimi to nigdy nie wiadomo, jak chce jej zrobić śniadanie to jest źle ale jak jej nie chce zrobić śniadania to jest jeszcze gorzej. Zastanów się czego ty dziewczyno chcesz. Wojtek, chodź bo z nimi to zwariować można -wyszli z mojego pokoju w różnych nastrojach, mój brat narzekał na mnie a Wojtek się z niego nabijał. 

Razem z Dominiką podeszłyśmy do szafy i nie miałyśmy pojęcia w co się ubrać  Ubrałam jasne i troszkę dziurawe spodnie i do tego jasny sweterek z pingwinkiem. Nie wiem ile czasu minęło zanim zeszłyśmy na dół, ale chyba trochę to trwało. Jak weszłyśmy do kuchni to śniadanie było już na stole, a chłopcy gadali o czymś.

-No w końcu, ile można czekać? Natka, chyba dziurawe spodnie ubrałaś.

-Mati, one takie mają być. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, Mateusz wiedział że one są takie specjalne, ale on uwielbiał się do czegoś doczepić  

Dopiero teraz zauważyłam że w kuchni jest straszny bałagan. Czego ja się mogłam spodziewać?  Przecież to mój brat. Trudno, później to posprzątam. Usiadłam obok Wojtka, przyznam że to co zrobili było dobre, tylko że sama nie wiem co to jest. Całe szczęście jest jadalne. Było pyszne. Po śniadaniu, zaczęłam sprzątać  Chłopcy poszli oglądać mecz a Dominika mi pomogła.-Wiesz co Natka? Ty to masz szczęście.
 
-Możesz jaśniej? Nie mam pojęcia o co chodzi...

-No o Wojtka, widziałam jak na ciebie patrzył, normalnie jak na obrazek. Powiem ci szczerze, że ci tego zazdroszczę -trochę to dziwne bo zawsze ja jej zazdrościłam, zazwyczaj chłopaka. -Dominika, zobaczysz, też kiedyś spotkasz takiego Wojtka -obie się roześmiałyśmy. -Masz ochotę na herbatę?

 -O tak, z chęcią.

 -Ok, to ja zrobię, a ty dotrzymaj towarzystwa chłopakom. 

Jak robiłam herbatę to zaczęłam się zastanawiać nad słowami Dominiki, mam nadzieję że Wojtek myśli o mnie poważnie, nie wyobrażam sobie życie bez niego. Z salonu słyszałam jak im wesoło. Wzięłam herbatę i im zaniosłam. Widzę że wszyscy się dobrze rozumieją, strasznie się ciesze. Usiadłam obok Wojtka i nie miałam zamiaru się ruszać, było mi tak wygodnie. 

Cały czas dyskutowaliśmy o meczu. Siedzieliśmy w salonie z herbatą i ciastem, czego można chcieć więcej? Wieczorem Wojtek musiał jechać do domu. 

-Muszę już jechać. 
-Już? Czemu tak wcześnie? -nie chciałam żeby jechał. -Jutro muszę wcześnie wstać i być wypoczętym. 
 Odprowadziłam Wojtka do drzwi, widać było że był zmęczony.
-To do jutra. Mam nadzieję, że będziesz mi kibicować. 

-Hm, nie wiem zastanowię się. 

Uśmiechnął się. Kocham ten jego łobuzerski uśmiech. Pocałowaliśmy się i Wojtek wyszedł. Zamknęłam drzwi i wróciłam do salonu. 

-Wiesz co siostra? Nawet polubiłem tego twojego Wojtka. Fajny z niego gość. 

-Jest dwóch facetów w moim życiu których kocham najbardziej Ty i Wojtek.

 -Też cię kocham. Dobra dziewczynki, jak chcecie to sobie jeszcze siedźcie a ja idę na górę.

-Pocałował mnie w czubek głowy i wyszedł na górę. Czasem naprawdę traktuję mnie jak dziecko -i odszedł.
-Natka, a my co robimy? -odezwała się Dominika. Już po niej widziałam, że bardzo jej się nudzi.

-Nie mam pojęcia. 

 -Możemy oglądnąć jakiś film, a później to chyba się położyć. Co ty na to?

 -Ok. 

Oglądnęłyśmy film ,,Kill Bill 2", szczerze to był trochę dziwny. Ale może dlatego że praktycznie cały film przegadałyśmy. Później położyłyśmy się spać  W sumie to długo nie mogłam zasnąć  cały czas myślałam o Wojtku i o jego jutrzejszym meczu.


******************************
Jestem już na miejscu razem z Dominiką i Mateuszem. Byliśmy dość wcześnie przed meczem, ale nie nudziliśmy się. Zaczęliśmy rozmawiać o meczu, a później obstawialiśmy wynik meczu. Kłóciliśmy się na ten temat. Każdy miał na ten temat inne zdanie. Ja uważałam że Arsenal wygra z Newcastle united. Mateusz i Dominika uważają że będzie remis.

Mecz się w końcu zaczął. Co chwilę się coś działo, Wojtek miał bardzo dobre interwencje.

Pierwszego gola dla zdobył Theo. Po chwili dostałam sms-a od nieznajomego numeru:

"AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA <3 Niesamowitego gola strzelił."

Nie wiedziałam kto to napisała, ale podejrzewałam że była to Cher.

"To ty, Cher?"

"Nie dałam ci mojego nowego numeru :O Przepraszam. Ostatnio jestem taka zabiegana... Teraz oglądam właśnie mecz. Szkoda, że nie napisałam wcześniej, bo byś mogła przyjść do mnie i oglądnęłybyśmy mecz razem, a tak to sama go oglądam :( Pewnie ty masz z kim go oglądać, bo mówiłaś, że rodzina do ciebie przyjechała."

Nie wiedziałam co odpisać mojej przyjaciółce, bo nie chciałam jej mówić, o tym że nie wzięłam jej ze sobą na Emirates Stadium. Nie chciałabym, żeby zrobiłoby się przykro. Ale po chwili nabrałam "weny" .

"Tak. Oglądam z kilkoma osobami mecz... Jutro może cię odwiedzę, bo chcę ci przedstawić moją kuzynkę, która przyjechała z Polski. "

Po napisaniu tego sms-a włożyłam komórkę do kieszeni mojego płaszcza. Nie byłam skupiona na meczu na który dostałam bilety od samego Wojtka. Przecież tyle mnie omija. Świetne akcje Arsenalu i niesamowite interwencje Wojtka ... tego nie można przeoczyć!

Wynik 1:0 utrzymywał się do końca pierwszej połowy i jeszcze przez bardzo wiele minut drugiej połowy, bo dopiero w 80 minucie Arsenal się trochę osłabił. Interwencje Wojtka były coraz lepsze, ale czasami to nie wystarczało, ale już nieco później bramkarz opadał z sił.

88 minuta, a gra toczy się już tylko na połowie Kanonierów. Nagle jeden z obrońców drużyny Arsenalu sfaulował gracza drużyny przeciwnej. Sędzia podyktował jedenastkę.

Byłam w szoku i pewnie mój chłopak też, ale musieliśmy się z tym jakoś pogodzić. Po chwili piłkarze czekali tylko na gwizdek arbitra.

Zabrzmiał gwizdek. Doświadczony piłkarz drużyny Newcastle skierował piłkę, żeby tylko wpadła do siatka, ale jednak był ktoś kto mu w tym przeszkodził. Wojtek obronił karnego!

Wtedy cały Emirates Stadium ogarnęła radość. Wiedziałam, że on obroni tego karnego. Zawsze w niego wierzyłam. To był najlepszy prezent jaki dostałam.




****************


Po tym wspaniałym dniu nasze buzie były tak roześmiane i szczęśliwe jak u małych dzieci. Ja z kierującym auto bratem i z Dominiką wracaliśmy w wyśmienitych humorach. Ja tylko powtarzałam:

-A mówiłam! Byłam stuprocentowo pewna, że wygra Arsenal, a wy tak nie wierzycie Wojtka i jego cudowne wyczyny.

-Wierzymy, ale nie zawsze się wygrywa. Miałam jakoś dziwne przeczucia na remis -odparł Mateusz.

-No to miałeś złe przeczucia. Wiedz, że masz cudowną siostrę -zaśmiałam się sama nie wiedząc czemu to powiedziałam, ale nie miałam czasu już się z tym borykać, bo dotarliśmy na miejsce, a mój kochany braciszek dodał:

-Ty robisz dziś kolacje.

Nie byłam szczęśliwa z myślą o tym, ale pogodziłam się z tym i po przyjściu do domu przebrałam się i popędziłam do kuchni. Może chociaż raz moje jedzenie nie będzie na poziomie jajecznicy, tylko o wiele lepsze...

czwartek, 31 stycznia 2013

Rozdział 13

Nie sądziłam, że będę spać u Wojtka. Mi to nic nie przeszkadzało, chociaż mi to tam było dobrze. Jednak mamie to ku mojemu zdziwieniu przeszkadzało. 
 -Gdzie byłaś? -krzyknęła mama. 
-U Wojtka...
-A nie mówiłem? -z drugiego pokoju słychać było Mateusza. Mama jednak to zignorowała. 
-Mogłaś przynajmniej zadzwonić, martwiłam się! 
-Mamo, mam 18 lat. 
-Wiem o tym, ale mieszkasz jeszcze pod tym dachem.
 Dołączył do nas Mati. 
-Mamo, zrozum! Jeśli jest pod opieką Wojtka, nic się jej nie stanie. 
To zakończyło ten temat, a ja zapytałam mamy. 
-Kiedy przyjeżdża wujek, ciocia i Dominika?
-Właśnie chciałabym, żebyś z bratem pojechała na lotnisko po nich, ale nie radzę ci jechać w takim stanie -miała racje, bo wyglądałam strasznie. Musiałam się umyć i przebrać. Nie chciałam siedzieć w domu bezczynnie.
-Pojadę z nim, tylko się przebiorę...
-To szybko. Za 20 minut masz być gotowa. 
 -Ok! 

Migiem zebrałam się i zeszłam na dół. 
-Poszło ci szybko, siostra! -uśmiechnął się brat, który właśnie otwierał drzwi. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy na lotnisko. 

Byliśmy 30 minut przed przylotem rodziny. Kupiłam sobie i Mateuszowi gorącą czekoladę. Nagle jakby się mi powtórzyła chwila z wczorajszego poranka. Ktoś mnie złapał za ręce. 
-O mój boże! -ja głupia zawsze muszę się czegoś przestraszyć. To był Wojtek. 
-Boisz się mnie? 
-Ehh... Nie -roześmiałam się. -Ale myślę, że wy to specjalnie robicie. Naprawdę, za niedługo dostanę zawału przez was! 
Wojtek nie wiedział o co chodzi, a ja westchnęłam: 
-Nieważne...
-A co tu robicie? 
-Rodzina przyjeżdża, czekamy. 
-A więc do zobaczenia, wesołych świąt! -pożegnał się z nami, a mi jeszcze dał dodatkowo całusa. 
-Paa! Odezwij się jak wrócisz!

Nie mogłam doczekać się przyjazdu kuzynki,jest w moim wieku i bardzo dobrze się dogadujemy. Od pewnego czasu nie miałam czasu żeby z nią pogadać. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Mateusza.
-Już są.
Od razu przywitałam się z ciocią i wujkiem a na końcu z kuzynką.
-Cześć Natka, jak tam w wielkim świecie?
-Cudownie. Mam ci tyle do opowiedzenia. A w ogóle jak tam w Polsce?
-Nudy. Nic się nie dzieje. Mam nadzieje że pokój będę dzielić z tobą a nie z Mateuszem.-Obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Podszedł do nas brat.
-Co wam tak wesoło?
-A nic nic.-Powiedziałyśmy to równocześnie i znowu wybuchnęłyśmy śmiechem. Wsiadłyśmy do auta. Po 30 minutach byliśmy już w domu. Mama była w siódmym niebie,bardzo lubiła ciocie. Od razu zaczęły plotkować,a mój tata musiał pochwalić się wujkowi swoim samochodem.Razem z Dominiką,poszliśmy do mojego pokoju.
-Witam w moim świecie.
-Wow,ten świat to masz duży. Dobra,opowiadaj jak tam treningi?
-Nie mam pojęcia od czego zacząć.-Dominika usiadła na łóżku i rozglądała się po pokoju.
-No wiesz,najlepiej to od początku.
-Ok. Od początku. To treningi są świetne,dziewczyny z którymi trenuje też są bardzo fajne. Mam chłopaka...
-Co???!!! Jak ma na imię?
-Wiem że mi nie uwierzysz ale to...Wojciech Szczęsny.
-OMG! Żartujesz? Opowiadaj dalej.
-Miałam też mały wypadek samochodowy,ale już wszystko w porządku.-W sumie mogłam jej o tym nie mówić,trochę się zmartwiła.
-Jaki wypadek,co się stało?
-Głupia sytuacja. Podsłuchałam rozmowę Wojtka i jego byłej dziewczyny Sandry. Ona powiedziała że jest w ciąży,oczywiście okazało się że nie jest. Ale ja wybiegłam z jego mieszkania i wsiadłam do samochodu, później jakoś mi się film urwał.
-Nie możliwe. A tego twojego Wojtka to poznam?
-Teraz jest w Polsce,wyjechał na święta ale za jakieś dwa tygodnie wróci i od razu was poznam. A jutro idziemy na zakupy.
-Uuuu zakupy,to lubię.
Gadałyśmy prawie całą noc,poszłyśmy spać wtedy kiedy zaczęło już świtać. Obudziłyśmy się koło 13.
-Idź się ogarnij a ja pójdę za chwilę i zejdziemy na śniadanie a później na miasto.
Po około godzinie byłyśmy gotowe już miałyśmy wychodzić.
-A wy dokąd się wybieracie?
-Mati,idziemy na zakupy.
-Mogę z wami?
-Ty chcesz z nami jechać? Będziesz z nami łaził kilka godzin po sklepach,i nie będziesz marudził? Ciężko w to uwierzyć. Wiesz że cię kocham ale to będzie nasz dzień.
-Ok,jak chcesz.-Wystawił mi język i od razu dostał z łokcia.-Pa.
Mina Dominiki kiedy zobaczyła galerię była bezcenna.
-Wow,resztę dnia spędzimy tutaj.

Jeszcze nigdy nie chodziłam po sklepach tak długo. Byłyśmy wykończone,ale jakie szczęśliwe.
-Może chodźmy na gorącą czekoladę? Ja stawiam.
-Natka,mogę za siebie zapłacić. Ok chodźmy,muszę chociaż na chwilę usiąść.
-Ja też.
Weszłyśmy do mojej ulubionej kawiarni i zamówiłyśmy sobie gorącą czekoladę. Wieczorem byłyśmy już w domu. Szykowała się rodzinna kolacja. Jak zwykle pytania typu ,,Jak tam na treningach?" ,,Spotykasz się z kimś" i takie inne. To była najbardziej denerwująca cześć kolacji. Byłam padnięta. Dzisiaj postanowiłam że pójdę w miarę normalnie spać. Dominika była strasznie zadowolona z dzisiejszego dnia. Jutro może zabiorę ją na trening,a jak Wojtek wróci to pójdziemy na trening Arsenalu.

,,Hej,jak tam z rodzinką? Nie mogę się doczekać aż się z tobą zobaczę. Tęsknie."

,,Też tęsknie. Masz pozdrowienia od mojej kuzynki,bardzo chcę cię poznać ;) "

,,Będzie mi bardzo miło. Muszę kończyć. Dobranoc :* "

Po tym smsie uśmiechnęłam się o telefonu a moja kuzynka z zdziwieniem wpatrywała sie we mnie.
-Natka,czemu  ty się do telefonu uśmiechasz?
-Wojtek napisał. On też chcę cię poznać.
Gadałyśmy później jeszcze trochę a później poszłyśmy spać. 
        


********************************
Następnego dnia nie było czasu na odpoczynek. To znaczy... był, ale dopiero po zakupach i przygotowaniach do Wigilii. 
Myślałam, że gorzej być nie może, bo o 8 rano, mój przecudowny brat obudził mnie. Nie spodobało mi się to, bo miałam zamiar pospać. Najchętniej do godzinny 11, ale na to już sobie nie mogłam pozwolić. Z tego powodu, że Mati mnie obudził, ja zaczęłam krzyczeć do niego. Te słowa nie miały zbyt najmniejszego sensu, wiadomo czemu. Mając pół otwarte oczy i będąc niewyspana to raczej wszystko wyjaśnia. Sama nie wiem co wtedy do niego powiedziałam, mam nadzieje, że nic głupiego. Nie miałam zamiaru od razu wstawać i drzemałam sobie jeszcze około pół godziny. Jednak w końcu wkurzałam się na brata, bo zabrał mi kołdrę i wybiegł z pokoju. Jedyna myśl jaka przyszła mi do głowy brzmiała: "Poddaję się".
Dopiero po 20 minutach miałam zamiar zejść na śniadanie. Wyglądałam niczym upiór i myślałam, że gorzej nigdy nie wyglądałam. Postanowiłam wziąć prysznic i założyć ciuchy takie, jakie mogłyby być stosowne do tego dnia. Podczas ogarniania się myślałam o Wojtku, o jego świętach, jak je spędza i takie tam. Tak bardzo się zamyśliłam, że zapomniałam o śniadaniu. W biegu zeszłam na dół, a jak zobaczyłam minę rodziny myślałam, że nie zjem śniadania w spokoju. Jedyne co mnie uszczęśliwiło wtedy to moja ulubiona sałatka, którą mama zrobiła, ale przy każdym wpakowaniu do ust po trochu tej sałatki, słyszałam po kilka pytań. 
-Co tak długo? -rozpoczęła mama. 
-Czemu tak się darłaś rano? -dodał brat ze zdziwioną miną.
-Jedziesz z nami na zakupy? -odezwał się tata. A niedługo potem wujek, ciocia i kuzynka.
-Ta sałatka jest przepyszna, co nie? 
-Tą bluzkę kupiłaś na wczorajszych zakupach z Dominiką? 
-Coś się stało? 
Nie wytrzymałam tego chaosu, więc po chwili nałożyłam sobie  jeszcze trochę sałatki i powędrowałam z talerzem do pokoju. 

****************************
Już po zakupach, gotowaniu różnych potraw i wszystkich domowych obowiązków na ten dzień. Byłam szczęśliwa, kiedy już siedzieliśmy przy stole wigilijnym i wszyscy nie byli tacy jak rano. Chociaż sama nie wiem czy to nie ja byłam zbyt kapryśna dzisiejszego poranka. Mam nadzieje, że moja rodzina nie mi tego za złe, za moje dzisiejsze zachowanie. Są Święta i po co bym miała przez dzisiejsze moje niewyspanie psuć innym dzień. Sama więc nie wiem o co chodziło, ale nie chcę już nad tym myśleć. Tą sprawę uważam za zakończoną. 
Byłam zdziwiona widząc, jak każdy z rodziny ma pod choinką po jednej torbie z prezentem lub prezentami, a ja miałam dwie. Tą drugą miałam mniejszą, ale i tak się zastanawiałam co jest nie tak. Wydawało mi się to trochę podejrzane. Zapytałam mamy czy wie czemu mam dwa prezenty, ale tylko podniosła ramionami, ale nie był do ukrycia jej uśmieszek na twarzy. 
Tą tajemniczą sprawę zostawiłam, bo potem przez jakiś czas śpiewaliśmy kolędy. 

***************************
Kiedy spojrzałam na ekran mojej komórki, była prawie północ. Byłam już umyta i przebrana. Na stoliku w moim pokoju leżały prezenty, które dostałam. Tego drugiego nie otworzyłam, bo nie miałam kiedy. Dopiero po wejściu do pokoju otworzyłam go. Okazało się, że były to perfumy. Ku mojemu zdziwieniu był załączony liścik. 

"Zdziwiona co? :D Nie mogłem się powstrzymać, musiałem ci je kupić. Mam nadzieje, że czujesz atmosferę świąt. 
Chciałbym cię teraz przytulić. Nawet nie wiesz jak mocno. Wynagrodzę ci to, kiedy przyjadę, wrócę już 26 grudnia, bo dzień później mam mecz. Masz na niego zapewniony bilet. 
A najlepsze będą sylwestra ;* 
Wojtek" 


             

piątek, 18 stycznia 2013

Rozdział 12

Wstałam dzisiaj z wielkim poczuciem humoru. Nie wiem czy to przez spotkanie z Leą, Cher lub z Wojtkiem, ale wiem przynajmniej że dzisiejszy dzień nie będzie nudny, a miałam takich ostatnio dużo. Wstałam gdzieś około 11.30 więc pomyślałam, że w końcu wstanę. Nie chciałabym przespać tego dnia. Szybko zeszłam na dół, żeby zajrzeć do lodówki i zobaczyć czy jest coś do jedzenia. Niestety z wielkimi nadziejami, że coś jest, jednak tego nie było. Nagle poczułaś jakiś dotyk. Podskoczyłam ze strachu. Odwróciłam się i okazało się, że był to mój kochany braciszek. 
-Mati, skończ już z tym. Kolejnym razem kiedy tak zrobisz dostanę zawału -ostrzegłam go, ale on tylko się zaśmiał. Wtedy skierowałam się do niego i spoważniałam: 
-Mówię poważnie. Chyba nie chcesz tego co było ostatnio... -po tym co powiedziałam w końcu się uspokoił.
-No dobrze, dobrze! W sumie to masz racje. Wiesz jak się wtedy czuliśmy? Najgorzej było z naszą mamą i z Wojtkiem. Niesamowite, że dopiero co minęły 3 miesiące od twojej przeprowadzki, a już masz kogoś, kto tak bardzo cię kocha.
Uśmiechnęłam się tylko. Sama także nie mogłam w to uwierzyć, a mi dalej głupio za tamtą wpadkę, kiedy poznałam chłopaków na zakupach. W końcu przestałam myśleć o takich sprawach i zapytałam brata: 
-Kiedy ostatnio wybraliście się na zakupy? 
-Jakiś tydzień temu. Byłaś wtedy jeszcze w szpitalu. 
-Kurcze.. pojechałabym coś kupić, ale mam na dzisiaj mam tyle planów, a wstałam zbyt późno, żeby teraz jechać na zakupy -po tym wyszczerzyłam się do Mateusza, a on tylko się zaśmiał i powiedział:
-Tak. Zrobię zakupy. 
-Dziękuję, kochany jesteś. Ok, ja muszę coś zjeść i będę zmykać. 
-A co masz w planach? 
-Zakupy z Cher, muszę kupić prezent Wojtkowi, spotkanie z koleżanką i spotkanie z Wojtkiem.
-Wow! Nie myślałaś nad tym, żeby chociaż jedno z tych rzeczy odłożyć na inny dzień?
-No cóż... chyba masz racje. Przełożę spotkanie z Leą, mam nadzieję że się nie obrazi. 
-A nie z Wojtkiem?
-Nie mogę. Dziś mam ostatnią szansę na spotkanie z nim przed świętami. Jutro wyjeżdża do Polski i będzie w czwartek chyba.
-Aaa, no dobrze. Nie przeszkadzam ci, rób te płatki. 
-Już się tak nie śpieszę, muszę tylko przełożyć spotkanie z Leą. Masz na dziś jakieś plany? 
-Nie...

Nie chciało mi się wypytać jego, że "czemu" lub "a co będziesz robił w takim razie". Zabrałam się szybko za moje ulubione płatki czekoladowe i po kilku minutach już byłam w swoim pokoju. 
Napisałam szybko kilka sms-ów. Zaczęłam najpierw pisać do Lei:

"Przepraszam, że to tak późno piszę, ale mogłybyśmy się spotkać po świętach?" 

Odpisała szybko: "Ok, nie ma sprawy. Jeszcze napiszę ci co do dnia, bo wyjeżdżam na święta i nie wiem kiedy wrócę."

I do Wojtka: "Hej ;* O której dzisiaj i gdzie? : D"

"Nie wiem, jak ty chcesz :*" 

"Chcę, abyś ty zadecydował :)"

"No dobrze, a więc o 18:00 u mnie. Pasuje? :)"

"Tak, nie mogę się doczekać ;*" 

"Ja też :*" 

Po tym zaczęłam się ubierać i popędziłam przed swój dom. Cher miała po mnie przyjechać o 13. Byłam pod moim domem punktualnie. Niecałe 20 minut później byłyśmy już w sklepie.


*********************
-Ehh... Co mogę mu kupić? -spytała się mnie Cher, a ja sama nie wiedziałam co jej odpowiedzieć, bo nie znałam na tyle Theo, żeby wiedzieć, jaki prezent można mu kupić.
-A co ja mogę kupić Wojtkowi? -przewinęłam tylko oczami, a kiedy popatrzyłam na inną półkę w sklepie zauważyłam kilka ramek na zdjęcia, które były razem połączone i tylko westchnęłam. - Idealne! 
-Świetne! -także ucieszyła się Cher.
-To może ty też kupisz to Theo? 
-Nie... Kupiłam mu niedawno coś podobnego. Jednak nie będzie łatwo wybrać jakiś lepszy prezent. 
-Wiem o tym.

*********************
Weszłam do mieszkania Wojtka jak zwykle bez pukania. W kuchni zobaczyłam go w fartuchu pod którym był garnitur. WOW jak on fajnie wygląda w garniturze.

-To ty umiesz gotować? -zajrzałam co on tam wyrabia i przywitałam go całusem.
-No nie bardzo, ale są takie fajne książki, które nazywamy książkami kucharskimi -uśmiechnął się do mnie i zaczął nakładać jedzenie na talerze. -Usiądź w salonie a ja zaraz przyjdę. 

Po około 5 minutach Wojtek siedział naprzeciwko mnie. Otworzył wino i nalał najpierw mi a później sobie. Przypomniałam sobie o prezencie, który zostawiłam u niego w przedpokoju.
-Przepraszam, za chwilę wrócę.
Wzięłam prezent do ręki i wróciłam do salonu. Wręczyłam Wojtkowi prezent, był tak szczęśliwy jak małe dziecko które dostaje upragnioną zabawkę. Kupiłam mu ramkę i włożyłam do niej kilka naszych wspólnych zdjęć. Widać, że mu się spodobało z czego bardzo się cieszyła bo nie byłam pewna tego wyboru.
-Śliczne,dziękuje -pocałował mnie i z kieszeni marynarki wyjął malutkie ładnie zapakowane pudełeczko. Przypomniało mi się jak dostałam od niego łańcuszek, był podobnie zapakowany. Otworzyłam swój, była w nim piękna srebrna bransoletka.
-Jest śliczna, dziękuje. Pomożesz mi zapiać?
-Tak pewnie, cieszę się że ci się podoba.
Dokończyliśmy kolację, Wojtek pozbierał naczynia i włożył je do zmywarki. A ja rozłożyłam się na kanapie i czekałam aż mój książę z bajki wróci. Kiedy przyszedł usiadł koło mnie, a ja położyłam głowę na jego kolanach. Byłam taka wykończona, że zasnęłam. Obudziłam się rano, Wojtek spał z moją głową na kolanach. Cichutko się pozbierałam i napisałam mu kartkę:

"Wychodzę, nie chciałabym cię budzić, tak słodko śpisz, a poza tym masz wstać dopiero o 11, więc śpij śpij ;* PS. Wesołych Świąt! ;*"